SailfishOS na Xperii 10 V to ciekawe demo, ale nie róbcie tego. Musimy poczekać na Jolla Phone
SailfishOS pozytywnie zaskoczył mnie designem, a gesty rodem z Nokii N9 przywróciły dobre wspomnienia. Czy to jednak wystarczy, by iOS i Android zyskały mocnego rywala?
SailfishOS to mobilny system operacyjny bazujący na Linuxie, mający być europejską alternatywą dla Androida i iOS. Za jego rozwój odpowiada fińska firma Jolla, założona przez byłych pracowników Nokii tworzących rewolucyjny niegdyś MeeGo. System, na którym pracowała wydana w 2011 roku Nokia N9 niestety nie przyjął się na rynku, a co za tym idzie nie doczekaliśmy się kolejnych urządzeń z tym OSem. Przełomowość MeeGo polegała na tym, że smartfon obsługiwało się jedynie gestami, bez użycia jakichkolwiek przycisków nawigacyjnych. Choć sam MeeGo nie przeżył, to jego pionierskim podejściem do nawigacji inspirowali się inni producenci mobilnych OS’ów. Wpływów fińskiego systemu operacyjnego można było doszukać się np. w sposobie obsługi aplikacji na BlackBerry 10 OS, a współcześnie, gesty wykorzystują także iOS i Android. SailfishOS to jednak nie tylko inny pomysł na nawigację w systemie.
SailfishOS na Xperii 10 V
Sony Xperia 10 V to urządzenie nie tylko poręczne i przyzwoicie wykonane, ale jak się okazuje otwarte na alternatywne systemy operacyjne. Miesiąc temu testowałem na niej e/OS/ zdegoogle’owany Android od francuskiej Mureny. Tym razem postanowiłem skorzystać z możliwości sprawdzenia SailfishOS, który poza dosłownie kilkoma fińskimi urządzeniami jest kompatybilny także z garstką smartfonów od Sony. Z racji tego, że w drodze jest Jolla Phone (wysyłki do klientów, którzy dziś zamówią ten telefon mają nastąpić pod koniec września) postanowiłem przekonać się, co SailfishOS ma do zaoferowania. W chwili obecnej Jolla Phone 8 GB RAM/128 GB miejsca na dane kosztuje 649 euro, natomiast cena wersji 12/256 to 749 euro. W obu przypadkach wymagany jest depozyt w wysokości 99 euro. Xperia 10 V, na której testowałem Sailfish dysponuje 6 GB RAM i muszę przyznać, że momentami w przeglądarce internetowej czuć było niedostatki mocy.
Decydując się na instalację SailfishOS na nie najnowszym średniaku od Sony zdawałem sobie sprawę z pewnych ograniczeń. Wiedziałem, że choć system wersji 5.0 pracuje co do zasady poprawnie, to niestety na 10 V nie działa aparat fotograficzny, czytnik linii papilarnych ani też wskaźnik poziomu baterii (by zaktualizować stan trzeba zrestartować telefon). Xperia z 2023 roku to jednak najnowsze dostępne na rynku urządzenie, na którym da się zainstalować SailfishOS, dlatego zdecydowałem, że mimo wszystko spróbuję. Sama instalacja nie przebiegła bez problemów i wymagała nie tylko uważanego przeczytania instrukcji i postów na forum projektu ale i wsparcia AI. Ostatecznie mi się udało. Jeśli będziecie chcieli pójść moją drogą, to zalecam przeprowadzenie całego procesu na Linuxie lub Maku, bo Windows nie dogaduje się najlepiej z instalatorem.
Inna filozofia
SailfishOS wita użytkownika świeżym, innym od Androida i iOS interfejsem, co jest naprawdę ciekawym doświadczeniem. Stylistyka jest oszczędna w formie, pod wieloma względami nowatorska i może się podobać. Co dla mnie jednak wciąż pozostaje wadą, całość działa w trybie ciemnym i nie ma możliwości odwrócenia kolorów. System oraz natywne aplikacje obsługuje się gestami i przeciągnięciami. Fani rozwiązań rodem z Nokii N9 będą zachwyceni, a cała reszta użytkowników będzie musiała przez co najmniej kilka dni przyzwyczajać się do zupełnie innego sposobu nawigacji. Co od razu rzuca się w oczy to fakt, że nie ma tu widgetów, aplikacje nie posiadają żadnych widocznych przycisków, a funkcje dostępne są po ściągnięciu dół ukrytej pod górną belką listy.
