Top 3 moje ulubione cechy MOVA 1000 – robota koszącego, który robi to inaczej
To znak mojego wieku, że coraz częściej cieszą mnie testy sprzętów, które łączą technologię i ogród. Zawsze myślałem, że jeśli będzie mnie cieszyło to, co mam w ogrodzie, to znaczy, że do emerytury nie daleko.
Zostało wprawdzie jeszcze trochę czasu, a co najważniejsze jest tam jeszcze sporo przestrzeni do zagospodarowania przez technologie. To właśnie najlepsze połączenie obu tych światów, zostało opakowane w jeżdżącego robota koszącego, Mova 1000, którego chciałbym dzisiaj Wam zaprezentować, a właściwie trzy główne cechy tego robota, które odróżniają go od mojego poprzedniego robota.
Dotychczas w moim ogrodzie niepodzielnie rządziła Stiga, która dalej radzi sobie doskonale i pewnie nigdzie się nie wybiera, a Mova 1000 uzupełni jej działania. Sęk jednak w tym, że oba te urządzenia, mimo że robią to samo, to mają kompletnie inne filozofie działania, o czym Wam dzisiaj opowiem. O ironio, to wcale nie znaczy, że żadna z nich robi swoją robotę gorzej, po prostu inaczej.
Trawnik to moje prawdziwe oczko w głowie. Od zawsze byłem ogromnym fanem trawników, miękkich, pedantycznych i gdyby nie moja małżonka, to pewnie cała moja działka byłaby wypełniona trawą, bez innych roślin. Co ciekawe, taki trawnik nie wymaga sporo pracy, ale minimum zainteresowania (może prócz jego założenia, 800m^2, równanie, rozkładanie siatki, zaprojektowanie podlewania, sianie – to była prawdziwa orka). W tym roku po raz pierwszy, po trzech latach od jego założenia zrobiłem aeracje rurkową, zasypując ją drobnym żwirem, by umożliwić jeszcze lepsze wchłanianie wody i nawozów). Gdy już wystartowała, to pozostaje nawożenie azotem i innymi pierwiastkami i oczywiście regularne koszenie. Tutaj pojawia się Mova 1000, którą dostałem do testów, która zaskakująco radzi sobie zaskakująco dobrze i ma kilka świetnych cech, za które bardzo ją cenie.
Brak chaosu w koszeniu
Mój poprzedni robot kosił dość spontanicznie, oznacza to w praktyce, że nie widziałem w zasadzie żadnej logiki w sposobie koszenia. Raz jeździł w jedną, raz w drugą, by ostatecznie (i na całe szczęście) skosić trawę w całym ogrodzie. Sęk w tym, że często i przez długi czas pozostawały nierówne fragmenty trawy i trzeba było czekać, by w końcu na nie trafił swoim losowym przemieszczaniem się po ogrodzie. O ironio czasem zajmował to nawet kilka cykli.
Mova 1000 kosi za to od linijki, pasek po pasku. Wybiera duży obszar, kosi, a potem zajmuje się paskowaniem całej reszty. W moim ogrodzie są rabaty, które wytyczone są półkolami. Żaden problem i również je pięknie obsługuje, tworząc miłe dla oka paski na trawie. To pewna oczywistość, znana, chociażby z robotów sprzątających tej samej marki, ale dla mnie nowość w moim ogrodzie. Mam większe poczucie świadomości patrząc na to ile zostało skoszone i ile jeszcze skoszone zostanie, nie zaglądając w aplikację. Niby drobiazg, ale zdecydowanie wole taką metodę koszenia, niż wersje chaotyczną.
To jednak nie koniec rewelacji, bo okazuje się Mova 1000 nie potrzebuje żadnych przewodów wkopywanych w ziemie, wyznaczających granice koszenia. Podczas pierwszego uruchomienia, aplikacja poprowadzi Was przez proces wyznaczenia granic poprzez… przemieszczanie się robotem wokół nich. Doskonała zabawa, bo Wasz smartfon staje się kontrolerem Waszego robota. Po zjechaniu całej działki dookoła pomyślnie stworzyłem mapę i co najważniejsze, robot doskonale ją obsługuje bez najmniejszych pomyłek. Szczerze mówiąc byłem zdumiony, bo akurat tego aspektu bałem się najbardziej.
