Poznań Game Arena 2026 – relacja i kilka przemyśleń z 20. edycji wydarzenia
Poznań Game Arena 2026 już za nami. W ubiegły weekend pawilony Międzynarodowych Targów Poznańskich stały się miejscem licznych zapowiedzi, konkursów, czy spotkań entuzjastów gier z całej Polski.
Tajemnicą nie jest fakt, że ostatnie miesiące w branży gier do najlżejszych nie należały. Liczne zwolnienia, zamknięcia studiów, kasacje projektów oraz jeden z największych kryzysów na rynku sprzętowym w historii sprawiają, że wyjątkowo ciężko jest patrzeć z optymizmem na przyszłość.
Jadąc na tegoroczną edycję Poznań Game Arena, obawiałem się, że trudny klimat panujący w branży wpłynie na atmosferę w pawilonach MTP, że wydarzenie mające na celu celebrować najlepsze aspekty gier stanie się miejscem wspominania „starych, dobrych czasów” i szykowania się na istną epokę mroku. Bardzo chciałem się mylić. Jak więc było w praktyce?
Poznań Game Arena 2026 w pigułce
Na wypadek, jakby to była wasza pierwsza styczność z wydarzeniem odbywającym się w stolicy Wielkopolski, Poznań Game Arena to coroczne targi skupiające deweloperów gier, producentów sprzętu, twórców i media branżowe oraz fanów i pasjonatów gier. Przez 3 dni w roku, hale Międzynarodowych Targów Poznańskich stają się domem dla premier i pokazów nowych gier (zarówno od wielkich wydawców i studiów AAA pokroju CD Projekt RED czy Ubisoftu, jak i również mniejszych twórców), konkursów i turniejów, prezentacji nowości hardware’owych oraz spotkań z ulubionymi twórcami lub dawno niewidzianymi przyjaciółmi.

Program tegorocznej, jubileuszowej edycji wydarzenia był wypełniony licznymi prelekcjami, prezentacjami i spotkaniami ze deweloperami ze studiów takich jak wspomniane wcześniej CDPR, Rebel Wolves (twórcy The Blood of Dawnwalker), SCS Software (Euro Truck Simulator), ale i również przedstawicielami mediów i twórcami treści – przykładowo, jeden z paneli został poświęcony 30-leciu magazynu CD-Action. Do tego dochodzą różnego rodzaju panele o filmach, komiksach i branży gamedev. PGA jest wypełnione wieloma ciekawymi atrakcjami, wśród których każdy entuzjasta popkultury znajdzie coś dla siebie. Taki obraz malują relacje z lat poprzednich i materiały marketingowe – jak zatem PGA wyglądało w praktyce?
Powrót po latach
Tegoroczna edycja wydarzenia nie była moją pierwszą stycznością z PGA. Jeszcze w czasach szkoły średniej, z wielkim entuzjazmem jeździliśmy z kumplami do Poznania, aby chociaż przez chwilę wyrwać się z szarej codzienności technikum informatycznego i spędzić miło czas w towarzystwie osób, które, tak jak my, pasjonują się grami. Jednakże, wraz z wiekiem, życie zaczęło przyspieszać, a ilość wolnego czasu malała, przez co „tradycja” wspólnych wyjazdów umarła śmiercią naturalną. Tak się jednak złożyło, że w tym zabieganym życiu trafił mi się jeden luźny dzień, który przypadł idealnie na sam środek imprezy. Spakowałem więc plecak, zawiesiłem aparat na szyi i wyruszyłem w trasę do Poznania, aby przekonać się jak bardzo ten event zmienił się względem lat poprzednich.
Po dotarciu pod wejście wschodnie MTP, kompleksu, w którym odbywa się Poznań Game Arena, moim oczom ukazał się niezwykle znajomy widok w postaci sporych rozmiarów kolejki. PGA jest jednym z największych, jak nie największym tego typu wydarzeniem w Polsce i czuć to już przy samym wejściu. W linii przed bramkami stali przedstawiciele praktycznie każdego „segmentu” grona entuzjastów gier – z tłumu graczy starych i młodych zdecydowanie najbardziej wyróżniali się cosplayerzy, dla których tego typu event jest świetną okazją, aby pokazać owoce swoich starań i podziwiać dzieła innych twórców tego typu.

Po dostaniu się na teren targów i udaniu się do pierwszego z pawilonów, moim oczom ukazał się widok tłumu przekraczającego moje najśmielsze oczekiwania. Podobnie sytuacja się przedstawiała w przypadku wszystkich przestrzeni wystawowych PGA – tam gdzie można było wejść, tam można było w stanie spotkać co najmniej 5 innych osób. Dotyczyło to zarówno stoisk wielkich wydawców gier takich jak Nintendo czy Bandai Namco, ale i również wystawców sprzętu retro lub sprzedawców gadżetów o tematyce popkulturowej. Pomimo moich dawnych doświadczeń związanych z wydarzeniem, nie byłem przygotowany na taką ilość uczestników i poświęciłem dobrą godzinę na to, żeby się jakkolwiek zorientować w czasie i przestrzeni.

