Ostatnio Apple po raz kolejny dało oręż do ręki swoim hejterom, wypuszczając bardzo drogie laptopy. Tym razem jednak za ceną poszła jakość i przynajmniej na pierwszy rzut oka nowe MacBooki Pro wydają się przełomowe. To znacznie osłabiło chęci do hejtowania ich. Na szczęście pojawiła się słynna już szmatka do ekranu.

O cenie MacBooków Pro możemy się spierać i to w ramach redakcji robimy. Zdaniem Przemka Apple odleciało, natomiast Kuba uważa, że te ceny są adekwatne do produktu, bo „profesjonalny laptop od Apple nareszcie jest dla profesjonalistów i pozostaje to po prostu zaakceptować”. Ja skłaniam się ku temu drugiemu podejściu, zwłaszcza że, wraz z wprowadzeniem własnych procesorów, MacBooki Air z ładnych komputerów do przeglądania Fejsa w Starbucksie, stały się sprzętem, na którym można popracować.

Niesławna ściereczka Apple za 100 zł

Merytoryczna rozmowa o sprzęcie i jego wartości skorelowanej z ceną to jedno, natomiast to, co o Apple w kontekście nieszczęsnej ściereczki do czyszczenia, piszą polskie portale technologiczne, to już czyste, nieskrępowane hejterstwo.

  • „Szmatka Apple do czyszczenia za… 99 zł. Poznaliśmy listę kompatybilnych urządzeń!”;
  • „Apple pochwaliło się też ściereczką do czyszczenia za stówę. Czy Androidowe szaraczki muszą obejść się smakiem?”;
  • (mój ulubiony) „100 zł za szmatkę do monitora. Ma logo Apple i chyba jest zrobiona z sierści jednorożca”.

To tylko kilka tytułów z dziesiątek artykułów, które powstały na temat tej mało znaczącej ściereczki. Z czymś Wam się to kojarzy? To nagłówki rodem z tabloidów, próbujących przyciągnąć odbiorcę krzykliwymi, kontrowersyjnymi tytułami.

Jeszcze lepiej jest w treści „artykułów”. „Nie wiadomo, czy ściereczkę można stosować w urządzeniach z Androidem, ani co zrobić, gdy ściereczka się zabrudzi”, „Oczekiwany czas dostawy to jakieś 4 lub 5 tygodni i prawdopodobnie spowodowany jest problemami z dostępnością sierści jednorożca” czy „Nie jest jeszcze jasne co stanie się w przypadku skorzystania z nowej ściereczki przy smartfonie z Androidem, być może wyjaśnią nam to testy. O ile ktoś odważy się to sprawdzić” to tylko wierzchołek góry lodowej. 

ściereczka apple apple cloth
Słynna już ściereczka od Apple za 100 zł – Apple Cloth

A można zrobić research

Gdybym tego typu teksty przeczytał na Twitterze u Mai Staśko, czy innej osoby, która niekoniecznie ma o czymkolwiek pojęcie, za to z chęcią się zawsze wypowie, to nie byłbym zaskoczony i nie poruszyłoby mnie to tak, bym wziął się za pisanie felietonu. Mowa tu jednak o osobach uważających się za dziennikarzy i piszących do największych portali technologicznych w Polsce, mieniących się opiniotwórczymi (sic!).

Wróćmy na chwilę do tej nieszczęsnej ściereczki. W przeciwieństwie do moich kolegów z branży, zrobiłem mały research i dobra ściereczka z mikrofibry może kosztować nawet 40 złotych. W obliczu tej ceny, stówka za ściereczkę od Apple nie wydaje się już tak absurdalną ceną. Zwróćmy uwagę na fakt, że ceny akcesoriów mocno związane są z marką. Nie muszę już nawiązywać nawet do marki Supreme, która potrafi sprzedawać „zwykłe” przedmioty ze swoim logo (nawet cegłę!) z kilkudziesięciokrotną przebitką.

Przyjrzyjmy się branży motoryzacyjnej. Dywaniki tekstylne do Volvo (wybrałem tę markę, żeby redaktorzy popularnego serwisu mogli zweryfikować tę informację u swojego naczelnego) kosztują 700 złotych. Podobny zestaw, tylko do Dacii, to już koszt zaledwie 139 złotych. Czy dywaniki do Volvo są 5x lepsze, czy większe od tych do Dacii? Nie sądzę. Znając politykę marek, może się okazać, że są robione w tej samej fabryce, u jednego podwykonawcy. Cena jest tu zależna praktycznie wyłącznie od marki.

W przypadku ściereczki od Apple warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden aspekt. Produkt ten w USA kosztuje 19 dolarów, czyli równowartość dobrego śniadania w knajpie bądź dwóch drinków. To uczciwa i adekwatna do produktu cena. To, że produkt w Polsce kosztuje 100 zł i jaki jest stosunek ceny do średnich zarobków, to już nie wina Apple. W dobie globalnego otwartego rynku nie możemy spodziewać się promocyjnych cen tylko dlatego, że jesteśmy biedni. 

Nie czytam innych polskich serwisów poza DailyWebem (oglądam jedynie czasem Kubę Klawitera na jutubku), jednak szum wokół apple’owskiej ściereczki skłonił mnie do przeczytania kilku artykułów. Z tej lektury wyłania się smutny obraz naszych rodzimych portali technologicznych. Ich redaktorzy, zamiast na rzetelne informacje, stawiają na krzykliwe tytuły, budzenie kontrowersji i dzielenie, a czasem wręcz stygmatyzowanie czytelników. Duże portale, w znacznej części wyrosłe z niewielkich blogów pasjonatów, przekształciły się w nic innego, jak maszynki do zarabiania hajsu, z treściami rodem z tabloidów czy innych Pudelków. A co na to Apple? Psy szczekają, a karawana jedzie dalej. Czas oczekiwania na ściereczkę do czyszczenia ekranu to już 6–8 tygodni.