Czy to koniec internetu jaki znamy?
W zasadzie od wielu miesięcy chodzi za mną ten materiał i pomimo zebrania sporej górki interesujących przemyśleń, badań i interpretacji, zabieram się do niego dopiero teraz. To, że dzieje się rewolucja w świecie internetu, to wiemy, w zasadzie dzieje się ona bezustannie, ale ma swoje kamienie milowe. Pojawienie się modeli sztucznej inteligencji stało się jednak katalizatorem zmian, jeśli nie kamieniem milowym tego, w którą stronę zmierza internet, a by być bardziej precyzyjnym, sposób w jaki z nim wchodzimy w interakcje. Czy to zatem oznacza, że przed nami koniec internetu, jaki znamy? Wszystko na to wskazuje, a ta transformacja dzieje się na naszych oczach.
Nie chce rzucać tutaj komunałów i banialuków w stylu: AI zmienia świat, bo to już wszyscy wiemy. Myślę, że mamy również świadomość, które obszary zawodowe mogą zostać zastąpione przez modele AI, a przynajmniej zmienią się do nie do poznania. Oprócz copywriterów, trenerów personalnych czy innych fachów, zmiana dosięga także nas, wydawców. Od 12 lat prowadzimy dailyweb i od roku stałkę, wyrośliśmy na gadżetach, technologii, a przez ponad dekadę obserwowaliśmy jak zmienia się świat, w którym się poruszamy.
Google zagrabia coraz więcej
W zasadzie to żadna tajemnica, ale to oczywiste, że głównym naszym źródłem ruchu, a co za tym idzie utrzymania, jest ruch pochodzący z Google lub jego usług. Moloch systematycznie zabierał tort, wciskając coraz to nowsze widgety w wynikach wyszukiwania, promując oferty komercyjne, czy własne usługi, spychając rok po roku organiczne wyniki wyszukiwania, w których znajdowaliśmy się my. Taka kolej rzeczy, w końcu hegemon może robić co mu się podoba, to jego narzędzie, a my musimy się dostosować, czy nam się podoba czy nie. I o ile taki proces i stan rzeczy był czymś co można uznać, za naturalną kolej rzeczy, o tyle od czasu wprowadzenia wyników AI Overviews (Przegląd od AI), czyli odpowiedzi serwowanych bezpośrednio w wynikach wyszukiwania, na podstawie zinterpretowanych naszych treści i materiałów, o tyle wszystko wywróciło się do góry nogami, bo zerwana została umowa społeczna, w której my serwisy tworzymy treści, które Google agreguje i do których odsyła.
Powstaje zatem układ, który opłacalny jest dla użytkownika, Google, ale nie dla serwisów internetowych. W końcu to my dostarczamy danych do modelu AI, nie mając z tego kompletnie nic, prócz naiwnych twierdzeń Google, że serwują nam może i mniej, ale bardziej jakościowy ruch. Prawda jednak jest taka, że ta rewolucja niesie ze sobą nawet wycięcie 30% ruchu, zabranego ze strony docelowej.
Google oczywiście pozostaje w potrzasku, bo wierząc w ideały, jestem przekonany, że gdyby gigant mógł, to wcale tej zmiany nie implementowałby, gdyby tylko to było możliwe. Dlaczego? Bo to wiązanie pętli na swojej szyi w pościgu za konkurencją (ChatGPT i pochodne). Google serwuje treści interpretując strony internetowe, nie dając nic w zamian, w końcu je wykończy, a tym samym straci cenne źródła do uczenia swojego modelu. Pojawia się co w tej sytuacji dalej?
W interesie Google jest oczywiście podtrzymanie przy życiu serwisów internetowych, które są w ich oczach wartościowe i generują im dane. Oczywiście może to i śmiała teoria, ale jestem zdania, że szumnie zapowiadane wprowadzenie Google Discover to desktopowej wersji wyszukiwarki, to właśnie jedna z takich doraźnych kroplówek, która tylko odwlecze nieuniknione.
Internet, który znamy umiera na naszych oczach
Zostawiając jednak moje osobiste rozterki, jako przedstawiciela jednego z biznesów, który rewolucją dostał po głowie, pójdźmy jednak dalej. Co w zasadzie to oznacza w praktyce? Otóż badań w sieci nie brakuje, ale zmienił się sposób w jaki konsumujemy szeroko rozumiany content. Wywracając wszystko do góry nogami, to po co mi strona internetowa i jej przeszukiwanie, kiedy mogę taką informację dostać od ręki?
Dla użytkownika zawsze ważna jest wygoda i szybki dostęp do informacji, a więc zmiany, które się dzieją są z ogromną korzyścią właśnie dla odbiorców. Czy to jednak oznacza, że strony internetowe nie będą do niczego potrzebne? Z pewnością przetrwają najsilniejsi albo Ci, którzy znaczą najwięcej. W końcu nikt nie będzie ich odwiedzał w skali jaką znaliśmy dotychczas. Jak będą się finansować? Czy treści będą tworzone dalej dla odbiorców, czy bezpośrednio dla modeli AI? Czy właściciele modeli AI będą płacić za nie twórcom? Czy praca redaktora serwisu internetowego zmieni się w techniczne klepanie do czarnej dziury algorytmów, które wyssą z niego to, co najważniejsze? A może jednak narzędzia w oparciu AI jednak będą wymuszały przekierowanie ruchu, by uzyskać kompletną informację, utrzymując wydawców na powierzchni wody?
Jaką rolę odegra Google i czy to początek końca tej usługi, jaką znamy? Skąd będzie zasilać swoje modele, po upadku wydawców? Czy to właśnie media społecznościowe będą źródłem wiedzy (Google płaci Reddit 60mln USD rocznie za uczenie swoich modeli na ich contencie)?
Pojawia się ogrom pytań, na które trudno odpowiedzieć. Pewne jest jednak to, że dzieje się rewolucja na naszych oczach i mam wrażenie, że to czas w którym powiedzenie: adaptuj się albo giń nie ma żadnego zastosowania, a bardziej to czas, w którym zmienia się świat, ale Twoja rola w tej zmianie jest marginalna.

