Powoli (i niestety, bo bardzo szanowałem Elona Muska) transakcja zakupu Twittera przez szefa SpaceX, zaczyna przypominać kabaret. Elon Musk kombinuje dość mocno w sprawie przejęcia Twittera i wiele wskazuje na to, że on po prostu nie chce tego sfinalizować.

Cała historia zaczęła się na początku kwietnia. Elon Musk, znany jako jeden z większych miłośników Twittera, postanowił zakupić 10% akcji serwisu. Nie było to przypadkowe, bo jego marzeniem jest wprowadzenie możliwości edycji wpisów na Twitterze.

Elon Musk (nie) kupi Twittera?

Szybko jednak został sprowadzony do parteru, bo okazało się, że 10% udziałów nie daje mu żadnej władzy i może zapomnieć o realnym wpływie na ulepszenia serwisu. Szef SpaceX i Tesli jednak nie odpuścił i parę tygodni później złożył ofertę na zakup pełnego pakietu udziałowego, a Twitter błyskawicznie przyjął taką propozycję.

R E K L A M A

Opiewała ona na 44 miliardy dolarów i wydawało się, że wszystko pójdzie dość szybko. Jednak do czasu, bowiem Elon Musk kilkanaście dni po ofertowaniu postanowił wstrzymać całą transakcję. Jako powód podawał wtedy, że dopatrzył się nieprawidłowości w raportach Twittera dotyczących kont fałszywych, tzw. botów. Głównie medialna przepychanka ciągnie się do teraz, a co chwilę pojawiają się nowe deklaracje miliardera.

Elon Musk do pracowników: albo wracacie do pracy stacjonarnej, albo wylatujecie

Nie są to na pewno dobre miesiąca na jego wizerunku. Nie tak dawno ujawniono, że Musk miał dopuścić się niemoralnych ofert dla jednej ze stewardes, a następnie zapłacić jej ćwierć miliona dolarów za milczenie. Teraz serwis Bloomberg donosi, że Elon Musk poinformował, że cała procedura może zostać za chwilę anulowana, a jako powód podaje właśnie raporty o fejkowych kontach. To pokazuje, że jest duża szansa na to, iż Musk po prostu się rozmyślił, bo szuka teraz powodów, aby zerwać porozumienie.

Od zawsze Elon uważany jest za charyzmatycznego biznesmena, jednak ostatnie tygodnie w jego wykonaniu burzą (przynajmniej moją) ocenę Muska, jako odpowiedzialnego i poważnego inwestora. Zapowiadane przez niego wprowadzenie wolności wypowiedzi, a także przywrócenie konta m.in. Donalda Trumpa w serwisie Twitter, może być zwykłymi hasłami, które nie będą miały nigdy przełożenia na rzeczywistość.