F1: Film z datą premiery na Apple TV+. Świetne widowisko wystartuje zimą tego roku
F1: Film to jeden z moich ulubionych filmów 2025 roku. Widziałem w kinie, ale chętnie zrobię rewatch w domowym zaciszu. Znamy datę premiery na Apple TV+.
F1: Film był jednym z bardziej wyczekiwanych przeze mnie filmów 2025 roku. Głównie za sprawą reżysera Josepha Kosinskiego, który w 2022 roku zrealizował świetnego Top Guna: Mavericka. Wierzyłem w ten projekt, a moje oczekiwania były też spore za sprawą aktorów: Brada Pitta i Javera Bardema, którzy zazwyczaj występują w wartościowych produkcjach. Widziałem w kinie i mogę stwierdzić jedno – to świetne widowisko, które chętnie powtórzę w domu i sprawdzę, czy tak dobrze działa również nie tylko na dużym ekranie i świetnym nagłośnieniu.
F1: Film z datą premiery na Apple TV+
F1: Film zadebiutował w polskich kinach 27 czerwca 2025 roku. Przy budżecie wynoszącym 200 mln dolarów zarobił ponad 620 baniek. Widowisko zarobiło już na siebie wystarczająco, a więc to czas, aby wprowadzić je na streaming. Produkcja sfinansowana przez Apple’a tylko czekała na debiut na Apple TV+. Padła konkretna data. Film zasili bibliotekę serwisu dokładnie 12 grudnia 2025 roku.
Nie będę krył zachwytów. Jako, że nie jestem turbo-znawcą Formuły 1, to bawiłem się przednio. Jestem świadom sporych niezgodności i wielu utartych schematów, ale to świetna produkcja, która przede wszystkim oszałamia oprawą techniczną. Warto wspomnieć, że twórcy zrobili wszystko, aby widz poczuł się jak w kokpicie bolidu.
F1: Film to perełka audiowizualna 2025 roku
Podczas zdjęć wykorzystano kamerę DJI Ronin 4 D, Sony VENICE 2 oraz kodek X-OCN 6K do głównych ujęć. Ujęcia ze środka bolidu zostały nakręcone przy wykorzystaniu kamery FX6 wraz z obiektywem Voigtländer 10 mm F5.6. Nieodzowna była również pomoc iPhone’a 15 Pro podrasowanego o komponenty IMAX-a i zmodernizowanego w niestandardowe oprogramowanie sprzętowe. Smartfon został wykorzystany do ujęć POV. Bardzo interesujący miks kamer i łączenia technologii na światowym poziomie.
Kiedy Brad Pitt siedzi w kokpicie, to po prostu czujemy, jak trzęsie nami na zakrętach, a ujęcia POV działają na naszą wyobraźnię. Warto też dodać, że niektóre z ujęć były nagrywane podczas prawdziwych wyścigów.
I jasne – to fabularny banał z bardzo niepotrzebnym wątkiem romansu, ale mi serduszko mocniej zabiło, kiedy weterani tego sporu mają szansę, aby znów zabłysnąć na torze wyścigowym. Audiowizualna perełka, którą polecam oglądać w dobrych słuchawkach lub świetnym kinie domowym. Oscary w kategoriach technicznych – bankowe.


