Soundcore AeroClip, czyli trochę o słuchawkach, wygodzie i niezrównanej swobodzie
Komfort jest ważną częścią naszego życia. Codzienność kryje w sobie często wiele trudnych chwil, przez co w wolnych chwilach szukamy ukojenia. Może je przynieść miła rozmowa, kubek dobrej kawy albo ulubiony utwór. Muzyka i komfort często idą ze sobą ramię w ramię, więc co by było gdyby istniało urządzenie, które połączy oba te elementy w jedną, spójną całość?
Słuchawki Soundcore AeroClip zostały zaprojektowane w jednym celu – mają łączyć świetną jakość dźwięku i nieopisywalny słowami poziom komfortu. Po spędzeniu z nimi kilku tygodni i sprawdzeniu jak sobie radzą w wielu różnorodnych scenariusza, zebrałem trochę przemyśleń i jestem w stanie odpowiedzieć czy zrealizowały postawiony przed sobą cel.
Jak grają Soundcore AeroClip?
Wracając do pytania z pierwszych wrażeń na temat tych jakże ciekawych słuchawek od Soundcore, jakiego brzmienia możemy się po nich spodziewać? Ujmę to tak – byłem dość mocno zaskoczony w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Słuchawki grają niezwykle czysto i klarownie, bez względu na to czy mówimy tu o wszelkiego rodzaju subtelnościach wysokich tonów czy otulających uszach basach. Częstotliwości wydają się również dość zbalansowane i nie wchodzą wzajemnie na siebie – nie spotkałem się z sytuacją, że odtwarzany przeze mnie utwór stawał się jakimś dziwnym, mało przyjemnym zlepkiem przekrzykujących się wzajemnie tonów.

Do tego jakże cudownego wrażenia słuchowego przyczynia się z pewnością otwarta konstrukcja słuchawek, która sprawia, że każdy dźwięk dostaje odpowiednią przestrzeń do popisu, co stoi w zdecydowanej kontrze do tego, czego możemy doświadczyć podczas korzystania ze klasycznych słuchawek dousznych lub dokanałowych. Opisałbym wrażenie, jakie się ma podczas korzystania z AeroClip jako taka lekkość – dźwięk nie przytłacza, zamiast tego harmonijnie wpasowując się w dopływający do naszych uszu pejzaż dźwiękowy. Warto również dodać, że mimo swojej otwartości, słuchawki nie sprawiają, że wszyscy w naszym otoczeniu słuchają muzyki z nami – zjawisko znane jako „sound bleed” jest zredukowane do absolutnego minimum przy rozsądnych poziomach głośności.

Wiele osób może ciekawić inna kwestia – jak wypada bas? Tutaj też Soundcore AeroClip nie zawodzą i dostarczają niezwykle przyjemne doświadczenie. Niskie częstotliwości emanują ciepłem, ale trzymają się swojego miejsca i nie próbują dominować nad resztą tonów. Wszelkiego rodzaju elementy perkusyjne i instrumenty pokroju gitary basowej są wyraźnie zaakcentowane i czytelne, co sprawia, że można się cieszyć każdym niuansem wprowadzonym do utworu przez artystę. Zauważyłem jednak, że brakuje im takiego mocniejszego tąpnięcia, które miałem przyjemność spotkać w AirPods Pro 2, ale tutaj na przeszkodzie stoją chyba po prostu prawa fizyki. Tak czy inaczej, słuchawki AeroClip oferują naprawdę satysfakcjonujące brzmienie, w którym można się dosłownie rozpłynąć.
Co skrywa aplikacja?
Ważnym i niezwykle przydatnym rozwiązaniem jest aplikacja towarzysząca soundcore. Jest ona dostępna na urządzenia z systemami Android i iOS (gdzie można ją znaleźć odpowiednio w Sklepie Play i App Store). Po założeniu profilu i wykryciu słuchawek, co w moim przypadku odbyło się szybko i bezproblemowo, znajdziemy w niej takie informacje o stanie naładowania AeroClip (zarówno poszczególnych słuchawek, jak i etui ładującego) oraz kilka zakładek z ustawieniami.

Odczucia dźwiękowe są kwestią mocno subiektywną i każdy ma inne oczekiwania wobec swoich słuchawek. Soundcore przygotowało się na taką ewentualność i z tego powodu udostępniło kilka gotowych profili dźwiękowych oraz opcję stworzenia własnego, przy pomocy equalizera. Pozwala to na dopasowanie charakterystyki dźwiękowej naszych słuchawek AeroClip do naszych preferencji. Sam sprawdziłem każdy z predefiniowanych profili i doszedłem do wniosku, że ten domyślny najbardziej mi pasuje, ale samo to, że istnieje jakikolwiek wybór jest dość fajnym bonusem.

