21.09.2026 8:00

Tak się robi adaptacje gier wideo! Recenzja filmu Resident Evil (2026)

Resident Evil od Zacha Creggera był jednym z bardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów 2026 roku. Jestem po premierowym seansie i już odpowiadam na pytanie – czy to najlepsze przeniesienie gry wideo na format filmowy, czy wręcz przeciwnie?

Resident Evil

Rok 2026 kipi od świetnie zrealizowanych horrorów. Zaczęliśmy od zombie dzięki  drugiej części 28 lat później, aby następnie odkryć, że debiutanci pięknie sobie radzą z przebudowaniem traum na język filmowy. Mam na myśli bijącą rekordy oglądalności Obsesje oraz Backrooms. Udane również okazało się Martwe Zło: Ogień. Mieliśmy dwie ekranizacje gier wideo – jedna bardzo nieudana, czyli Powrót do Silent Hill, druga – o wiele lepsza od kolejnego debiutanta, który w ograniczonej dystrybucji wypuścił do kin Iron Lung.

Resident Evil – recenzja kolejnej adaptacji gry wideo

Resident Evil

Mamy w końcu Resident Evil od Zacha Creggera – utalentowanego reżysera ze świeżym podejściem do horroru. Podjął on się ciężkiej próby, bo świat Resident Evil na dużym i mniejszym ekranie był nie raz (8 fabularnych produkcji i 6 animacji) i w większości przypadków błagał o pomstę do nieba. Dla graczy nowy Resident był abominacją już na etapie powstawania filmu, bowiem twórca podszedł do tematu zupełnie inaczej niż poprzednicy.

Żadnych postaci znanych z oryginału, a głównym bohaterem został zwykły chłopak bez doświadczenia we władaniu bronią, który z przerażeniem będzie odkrywał uniwersum Resident Evil. Czy taki koncept miał szansę na powodzenie? Wiele osób się bała, ja byłem spokojny, bo wierzyłem w Zacha po jego wcześniejszych dokonaniach, jakimi byli Barbarzyńcy i Zniknięcia. Nie pomyliłem się – Resident Evil to świetny horror, naszpikowany akcją i growym klimatem, ale też z wieloma decyzjami, które mogą się nie spodobać konserwatywnym fanom serii.

Prosta fabuła i poczucie zagrożenia

Resident Evil

Fabuła jest prosta. Historię zaczynamy od poznania głównego bohatera – Bryana (świetny w tej roli Austin Abrams), który podejmuje się misji dostarczenia ważnej paczki – rzekomo z organami do przeszczepu – w trakcie panującej ostrej zimy w Racoon City. Po dosłownie 5/10 minutach filmu nasz nieco nieogarnięty kurier potrąca na trasie kobietę. Jak można się domyślić – jedną z zarażonych. I dosyć szybko orientuje się, że w okolicy dzieją są dziwne rzeczy. Zaczynamy survivalowe kino drogi.

Klimat wylewa się z ekranu hektolitrami krwi. Świetnie działa szczególnie początek, kiedy po kraksie nasz bohater szuka poszkodowanej. Czerwone światła awaryjne wspaniale kontrastują się z białym kolorem śniegu i powodują w widzu dyskomfort. Podążając ciemnym lasem za Bryanem wstrzymujemy oddech razem z nim, bojąc się, że zaraz coś na nas wyskoczy. Cregg świetnie potęguje napięcie, wprowadzając nas i oczywiście młodego kuriera w świat Resident Evil.

Bryan nie jest żadnym komandosem, a zwykłym chłopakiem, który przeżywa ten jeden dzień w pracy kuriera, któremu nikt nie uwierzy, dlaczego nie dostarczył paczki na czas. Początkowo chłopak sam nie wierzy, kiedy spotyka psa z dziwnymi mackami. Nie chce przyjąć do wiadomości, że makabryczne rzeczy, których doświadcza dzieją się naprawdę. Jest przerażony, często przeklina, piskliwie wrzeszczy, co jest nieco zabawne, ale mam wrażenie, że reagowałbym bardzo podobnie. To całkowicie normalne reakcje, kiedy atakuje Cię staruszka zaraz po tym jak strzelono jej w brzuch, czy dziecko z dziwną nogą.

Survivalowy horror, gdzie trzeba dbać o ekwipunek

Resident Evil

Do humoru, którego w tym filmie nie brakuje jeszcze wrócę, ale zatrzymajmy się jeszcze na chwilę na tych momentach survivalowych i dużo poważniejszych. Resident Evil nie jest filmem akcji, to horror przetrwania, gdzie bohater musi liczyć się z tym, że zasoby nie są magicznie odnawialne. Bardzo growy moment, kiedy chłopak zdobywa pierwszą broń, czyli pistolet, a następnie strzelbę. Wiadomo – potrzebna jest amunicja. Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto nie przeszukał każdej szuflady w pomieszczeniach, aby znaleźć naboje.

