Komisja Europejska rozkłada ręce. Inicjatywa Stop Killing Games odrzucona, ale jej twórca pozostaje optymistą
Komisja Europejska ostatecznie odrzuciła procedowanie inicjatywy Stop Killing Games tłumacząc decyzję obowiązującym prawem własności intelektualnej. Twórca ruchu nie składa broni i przekonuje, że odmowa KE nie ma większego znaczenia.
Czerwca 2026 mógł zapisać się w historii jako dzień, w którym Komisja Europejska wesprze podpisaną przez 1,3 miliona Europejczyków petycję i stanie po stronie graczy walczących przeciwko korporacjom odcinającym dostęp do technicznie w pełni sprawnych gier tylko dlatego, że pozwalają im na to zapisy licencji, a w danej chwili przestaje się opłacać utrzymywanie serwerów, które nawet owej gry nie hostują. Zbierane od 2024 roku w całej Europie podpisy, niezliczone spotkania z przedstawicielami KE, tysiące głosów wsparcia i wielkie nadzieje. Inicjatywa Stop Killing Games uruchomiona przez Rossa Scotta miała zmienić branżę gier wideo na lepsze i oddać sprawiedliwość graczom, którzy nie zgadzają się na to, by wydawca gry w dowolnym momencie mógł uczynić ją niegrywalną. Po odrzuceniu inicjatywy przez KE trzeba szukać innych środków nacisku na branżę. Na szczęście Ross Scott pozostaje pełen optymizmu i zdaje się nie przejmować negatywną decyzją regulatora.
Stop Killing Games zabite przez Komisję Europejską
W ramach europejskiej inicjatywy obywatelskiej ruch Stop Killing Games zwrócił się do KE, by ta zaproponowała przepisy zgodnie, z którymi wydawcy nie mogliby wedle własnego uznania wyłączać serwerów gier powodując tym samym brak możliwości grania w zakupione przez Europejczyków gry. Po wielu miesiącach procedowania wniosku, KE ostatecznie odpowiedziała informując, że nie może w tym momencie zainicjować procesu legislacyjnego dla tego typu prawa. Na przeszkodzie mają stać prawa własności intelektualnej, a także prawo autorskie. W opublikowanym oświadczeniu możemy przeczytać m.in:
Zgodnie z unijnym prawem autorskim posiadacze praw autorskich korzystają z wyłącznych praw do swoich dzieł. Oprócz praw autorskich istotne mogą być również inne prawa własności intelektualnej, ponieważ mogą one chronić różne wizualne i technologiczne aspekty gry wideo.
Co więcej, KE przypomina, że mamy już odpowiednie zapisy prawa ochrony konsumentów, które zabezpieczają interesy graczy, ponieważ dostawcy gier mają obowiązek informowania użytkowników o tym na jak długo zawierana jest umowa i jakie są warunki jej rozwiązania, a konsumenci mogą zapoznać się regulaminem zanim wykupią dostęp do gry. A jeśli okaże się, że usługa nie jest realizowana zgodnie z umową? Mamy odpowiednią dyrektywę, zgodnie z którą klienci mają prawo do uzyskania proporcjonalnego zwrotu pieniędzy. Musiałem kilka razy przeczytać notkę na stronie Komisji, by upewnić się, że naprawdę przeczytałem to, co przeczytałem. Trudno nie odnieść wrażenia, że ktoś tu robi z logiki kurtyzanę. Niemniej jednak KE jakby na otarcie łez dodaje, że pomimo odrzucenia wniosku Stop Killing Games podejmie kroki w sprawie.
Po pierwsze, zainicjuje wymianę poglądów z przemysłem gier wideo i przedstawicielami konsumentów w celu opracowania branżowego kodeksu postępowania w zakresie zarządzania „końcem życia” gier wideo.
Po drugie, Komisja będzie współpracować z organizacjami konsumenckimi i organami w celu zwiększenia świadomości na temat mających zastosowanie praw, które chronią konsumentów, w tym na temat zabezpieczeń chroniących interesy gospodarcze konsumentów.
Cóż, ponad milion osób podpisało się pod wnioskiem do organu
Ross Scott pozostaje optymistą: Decyzja Komisji nie ma tak naprawdę znaczenia
Inicjator całej akcji w nagraniu opublikowanym na kilka dni przed 16 czerwca przyznał, że spodziewa się negatywnej decyzji KE. Przybliżył też pokrótce jak wyglądały spotkania przedstawicielami Komisji, mówił o tym, że członkowie inicjatywy musieli odpowiadać w kółko na te same pytania i wielokrotnie od początku tłumaczyć o co tak naprawdę chodzi. Podczas tych posiedzeń dało się odczuć, że urzędnicy szukają wszelkich sposobów na to, by odrzucić inicjatywę. Pojawiały się z ich strony takie pomysły jak wyraźniejsze oznaczanie warunków umów, zobowiązywanie wydawców do ustalenia minimalnych terminów wsparcia gier przez wydawców oraz.. zwiększenie ilości przypomnień, że zbliża koniec cyklu życia danej gry. To zwiastowało odmowną decyzję, która prawdopodobnie zapadła już dawno temu. Scott dodaje jednak, że założony przez niego ruch osiągnął już tak wiele, że tak naprawdę przychylna sprawie Komisja nie jest już potrzebna.
Niemal czekam, aż coś pójdzie nie tak, bo w tej chwili nasza sytuacja wydaje się niemal zbyt piękna, by mogła być prawdziwa.
Ross Scott ma tu na myśli fakt, że aktywiści skupieni wokół Stop Killing Games na bieżąco rozmawiają z parlamentarzystami z Parlamentu Europejskiego i jak na razie mają po swojej wystarczającą ilość, by rozpocząć proces uchwalania odpowiednich przepisów bez wsparcia KE. W nagraniu opublikowanym na YouTube Amerykanin zwrócił też uwagę na fakt, że członkowie Komisji oficjalnie spotykali się setki razy z lobbystami i przedstawicielami branży gier wideo, a niektórzy z urzędników latali nawet w tej sprawie do Kalifornii. Według Scotta w przeciągu ostatnich lat wydatki przemysłu gier na lobbing w sprawie ubicia Stop Killing Games przewyższyły już ewentualne koszty wprowadzenia w życie przepisów jakich oczekują gracze.