CMF Clip Pro mają najlepszy bas w słuchawkach open ear jaki słyszałem. Moje pierwsze wrażenia
CMF Clip Pro mają rozwiązać jak dotąd największy problem otwartych słuchawek, czyli niemalże całkowity brak niskich tonów. Mam je dopiero od kilku dni, ale wygląda na to, że Nothing nie rzuca słów na wiatr!
W miniony weekend trafiły do mnie niezwykłe słuchawki, które już swoim wyglądem budzą niemałe zainteresowanie. CMF Clip Pro reprezentują kategorię open ear co oznacza, że w przeciwieństwie do najpopularniejszych obecnie dokanałówek, nie wkłada się ich do ucha, a głośnik jedynie przylega do kanału słuchowego. Pozwala to podczas słuchania muzyki zachować kontakt z otoczeniem, co ma niebagatelne znaczenie podczas jazdy na rowerze czy biegania. Dla wielu użytkowników, nawet tych, którzy nie są sportowcami, słuchawki tego typu są też zdecydowanie wygodniejsze od tych, które fizycznie zatykają uszy. Wadą sprzętu open ear jest jednak to, że niezwykle trudno jest doświadczyć głębokich niskich tonów. CMF Clip Pro mają to zmienić.
CMF Clip Pro – unboxing
Kartonik zawierający parę słuchawek i etui ładujące jest niewielkich rozmiarów i właściwie mieści się w dłoni, a grafiki, typowo dla Nothing pozostają oszczędne w formie i skupiają się na detalach produktu. Choć pierwszy rzut oka na pudełko nie zdradza, że mamy do czynienia z tego rodzaju sprzętem, Clip Pro to słuchawki w formie klipsów, które dość nietypowo się zakłada. Oprócz wyjątkowego designu produktu, producent zwraca także uwagę na jakość dźwięku, którą ma gwarantować certyfikat Hi-Res AUDIO, obsługa kodeka LDAC oraz niemal 11 milimetrowe (dokładnie 10,8 mm) przetworniki.
Wewnątrz pudełka znajdują się słuchawki schowane w etui ładującym, instrukcja oraz ilustracja pomagająca w odpowiedni sposób założyć słuchawki. To wszystko, CMF nie dodał choćby krótkiego przewodu do ładowania, trochę szkoda, ale z drugiej strony rozumiem, że skoro ktoś kupuje bezprzewodowe słuchawki to z pewnością ma smartfon, do którego zapewne ma już przewód. I tu można by pochwalić Nothing za ten wkład w zmniejszenie zanieczyszczenia środowiska, ale niestety biała wytłoczka, w której znajduje się zapakowane w papierową owijkę etui ładujące jest z cienkiego plastiku. Przyznam, że zaskoczyło mnie to, bo spodziewałem się, że całość opakowania składać się będzie z materiału, który naprawdę da się przetworzyć.
Wygląd i jakość wykonania
Drugim zaskoczeniem było dla mnie to, jak lekkie jest etui ładujące. Wykonane z matowo wykończonego tworzywa akcesorium ma całkiem nietypową formę i jest przy tym naprawdę eleganckie. Na pokrywie znalazło się srebrne pokrętło Smart Dial, które służy do sterowania głośnością oraz pozwala zatrzymywać odtwarzanie i odbierać połączenia. Bardzo ciekawe rozwiązanie, choć póki co nie wydaje mi się to zbyt praktyczne, bo wyobrażam sobie, że zdecydowanie łatwiej jest zrobić głośniej dotykając słuchawki założonej na ucho niż szukać etui schowanego gdzieś w plecaku czy torebce. Pokrętło wykonano z metalu, co jest warte odnotowania, bo nadaje to urządzeniu wygląd i doświadczenie produktu klasy premium (w końcu to model z Pro w nazwie).
Słuchawki są także zadziwiająco lekkie (jedna waży niecałe 6 gramów!) i charakteryzują się specyficzną budową. Na jednym końcu krótkiego pałąka znajduje się mała kulka z głośnikiem emitującym dźwięk, a na drugim pastylka zawierająca baterię. Ta część służy też do zahaczenia słuchawki za ucho. Jeśli chodzi o jakość wykonania to wrażenia są pozytywne, spasowanie elementów nie budzi zastrzeżeń, ale dziwnie moim zdaniem wygląda łączenie materiałów na pastylce z baterią. Element ten jest niejednolity i przynajmniej w jasnej wersji kolorystycznej wyraźnie odznacza się miejsce, w którym znajduje się… pokrywa baterii? Widać to na poniższych zdjęciach.
Jak je się zakłada?