To jest świetnie odwzorowane. Czułem się jakbym cofnął się w czasie i grał po raz pierwszy w Resident Evil czy inną grę z podobnego gatunku z identycznymi elementami przetrwania. Nie pominięto również ogromnej liczby kłódek, które bohater spotyka na swojej drodze. Absurdalne? Bryan ma i swój stosowany komentarz na ten temat. Z kolei ujęcia POV zwiększają poziom immersji. To oczywiście ukłon w stronę gier FPP.

Straszno i śmieszno

Resident Evil

Mimo, że Resident Evil oferuje wiele elementów znanych z horrorów – w tym jumpscerów i kreatywne oraz często obleśnie przedstawienie różnych monstrum, to film jest zaskakująco zabawny. W głównej mierze śmiejemy się z zachowania głównego bohatera, ale wykorzystano również sytuacyjny żart słowny i ingerencję z innymi postaciami. Nie ma ich co prawda zbyt wiele i bym powiedział, że jedno spotkanie jest trochę – może nie tyle, co zbędne – ale bardzo dziwnie poprowadzone.

Subskrybuj DailyWeb na Youtube!

Kiedy na ekranie pojawia się Paul Walter Hauser jako nieogarnięty pracownik Umbrelli, to mam wrażenie, że jego ekranowe 5 minut polega głównie na nieco tandeciarskim śmieszkowaniu. To jedyny moment filmu, który nieco wytrąca mnie z równowagi. W którymś momencie tej produkcji musiało znaleźć się miejsce na rozmowę, która wytłumaczy Bryanowi (i nieświadomym widzom nie znających materiału źródłowego), co tu w zasadzie się dzieje. Czy ta sekwencja jest potrzebna? Bez wchodzenia w spojlery – i tak i nie. Mamy do czynienia z lekkim plot-twistem, ale mam wrażenie, że można było to przeprowadzić nieco lepiej – nawet wydłużając film o 10 minut.

Film działa świetnie nawet jako zwykły horror – jako produkcja niezwiązana z grami Resident Evil. Świetne tempo, poczucie zagrożenia, bohater, któremu się kibicuje oraz wspaniała oprawa audiowizualna. Finał również mnie pozytywnie zaskoczył, ale nie będę zdradzał tak istotnych elementów fabuły.

Adaptacja Resident Evil inna niż wszystkie

Resident Evil

R E K L A M A

Jednak – czy jest to jednak dobra adaptacja Resident Evil? Nie mamy znanych bohaterów, tylko jedną lokację (Racoon City) i użytą nazwę Umbrelli. Na papierze brzmi to jak fanfik, ale w praktyce – otrzymujemy film, który każdy fan serii powinien docenić. Słowo „powinien” jest tutaj kluczowe, bo przez humor wielu widzów może się od tej produkcji odbić. Niemniej jednak ja uważam, że horror z komedią jest dobrze wyważony – może poza jednym fragmentem filmu, o którym wspomniałem wyżej.

Wszystko pięknie gra i buczy. Poczułem niesamowity klimat gry, szczególnie wtedy, kiedy bohater ucieka przez różnymi potworami, szuka amunicji, czy twórcy serwują nam ujęcia z pierwszej osoby. Okazuje się, że przepisem na sukces nie jest kalkowanie fabuły i bohaterów, a czerpanie z mechanik, klimatu i fundowanie easter eggów danej gry. To nie tylko najlepsza adaptacja Resident Evil, ale zaraz obok Fallouta i pierwszego sezonu The Last of Us – najlepsza produkcja na podstawie gry wideo.


Nie tylko Resident Evil. Filmy na podstawie gier – plany na najbliższe lata [część 1]

Nie tylko Resident Evil. Filmy na podstawie gier – plany na najbliższe lata [część 1]

Filmy na podstawie gier wideo to worek, który jest wypełniony po brzegi tytułami. Postanowiłem zebrać wszystkie zapowiedziane tytuły i przyjrzeć się, co nas czeka w najbliższych latach. Na łamach dailyweb…

Chciałbym, aby Zach Cregger rozszerzył to uniwersum, ale też z drugiej strony mógłby nie powtórzyć sukcesu pierwszej części i lepiej jakby skupił się na bardziej autorskim kinie. W każdym razie – Resident Evil to bardzo dobry tytuł, który pewnie nie spodoba się wszystkim przez łączenie przeciwnych form gatunkowych. Osobiście czuje, że znajdzie się na wysokim miejscu w mojej TOP-ce najlepszych filmów 2026 roku.