Google Pixel 10a to ulepszony Pixel 9a, ale pozytywnie mnie zaskoczył. Pierwsze wrażenia
Google Pixel 10a jest już w moich rękach od paru dni. Zeszło już embargo, a więc mogę dostarczyć moje pierwsze wrażenia na temat nowego smartfona ze średniej półki cenowej od amerykańskiego producenta.
Uwielbiam telefon Google’a. Polubiłem się z Google Pixel 8 Pro, pokochałem Google Pixel 9 Pro XL, który zaserwował wyjątkowy design wyspy z aparatami, a Google Pixel 10 tylko podtrzymał moją dobrą opinię. Byłem ciekaw, czy i tańsza alternatywa sprawi, że nadal marka ta pozostaje bliska mojemu sercu. Szczerze mówiąc, byłem nieco sceptycznie nastawiony, bo patrząc na zmiany względem poprzedniej generacji, to były one znikome. Jednak już po pierwszych spędzonych chwilach wiem, że nie będę chciał się z nim rozstawać.
Google Pixel 10a – pierwsze wrażenia
Google Pixel 10a pozornie jest bliźniaczym modelem, ale kryje parę ciekawych modyfikacji. Jest też lepiej wyceniony w momencie premiery. Mamy wyświetlacz jaśniejszy o 11%, który został zabezpieczony przez ulepszone szkło Corning Gorilla Glass 7i. Ponadto – szybsze ładowanie: 30 W przewodowo oraz 10 W bezprzewodowo. W serii A debiutuje również funkcja satelitarnych połączeń alarmowych, która umożliwia kontakt ze służbami ratunkowymi nawet w miejscach, gdzie nie ma zasięgu Wi-Fi czy sieci komórkowej. To obok iPhone’ów jedyna marka telefonów w Polsce z takimi możliwościami.
Jest jeszcze jedna zmiana, której nie widać na pierwszy rzut oka na materiałach promocyjnych. Mam na myśli wyspę z aparatami, która jest całkowicie płaska. Fenomen w branży. Już poprzednia generacja pozbyła się wystającej belki, ale jednak zauważalne były minimalne ramki wokół obiektywów. Tym razem – smartfon możemy położyć całkowicie na płasko. To może i detal, ale prezentuje się świetnie. Nie mogę się napatrzeć, tym bardziej, że dostałem do testów najciekawszą (według mnie) wersje kolorystyczną, czyli malinową. Do wyboru mamy również warianty: jasnoszary, obsydianowy i jasnofioletowy.
Mały, ale wariat
Należę również do – mam wrażenie – małego grona osób, które nie są fanami wielkich telefonów. Owszem – pod oglądanie filmów i grania w gry większe wyświetlacze są bardziej komfortowe, ale do przeglądania sieci web i codziennego użytku preferuje mniejsze panele. Google Pixel 10a jest niezwykle kompaktowy, a obsługa jedną ręką nie stanowi problemu.
Owszem – ramki mogły być nieco mniejsze, ale sam ekran cechuje się świetnym odwzorowaniem kolorów. To faktycznie bardzo jasny panel, a malinowa tapeta pięknie korensponduje z podobną kolorystyką smartfonu. Moje zmysły estetyczne zostały nakarmione w pełni. W zestawie oczywiście znajdziemy dopasowane, łatwo nakładane i zdejmowane sylikonowe etui, o którym również nie mogę powiedzieć złego słowa.
Skoro już wspomniałem o tapecie, to trzeba nawiązać do możliwości systemu operacyjnego. I ten zawsze będę chwalił, bo czysty Android bez żadnych, zbędnych aplikacji to niezwykły komfort użytkowania. Pixelowcy otrzymują szerokie spektrum personalizacji. Poruszanie się po interfejsie jest szybkie, intuicyjnie i niezwykle wygodne. I przede wszystkim – dzięki wsparciu Tensora G4 wszystko działa responsywnie, animacje działają płynnie, a aplikacje uruchamiają się momentalnie. Oj, znów doświadczę syndromu odstawienia, kiedy będę musiał rozstać się z tym telefonem. Jedyną realną konkurencją jest iOS od Apple’a oraz Hello UI w Motoroli.
Mozliwości fotograficzne
Google Pixel 10a to telefon wyceniony na 2349 zł, a więc nie ma co ukrywać – możliwości fotograficzne nie będą topowe. W tej kategorii zdecydowanie prym wiedzie flagowy Google Pixel 10 Pro. Niemniej jednak patrząc, że wyspa z aparatami jest całkowicie płaska, to moje pierwsze wykonane sample potrafią zaskoczyć. W specyfikacji nie znajdziemy teleobiektywu, ale cyfrowe przybliżenie (do x8) wraz ze wsparciem AI w wielu scenariuszach zdaje egzamin. Trzeba mieć też świadomośc, że ingerencja sztucznej inteligencji jest spora, ale z drugiej strony nie aż tak duża jak się spodziewałem.
Zauważyłem to szczególnie podczas fotografii nocnej. Owszem, nie zawsze te zdjęcia sa perfekcyjnie, ale co najważniejsze zazwyczaj system nie podciaga nienaturalnie jasności, a jeśli już – wykonuje ten proces w sposób punktowy. To częsta bolączka algorytmów – jeśli coś się dzieje w nocy, to nie chcę, aby finalny wynik wyglądał, jakbym robił fotkę późnym wieczorem.
Moje pierwsze wrażenia są poztytywne, bo zdjęcia cechują się wysoką sczegółowością i głebią kolorów. A opcje edycji też dają nam duże spektrum możliwości. W pełnym teście na pewno zwrócę uwagę na ten segment, bo może się okazać, że to fotograficzna bestia w kontekście smartfonów do 2500 złotych.
Czy Google Pixel 10a jest wart 2349 zł?
Mimo, że nie czekałem z wypiekami na twarzy na premierę Google Pixel 10a, to nie będę ukrywał, że bardzo się cieszę, że telefon trafił w moje ręce. Faktycznie – na pierwszy rzut oka – zmian w stosunku do poprzedniej generacji jest mało i zastanawiałem się, czy nowi użytkownicy po prostu nie wybiorą lepiej wycenionego w tym momecie Google Pixel 9a. Jednak, nowa seria ma całkiem sporo do zaoferowania. To łączność satelitarna, całkowicie płaska wyspa z aparatami, nowe funkcje w aplikacji aparatu (Automatyczne najlepsze ujęcie, Dodaj mnie oraz wskazówki Gemini przy cykaniu fotek), lepsza ochrona i jasność ekranu.
Doceniam kompaktowość, możliwości fotograficzne i oczywiście czystego Androida 16. Minimalistyczny design i cudowny kolor to kolejne z plusów tego telefonu. Oczywiście na pewno znajdą się jakieś mankamenty, ale o nich poinformuje w pełnym teście. Za około 3 tygodnie przekażę wam informacje, czy Google Pixel 10a to smartfon warty 2349 zł.