Ze słuchawkami w formie klipsów mam do czynienia po raz pierwszy. Montaż na uszach nie sprawił mi jednak najmniejszego problemu. Jest to dość intuicyjne, a w razie wątpliwości Nothing dostarczyło także obrazkową instrukcję. Warto pamiętać, że w tego typu słuchawkach możliwość regulacji jest dość ograniczona. Wzmocniony tytanem pałąk wraca do swojej pozycji i nie da się go dogiąć wedle uznania, naturalnie ma tutaj też kilku rozmiarów nakładek. Mimo, że słuchawki trzymają się luźno i w pierwszych chwilach może wydawać się, że zsuną się z uszu, mnie nic takiego się nie przytrafiło. Można swobodnie ruszać głową, podskakiwać i biegać. CMF Clip Pro trzymają się w miejscu!
Dość niespodziewanie problem miałem z poprawnym włożeniem słuchawek do etui. To akurat nie jest intuicyjne i dobre kilka minut zajęło mi dojście do tego, jak umieścić klipsy w odpowiednich miejscach, by etui się zamknęło. Dobrze, że zrobiłem kilka zdjęć w czasie odpakowywania, bo inaczej musiałbym szukać pomocy na YouTubie! Na szczęście kiedy już raz zrobi się to dobrze, później prawidłowe ułożenie nie sprawia kłopotu.
WOW! Ile one mają basu!
Największe wrażenie jak dotąd zrobiła na mnie jakość niskich tonów. Jak wspomniałem we wstępie, słuchawki typu open ear cierpią z powodu powiedzmy sobie szczerze braku basów na przyzwoitym poziomie. Producenci zdają sobie z tego sprawę i starają się jak mogą, by przekonać nas, że akurat ich sprzęt zapewnia przyzwoite niskie tony. Cóż, mogę z całą pewnością stwierdzić, że CMF Clip Pro oferują najlepszej jakości basy jakie słyszałem w otwartych słuchawkach. Pod tym względem jest bardzo dobrze, ale chcę też zaznaczyć, że pozostałe odcinki pasma robią równie dobre wrażenie. Po pierwszych kilku dniach ośmielę się stwierdzić, że najnowsze klipsy od Nothing grają równie dobrze, jak moje AirPodsy.
Aplikacja Nothing X
By sparować słuchawki ze smartfonem lub komputerem aplikacja nie jest niezbędna, ale jej zainstalowanie pozwala zmieniać ustawienia equalizera, kontrolować stan baterii etui, włączyć tryb dwóch urządzeń jednocześnie, czy wreszcie przypisać funkcje poszczególnym ustawieniom srebrnego pokrętła. Program dostarczony przez Nothing jest świetny. Lekka i minimalistyczna nie ma żadnych zbędnych elementów, nie każe zakładać konta by zacząć z niej korzystać, nie ma asystenta AI i robi dokładnie to, czego oczekiwałem. Tak powinien wyglądać branżowy standard.
Podsumowanie
CMF Clip Pro zrobiły na mnie świetne wrażenie. Charakteryzują się jakością dźwięku (basu!) jakiej po słuchawkach open ear się nie spodziewałem. Są lekkie, ale przy tym wykonane z wysokiej jakości materiałów, a dostarczona przez Nothing aplikacja chyba nie mogłaby być przyjemniejsza w obsłudze. Przede mną dni pełne słuchania ulubionej muzyki, podcastów i prowadzenia rozmów, podczas których sprawdzę jak CMF Clip Pro sprawują się na co dzień i czy bateria rzeczywiście jest tak dobra jak sugeruje producent – 10 godzin na jednym ładowaniu! Jeżeli chcecie dowiedzieć się, czy klipsy od Nothing pozostaną rewelacyjne w dłuższej perspektywie, wypatrujcie pełnej recenzji, która pojawi się już niedługo!
Dane techniczne
| Model | CMF Clip Pro |
| Wymiary i waga słuchawki | 30,75 mm x 28,84 mm x 18,21 mm, waga: 5,92 g |
| Wymiary i waga etui | 52,1 mm x 26,69 mm x 51,01 mm, waga: 38,81 g |
| Dźwięk | Przetworniki dynamiczne 10,8 mm
Kodek LDAC Hi-Res Audio Wireless 5 trybów equalizera + 1 własny |
| Bateria | 60 mAh w słuchawce, 475 mAh, 10 minut ładowania zapewnia 4 godziny słuchania, czas pracy słuchawek: do 10 godzin + 32,5 godziny dzięki etui |
| Mikrofony | 2 mikrofony w jednej słuchawce, układ VPU poprawiający jakość rozmów |
| Łączność | Bluetooth 5.4 BLE, tryb dwóch urządzeń jednocześnie |
| Odporność | Słuchawki IP54 (woda i kurz), etui IPX2 (kurz) |
| Sterowanie | Przycisk na słuchawce: odtwarzanie/pauza, odbieranie połączeń, odrzucanie połączeń, do przodu/do tyłu, głośniej/ciszej
Pokrętło na etui: głośniej/ciszej, odtwarzanie/pauza, odbieranie połączeń, odrzucanie połączeń, do przodu/do tyłu, asystent głosowy (także AI), tryb niskiego opóźnienia |
| Dioda LED | Wskaźnik stanu baterii i ładownia (czerwony/biały), parowanie, reset |












