Temple to monitor pracy serca zakładany na skroń. Producent twierdzi, że to lepsze niż Apple Watch i Garmin
Temple to tajemniczy projekt urządzenia zakładanego na skroń, które mierzy nie tylko tętna i pracę serca, ale również przepływ krwi w naczyniach mózgowych.
Zdaniem twórców to znacznie dokładniejsze dane niż te dostarczone przez Apple Watch czy Garmin. Ma też kilka innych funkcji w zanadrzu, zaryzykujecie 900 euro w przedsprzedaży?
Temple za 900 euro, robiony ręcznie w Indiach

To nie brzmi dobrze. Temple jest projektem mało znanej firmy, o której bardzo mało wiemy. Podobno sprzęt jest ręcznie robiony na zamówienie i wysyłany po 3-miesiącach od zamówienia. Cena jest jednak szalona, to aż 900 euro za małą pastylkę na skroń. Co obiecuje za tę cenę producent?
Muszę przyznać, że całkiem niewiele, a wszystko podparte jest badaniami opłaconymi przez firmę. Zdaniem Temple ich mała pastylka umieszczona na skroni śledzi pracę serca i tętno znacznie lepiej niż tradycyjne smart zegarki. Ich własne badanie wskazuje na lepszy współczynnik błędu. Urządzenie ma też deklasować rywali zwłaszcza w strefie wysiłku Z4 i Z5 gdzie normalne smart zegarki radzą sobie gorzej np. ze względu na mechanikę biegu (energiczny ruch nadgarstkiem i mocny kontakt stopy z podłożem zaburzają odczyt).

To jednak niejedyne możliwości Temple. Sprzęt dzięki unikalnemu umiejscowieniu na skroni może też mierzyć przepływ krwi w naczyniach mózgowych. Po co to robi? Dzięki temu udało się podobno uzyskać wynik bardzo bliski temu, co prezentuje przezczaszkowe USG Dopplerowskie (TCD / TCCD). To pozwala natomiast dawać kolejne odczyty i dane do analizy. Temple nazywa tę funkcję BrainFlow.
Temple mierzy również coś, co nazwano Entropią Spoczynkową (tym jak organizm radzi sobie z regeneracją), Entropią maksymalną (tym jak sobie radzi podczas wysiłku) oraz parametrem Span, który jest wypadkową obu.
Wszystkie te dane mają nie tyle mierzyć nasz stan podczas treningu, co sposób, w jaki organizm radzi sobie z regeneracją i realną kondycję wysiłkową. To ostatnie w końcu jest znacznie cenniejszą informacją, której producenci nam skąpią, koncentrując się tylko na prezentacji danych, które fajnie będą wyglądały na Stravie.
Producent zapewnia, że nabywcy otrzymują dożywotni dostęp do aplikacji i wszystkich nowych funkcji w subskrypcji, dożywotni zapas uchwytów (naklejek na skroń), pełne wsparcie, instruktaż 1 na 1 oraz ładowarkę. Prawdopodobnie oferta odnosi się jednak do zakupu przedpremierowego.
Niestety mamy za mało informacji o tym, czy to wszystko ma sens. Tłumaczenia na oficjalnej stronie są zbyt enigmatyczne, by dobrze je zrozumieć, nie ma też niezależnych testów oraz relacji pierwszych nabywców. Anonimowi twórcy z Indii i wysoka cena też nie budzą zaufania. Musimy więc poczekać z osądem urządzenia.