Co przyciągnęło takie tłumy? Na podstawie moich obserwacji, istniały dwa typy stanowisk, wokół których gromadziła się największa ilość uczestników – pokazy wyczekiwanych gier oraz konkursy organizowane przez sponsorów i partnerów wydarzenia. Przykładowo, kolejka do stoiska CD Projekt RED, które prezentowało materiały z najnowszego dodatku do Wiedźmina 3, owijała się dookoła całego stanowiska, które do najmniejszych nie należało. Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Ubisoftu, który przywiózł ze sobą remake kultowego Heroes of Might and Magic III – kolejka przez cały dzień wyglądała jakby stała w miejscu. Tłum był również stale obecny wokół „obozu” marki Cheetos, gdzie można było zgarnąć przeróżne fanty.
Perełki z bocznej uliczki
Widząc, że krążenie przy największych stoiskach jest de facto nie możliwe, stwierdziłem, że odwiedzę te mniej oblegane miejsca. Jedną z takich lokalizacji była sekcja gier niezależnych, w ramach której wielu deweloperów dzieliło się swoimi projektami. Zróżnicowanie demonstrowanych gier sprawiało, że każdy mógł znaleźć coś dla siebie oraz przy okazji poznać historię stojącą za danym tytułem. Jedną z gier, która przykuła moją uwagę w taki sposób, było The Flat od studia Individual Anarchy.

Tytuł ten przenosi nas do świata będącego pod władaniem Corpo Corporation, które próbuje wprowadzić pokój i dobrobyt w każdym możliwym świecie i każdym możliwym wymiarze. Kierunek artystyczny i klimat całości bardzo do mnie trafił, a sposób w jaki obecny na targach deweloper opowiadał o swoich inspiracjach, procesie twórczym i kulisach powstawania gry przynosił wręcz uśmiech na twarz. Każde zdanie było po brzegi wypełnione pasją i entuzjazmem.
Równie świetne wrażenia wzbudziło we mnie Grobnopolis | Last Days autorstwa dewelopera znanego jako BananaJeff – kameralnego horroru rozgrywającego się w jednym z bloków w fikcyjnym mieście Huta-Grobno, inspirowanym epoką PRL’u. Nad miastem od miesięcy panuje mrok, w radiu przewijają się informacje o niewyjaśnionych incydentach, a na ścianie twojego mieszkania pojawia się tajemnicze pęknięcie. Zaprezentowane na PGA demo sprawiło, że nie mogę się już doczekać premiery pełnej wersji, a jako, że ten sam wycinek tytułu jest dostępny na Steam, chciałbym was gorąco zachęcić do doświadczenia tego na własnej skórze.

Niezwykle ciekawym stanowiskiem była również wystawa prac studentów uczelni artystycznych, odbywająca się w dwóch namiotach w pawilonie 7. W jej skład wchodziły dzieła młodych twórców z całej Polski i przejmowały przeróżne formy – od prostych gier indie, przez czarujące animacje, na eksperymentalnych formach kończąc. Nie spodziewałem się takiego czegoś po wydarzeniu takim jak PGA, ale muszę przyznać, że byłem mile zaskoczony faktem istnienia tej wystawy, jak również tym, co w jej ramach zostało pokazane. Gry i sztuka często ze sobą koegzystują, na co te dzieła są świetnym dowodem.
Serce gaming’u wciąż bije
Krążąc od stoiska do stoiska, zapoznając się z przywiezionymi nowinkami i ciekawostkami, poznając kolejne intrygujące historie stojące za tymi wszystkimi tworami, jedna rzecz stawała się dla mnie coraz bardziej jasna, a był nią wspólny mianownik każdej z wystaw – pasja. Bez względu na to czy mówimy tu o wspomnianych wcześniej gierkach indie, turniejach Quake III i Deluxe Ski Jump, spotkaniach z influencerami i twórcami treści o tematyce growej czy kolejkach przed stanowiskami wyczekiwanych gier, pasja i entuzjazm do gier wisiały wręcz w powietrzu.

Kryzys z jakim mierzy się branża growa, problemy dotykające wielu sfer życia codziennego – to wszystko prędko nie zniknie, a kierunek, w jakim w to wszystko zmierza, z pewnością nie napawa optymizmem, ale takie wydarzenia jak PGA pozwalają chociaż na moment przenieść się do innego świata, w którym czas płynie inaczej, a jedynym zmartwieniem staje się ból nóg wynikający z ciągłego bycia w ruchu.
Pasja sprawia, że ludzie chcą grać w gry. Pasja sprawia, że ludzie chcą je tworzyć. Pasja sprawia, że ludzie chcą się spotykać i rozmawiać godzinami o swoich ulubionych tytułach, postaciach i wspomnieniach. Pasja sprawia, że idziemy do przodu, bez względu na to, w jakim kierunku zmierza wszystko dookoła. Pasja potrafi nadać wszystkiemu sens.

Jeden dzień spędzony na Poznań Game Arena 2026 uświadomił mi, że bez względu na to, jak ciężkie czasy nadejdą, wspólnymi siłami damy radę. Wniosek ten nie jest niczym nowym, ale skoro tak często się przewija, może tkwi w nim trochę racji?
