Czarnoksiężnik z krainy Oz dzięki AI pojawi się na ekranie Sphere w Las Vegas. Świetny pomysł, czy zbyt duża ingerencja w oryginał?
Czarnoksiężnik z krainy Oz z 1939 roku zadebiutuje na ekranie Sphere w Las Vegas. Dzięki AI widzowie doświadczą niezwykłego seansu. Pytanie tylko – czy komuś jest to potrzebne i czy nie jest to zbyt duża ingerencja w materiał źródłowy?
Jedyna w swoim rodzaju konstrukcja Sphere, która powstała we wrześniu 2023 roku to inny poziom doświadczania kinowych emocji. Poza ogromnym, kulistym ekranem pomieszczenie jest wyposażone system audio o pojemności 164 000 głośników. Nowoczesna technologia może izolować określone dźwięki, a nawet ograniczać je do niektórych części odbiorców. Immersję zwiększają fotele wyposażone w haptykę oraz głośniki i oczywiście ja bardzo chciałbym kiedyś pojawić się na tej wyjątkowej sali kinowej.
Czarnoksiężnik z krainy Oz (1939) na ekranie Sphere
Jednak mam wrażenie, że jest to ogromny wysiłek psychiczny dla człowieka, który dostaje z każdej strony fale różnych bodźców. Fajnie zobaczyć słonia z bliska w filmie przyrodniczym, trwającym do 50 minut, ale co z filmami fabularnymi? To chyba zbyt intensywne przeżycie. Są jednak ludzie, którzy myślą, że jest to idealny pomysł, aby w takiej formie zaprezentować klasykę kina widzom. Z jednej strony – intrygujące zastosowanie AI, a z drugiej – czy wykorzystanie nowoczesnej technologii nie jest zbyt dużą ingerencją w materiał źródłowy? Dla zwykłego widza mogą to być nieistotne szczegóły, ale dla sztuki filmowej – to rzecz wręcz nieakceptowalna.
Czarnoksiężnik z krainy Oz to klasyk kina z 1939 roku. Ciasny format i dużo ziarna. Kiedy w pierwszym momencie przeczytałem doniesienia, że są plany przeniesienia tego filmu na ekran w kuli Sphere, to trudno mi to było sobie wyobrazić. Wyskalowanie na ekran IMAX byłoby ciężkim zadaniem, aby rodzielczość pozwalała na zadowalający seans, a co dopiero na tak specyficzny ekran. Jednak w tym przypadku wykorzystano AI i technologię o nazwie „outpainting”. Oznacza to, że rozszerzono oryginał format filmu na standardy imersyjnego doświadczenia kuli Sphere. Nie byłoby w tym nic kontrowersyjnego, gdyby nie fakt, że zmian jest zbyt wiele.
AI zbyt bardzo ingeruje w klasykę kina
Po pierwsze – i najważniejsze – nowa wersja Czarnoksiężnika z krainy Oz zostanie rozszerzona o sceny, których nie było w oryginale. Przykładowo – w domu Dorotki pojawia się wujek Henry, sztucznie stojący z prawej strony kadru. Rozumiem dodanie dodatkowych elementów scenerii, aby ujęcie pasowało do formatu kuli Sphere, a to już jest – de facto – tworzenie filmu na nowo.
Druga sprawa – AI usuwa ziarno i podkręca kolory. I może ja jestem stary pryk, a ja kocham stare kino właśnie za te elementy, które są charakterystyczne dla danego okresu. Uwielbiam przykładowo, kiedy telewizja puszcza Kilera Juliusza Machulskiego, na którym widać zmiany rolek. Warto zwrócić uwagę na specyficzne znaki w prawym rogu ekranu. Charakterystyczne „UFO”, krzyżyki, czy czarne kwadraty świadczyły o tym, że był to sygnał dla kinooperatora, że akt kopii zmieniał się na kolejny. Szczegóły, ale dla mnie – kinooperatora – bardzo istotne.
Ja też rozumiem, że konwersja ciasnego formatu filmu na ogromny, immersyjny ekran Sphere z poczuciem starego kina to trudna sztuka, ale mam wrażenie, że możnaby było to rozwiązać inaczej. Dlaczego AI nie przetworzyło ziarna tak, aby było one obecne, ale w mniejszej skali?
Z jednej strony doceniam próbę przerobienia klasycznego kina na immersyjne doświadczenie, a z drugiej – czy każdą klasykę kina trzeba przerabiać? Niektóre dzieła bardzo dobrze się starzeją. Inna sprawa – czy długometrażowy film fabularny to idealny materiał na format Sphere? Śmiem wątpić.