Wybory trybów koszenia
To kolejny aspekt, który wpisuje się w cały obrazek Mova 1000, bo prócz wspomnianego, ułożonego sposobu koszenia, pojawiają się mnogie możliwości obsługi samego trybu koszenia. Mova 1000 po obsłużeniu koszenia trawy w całej wyznaczonej mapie, kończy cykl, kosząc jej obrzeża. Mój poprzedni robot robił to tylko zgodnie z harmonogramem i nie mogłem wywołać tej akcji na żądanie. W Mova 1000 nie dość że kosi obrzeża zawsze na koniec cyklu, to macie możliwość wywołania koszenia samych obrzeży, a to tylko jedna z opcji, bo mamy jeszcze:
- cały obszar
- krawędź
- strefa
- miejsce
- ręczny
To daje ogrom możliwości i przede wszystkim pełną kontrolę nad robotem, a szczególnie w moim wypadku sprawdza się tryb strefy lub ręczny, gdzie mogę sam sterować robotem i kosić fragment trawnika, który mnie interesuje, lub zlecić jego cięcie właśnie wyznaczając strefę. Często korzystam z tej opcji, bo przez ułożenie robota, nie mogłem ustawić odcinka wokół stacji dokującej, bo konfiguracja mapy wymaga zachowania odstępów, więc kilka metrów kwadratowych muszę kosić właśnie jedną z tych dwóch wspomnianych opcji.
A wiadomo, że zdalnie sterowany przez smartfona robot koszący to doskonała zabawka, bo hołduje zasadzie, że mężczyźni nie dojrzewają, tylko dorastają, szczególnie w kontekście zabawek (ogrodowych).
Prostota obsługi i intuicyjność robota i aplikacji
Gdyby się uprzeć, to możemy znaleźć kilka drobiazgów, które pewnie można by było poprawić (np. przycisk potwierdź w aplikacji, który nie wiadomo co potwierdza, ale jego wciśnięcie przenosi do wszystkich ustawień robota). Wszystko to jednak drobiazgi, które nie mają wpływu na najważniejsze funkcje urządzenia. O ile testujemy ogrom sprzętów od Mova i Dreame, to sam ostatnio z nimi miałem do czynienia szmat czasu temu i dopiero teraz widzę, jak wielki progres producenci poczynili.
Konfiguracja urządzenia była banalnie prosta. Instalacja aplikacji i przede wszystkim jej obsługa jest bardzo intuicyjna. Konfigurator prowadzi nas za rękę, a ustawienie wszystkiego to raptem kilkanaście minut (głównie przez tworzenie mapy) i Mova 1000 jest gotowa do pracy. W aplikacji mobilnej mamy pełną kontrolę nad koszeniem, ale także nad ustawieniami robota koszącego. Są nawet zeskanowane przez kamerę widoki 3D, a ta radzi sobie świetnie z mijaniem przeszkód, chociaż nie frisbee moich psiaków, które notorycznie zostawiają je na trawniku, a Mova ich nie nie widzi. Tutaj jednak jej nie obwiniam, bo obiekt jest na tyle niski, że kamera nie jest w stanie jej uchwycić.
Prócz tych wszystkich cech, jest jeszcze jedna, kluczowa dla pewnie sporej grupy odbiorców – cena. Mova 1000 kosztuje nieco ponad 4 000 PLN, co czyni ją bardzo konkurencyjną na tle reszty konkurencji.
U mnie w ogrodzie nastąpiły roszady i to Mova 1000 aktualnie jest głównym robotem, a poprzednik tylko ją wspomaga. Sam gorąco polecam, bo dostajemy dobrą jakość w stosunku do ceny zakupu, tym bardziej, że jak cyfra przy nazwie Mova wskazuje, obsłuży ona bez problemu trawniki o wielkości do 1000m^2. Gorąco polecam.