Dostosować możemy również reakcje na dotyk – dla przypomnienia, pierścień każdej ze słuchawek umożliwia sterowanie słuchawkami. Domyślnie podwójne stuknięcie pauzuje lub odtwarza dalej grający obecnie utwór, a potrójne stuknięcie przeskakuje do następnego kawałka. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie, żeby to zmienić. Do naszej dyspozycji oddane są cztery możliwe kombinacje – podwójne i potrójne stuknięcie dla każdej ze stron. Możemy na przykład sprawić, żeby prawa słuchawka odpowiadała za sterowanie utworami, a lewa za sterowanie głośnością. Warto tutaj wspomnieć, że nie można zmienić przypisanych akcji dla trybu rozmowy telefonicznej – w takich sytuacjach, podwójne stuknięcie odpowiada za odbieranie i późniejsze rozłączenie, a potrójne za odrzucenie połączenia.

Niezwykle ciekawym trickiem, jaki oferują Soundcore AeroClip, jest możliwość połączenia ich z dwoma różnymi urządzeniami na raz. Po wejściu w odpowiednią zakładkę, słuchawki staną się widoczne dla innych urządzeń i pozwolą się sparować. Efektem końcowym jest zdolność płynnego przełączania się pomiędzy naszymi urządzeniami – pomijając proces samego łączenia, działa to niemalże tak szybko jak rozwiązanie, które znajdziemy w ekosystemie Apple. Testowałem jednoczesne połączenie ze swoim telefonem i Nintendo Switch, i nie spotkałem się z sytuacją, żeby słuchawki się gubiły w tym, którego sprzętu mają się w danej chwili słuchać.

Aplikacja oferuje również kilka dodatkowych bajerów takich jak biblioteka „przestrzeni dźwiękowych” (np. biały szum, dźwięki lasu, szum oceanu) oraz oparte o sztuczną inteligencję tłumaczenie na żywo, które, jeśli mam być szczery, pozostaje tylko ciekawostką, bo wypada blado w porównaniu do rozwiązań konkurencji. Nie zmienia to jednak faktu, że aplikacja towarzysząca jest niezwykle przydatna w codziennym korzystaniu z AeroClip. A skoro już mowa o korzystaniu na co dzień…
AeroClip w życiu codziennym
Nie będę niepotrzebnie owijał w bawełnę i powiem wprost – to są jedne z najbardziej komfortowych słuchawek z jakich miałem przyjemność korzystać. Połączenie przypominającej klips budowy z otwartością ich dźwięku sprawia, że słuchanie muzyki nigdy nie sprawiało mi jakiegokolwiek fizycznego dyskomfortu. Soundcore AeroClip zawsze pewnie trzymały się moich uszu, bez względu na to, czy biegłem, szedłem lub machałem głową jak opętany w rytm muzyki. Jest to na swój sposób paradoksem, bo praktycznie ich nie czuć na uszach. Nie ciągną za małżowinę, nie ściskają jej mocno – powiedziałbym, że są w sam raz.

To samo mogę powiedzieć o baterii – pomimo wielu godzin ciężkich starań, nie udało mi się ich ani razu rozładować do zera. Mógłbym to osiągnąć, zostawiając je na całą noc poza etui ładującym i puszczając jakiś kawałek w zapętleniu, ale nie zmieni to faktu, że prędko to one nie padną. Czas działania zbliżony do obiecanych przez producenta ośmiu godzin jest jak najbardziej osiągalny, a czynnikiem, który będzie dyktował to jak długo będziemy z nich korzystać, będzie nasza własna wytrzymałość.
Otwarta charakterystyka słuchawek AeroClip, w zależności od scenariusza, w jakim ich używamy, jest ich największą zaletą i najgorszą wadą. Biorąc pod uwagę, że wpuszczają wszystkie dźwięki z zewnątrz, idealnie wpasują się w piesze wyprawy czy wycieczki rowerowe, łącząc możliwość słuchania naszych ulubionych kawałków z pełną świadomością otoczenia. Nie umknie nam żaden nadjeżdżający zza pleców samochód, żaden rozpędzony ambulans, ani żaden inny uczestnik ruchu drogowego, któremu z bliżej nieokreślonego powodu gdzieś się spieszy. Jednakże ten sam aspekt słuchawek staje się ich największym przekleństwem w środkach transportu zbiorowego – oprócz muzyki usłyszymy wtedy każdy pomniejszy stukot, zgrzyt czy szum dobiegający z pojazdu, w którym się znajdujemy. Nie każdemu będzie to pasować – sam osobiście wolałbym podróżować w ciszy, jaką zapewniają słuchawki z ANC.

Nie zmienia to jednak faktu, że w moim życiu codziennym (w którym sporadycznie korzystam z komunikacji miejskiej), Soundcore AeroClip sprawdzają się idealnie. Oferują coś, z czym jeszcze się nie spotkałem w przypadku słuchawek – całkowitą transparentność. Dzięki nim mogę zapomnieć o tym, z jakich słuchawek korzystam i skupić się na treściach, które na nich odtwarzam. Nic mi się nie rozpycha w kanale słuchowym, nic mi zbędnie nie ciąży na uchu, nic mi nie sygnalizuje po godzinie, że potrzebuje naładowania, dzięki czemu mogę się skupić na tym, na czym mi zależy w danej chwili najbardziej.
Tak oto przedstawiają się słuchawki Soundcore AeroClip. Jeśli chcecie się sami przekonać jaki poziom komfortu one oferują, znajdziecie je w sklepie producenta.
Artykuł partnerski, stworzony przy współpracy z zewnętrznym partnerem.