Wszystkie apki otwierają się na pełnym ekranie, co oczywiste, ale w tym przypadku jest to prawdziwy full screen, zakrywający wskaźnik baterii, zasięgu i zegar. Minimalizm to słowo klucz dla tego OS’u, co w pewnych momentach może być problematyczne, jak choćby w Ustawieniach, gdzie włączona opcja nie różni się tak znacząco od tej nieaktywnej. Niektórym ta subtelność trafi do gustu, innych doprowadzać będzie do frustracji. Z pewnością obsługa SailfishOS wymaga przyzwyczajenia i wypracowania nowych nawyków. Na szczęście w systemie dostępny jest przewodnik, który w pierwszych dniach pozostaje nieocenioną pomocą dla wszystkich nowicjuszy.
SailfishOS oparty jest na Linuxie, ale dzięki specjalnemu środowisku możliwe jest uruchamianie aplikacji z Androida. Obecnie w wersji 5.0.0.71, runtime dla apek jest kompatybilny z Androidem 13. Nie ma rzecz jasna obsługi Google Play Services, ale zainstalowano pakiet MicroG, funkcjonują też sklepy Aurora Store oraz F-Droid. Podobnie zatem jak na e/OS/, część aplikacji będzie działać normalnie, a niektóre wciąż nie będą chciały się nawet uruchomić. Co ciekawe AppSupport można w dowolnej chwili włączyć i wyłączyć, a więc ci, którym nie w smak jest korzystanie z androidowych apek mogą jeszcze dobitniej odciąć się od amerykańskiego ekosystemu.
Bez aplikacji ani rusz
SailfishOS rozwijany jest od 2013 roku i prawdę mówiąc spodziewałem, że po zainstalowaniu systemu, użytkownik będzie miał do dyspozycji dużo więcej natywnych aplikacji. Można by stwierdzić, że po prostu nie ma jeszcze zbyt wielu natywnych aplikacji, ale zasadniejszym wydaje się pytanie dlaczego po tylu latach ciągle ich nie ma? W chwili obecnej w sklepie jedna apka do nawigacji, która de facto nie działa i założę się, że casualowy użytkownik smartfona niewiele zrozumie z komunikatu wyświetlonego po uruchomieniu tego programu.
Program do odtwarzania podcastów to tak naprawdę wyszukiwarka przeszukująca bazy Apple Podcasts. Co więcej, program ten po prostu pobiera plik dźwiękowy danego odcinka i następnie uruchamia wbudowany odtwarzacz multimediów. Oferta Jolla Store jest bardzo skromna i z tego, co widać aplikacje tworzą niezależni twórcy, co samo w sobie jest świetne, bo dzięki temu system pozostaje otwarty, ale z drugiej strony brak komercyjnych dostawców powoduje, że wybór jest mocno ograniczony i de facto, użytkownik, który chce mimo wszystko korzystać z możliwości jakie daje smartfon, jest skazany na instalację aplikacji androidowych.
Fiński system ma do zaoferowania podstawowe programy takie jak kalendarz, kalkulator, notatnik, klient poczy e-mail, odtwarzacz multimediów, czytnik PDF’ów, przeglądarkę plików itd, także absolutne podstawy na miejscu, ale smartfon bez dodatkowych, komercyjnych apek to tak naprawdę dumbphone. Próbowałem doinstalować kilka dodatkowych aplikacji z Aurora Store i podobnie jak w przydku e/OS/, niektóre z nich pracują bez zarzutu, a inne spostrzegając brak usług Google odmawiają współpracy. Z przykładów mogę podać AirVisual, który wyłącza się po wyświetleniu komunikatu „Something went wrong”, dobrze sprawuje się natomiast opensource’owa AntennaPad czy apka DPD oraz DHL, ale już program inPostu crashuje się momentalnie przy próbie uruchomienia. Wszystko zależy tu więc od indywidualnych potrzeb i… szczęścia, która z aplikacji Androida akurat zechce współpracować.
Wspomniałem wcześniej, że byłem rozczarowany ewidentnymi brakami mimo kilkunastu lat rozwoju systemu, bo jak inaczej nazwać fakt, że co prawda OS jest po polsku (z niewielkimi wyjątkami), ale wbudowana klawiatura nie ma ani słownika, ani autokorekty. Myślę, że tego typu detale mogą sprawić, że casualowy użytkownik odbije się od tego projektu. Byłoby szkoda, bo SailfishOS, który nie jest po prostu forkiem amerykańskiego Androida jest obecnie jedynym kandydatem na europejską alternatywę wobec gigantów zza oceanu.
Długa lista rzeczy, które nie działają (przynajmniej na Xperii 10 V)
W toku moich testów okazało się, że lista problemów na Xperii 10 V z SailfishOS jest dłuższa niż się na początku wydawało. Poza czytnikiem odcisków palców, aparatem i wskaźnikiem poziomu naładowania baterii natrafiłem na jeszcze kilka irytujących rzeczy. Nie udało mi się chociażby sparować słuchawek Bluetooth, nie ma opcji na dodanie karty eSIM. Jednego dnia po włączeniu i wyłączeniu trybu samolotowego telefon przestał widzieć kartę SIM. Pomogło dopiero ponowne uruchomienie urządzenia, ale problem był taki, że gdy łączność komórkowa wróciła, wciąż nie dochodziły do mnie żadne SMS’y (połączenia działały). Problem z wiadomościami naprawił się po trzecim restarcie telefonu.
W androidowej wersji mapy Here nie mają obsługi głosowej, bo SailfishOS nie obsługuje funkcji text to speech, w związku z czym korzystanie z tego programu mija się nieco z celem. Nie wiem, czy jest to problem OS’u jako takiego, czy wyłącznie Xperii 10 V, dlatego wspominam o tym w tej części tekstu. Zauważyłem też, że smartfon nie chce się uruchomić, gdy jest podłączony do ładowania, a jeśli już przy temacie energii jesteśmy, to bateria o pojemności 5000 mAh nie wystarcza nawet na 1 dobę. A zaznaczę, że w chwili obecnej Xperia nie jest moim głównym telefonem, większość dnia bezczynnie leży na biurku połączona z Wi-Fi.
Mógłbym wymienić jeszcze kilka pomniejszych wad jak choćby to, że przy uruchomieniu, po wpisaniu kodu bezpieczeństwa, ekran smartfona na minutę robi się po prostu czarny i nie wiadomo do końca czy coś się dzieje, czy nie, czy się uruchamia czy padł. Podsumowując, SailfishOS na Xperii 10 V działa, ale nie da się z niego korzystać jako głównego telefonu. Jest to całkiem niezłe demo pokazujące funkcjonujący system, ale wygląda to niestety jak wersja beta.
Czy SailfishOS ma szansę rzucić rękawicę Google i Apple?
Bardzo bym chciał, aby na rynku pojawił się trzeci, silny gracz, ale korzystając przez kilka tygodni z SailfishOS nie mam dużych nadziei. Podoba mi się minimalizm interfejsu (choć brakuje jasnego trybu), absolutnie kupuję obsługę gestami. Staram się oddzielić moje negatywne doświadczenia z pracy na tym OSie na Xperii od samego systemu, który wierzę, że na Jolla Phone będzie działał bez zarzutu obsługując czytnik linii papilarnych, aparat, eSIM i choćby jedną aplikację do nawigacji i dochodzę do wniosku, że chętnie korzystałbym na co dzień z SailfishOS.
Obawiam jednak, że SailfishOS spotka los podobny do BlackBerry OS 10. Nie będzie nowych użytkowników, bo nie będzie znanych aplikacji, a nie będzie znanych aplikacji, bo dla garstki zapaleńców firmom nie będzie się opłacało ich tworzyć i utrzymywać. Może aplikacje Androida na nowym Jolla Phone będą działać lepiej, ale prawda jest taka, że korzystając z nich na SailfishOS ma się poczucie, że pracuje się na dwóch różnych środowiskach.
Gesty charakterystyczne dla fińskiego OS’u naturalnie nie działają w apkach pisanych pod system Google’a, więc każdorazowe przestawianie się na inny sposób obsługi, zależnie od tego czy program natywny czy nie jest po prostu męczące. Wyobraź sobie, że połowa programów na Twoim komputerze przyciski zamknij, minimalizuj i pełen ekran ma po prawej stronie (jak Windows) a połowa po lewej (jak w macOS), a do tego kliknięcie X jedne aplikacje wyłącza, a inne po prostu ukrywa z obecnego widoku.
By dziś wyrosnąć na realną alternatywą dla Androida i iOS w mojej ocenie potrzeba czegoś znaczenie więcej niż dobrego pomysłu, wsparcia nawet kilku, może nawet kilkudziesięciu tysięcy użytkowników podczas kampanii crowdfundingowej i powiedzenia Kup nasz smartfon, bo jesteśmy z Europy. Tu niestety potrzeba dużego kontenera euro i dopracowania oprogramowania do takiego etapu, w którym casualowy użytkownik nie musi pobierać opensource’owych klawiatur z nieoficjalnego sklepu żeby mieć autokorektę. Wtedy hasło brzmiałoby Kup nasz smartfon, bo lepszy, a poza tym jesteśmy z Europy.
Jak widziałbym koncepcję europejskiej alternatywy dla duopolu z USA? Musiałaby powstać spółka kilku dużych, komercyjnych podmiotów, może największych telekomów na kontynencie, może funduszy inwestycyjnych, które zapewniliby finansowanie i know-how. Jolla mogłaby w takim scenariuszu dostarczy soft, bo solidny fundament naprawdę już jest, a pierwszym urządzeniem powinien być średnio półkowy, szeroko dostępny model, a nie urządzenie premium, które trafi do wąskiego grona odbiorców. Wciąż jednak trzymam kciuki za Jollę i jestem ciekaw, jak nadchodzący telefon wypadnie w recenzjach.


















