Testujemy Xiaomi 15 Ultra. To nie smartfon – to aparat fotograficzny z funkcjami telefonu
Xiaomi 15 Ultra jest już ze mną ponad miesiąc. To wystarczająco długo spędzony czas razem, aby zaserwować pełną recenzję sprzętu. Czy to rzeczywiście taki rewelacyjny fotosmartfon?
Sztandarowa seria Xiaomi z dopiskiem Ultra to zawsze najbardziej zaawansowany smartfon producenta. Poprzednia generacja była również chwalona pod kątem fotografii, aczkolwiek nie było idealnie, bo w niektórych egzemplarzach występowały problemy z parowaniem obiektywów. Producent wziął sobie do serca feedback użytkowników i w nowej serii problem ten już nie występuje. To jedyny spojler, jaki miałem do zaoferowania na samym wstępie. Przejdźmy już do kolejnych punktów testu i odpowiedzmy sobie na pytanie – czy Xiaomi 15 Ultra jest warta 6 299 złotych?
Specyfikacja techniczna
Specyfikacja jest topowa. Producent nie zastosował żadnych tańszych zamienników, co oczywiście nie powinno zaskakiwać przy telefonie za ponad 6000 złotych. Sercem Xiaomi 15 Ultra jest chipset Snapdragon 8 Elite, współpracujący z 16 GB RAM-u. Otrzymamy do dyspozycji 512 GB miejsca na dane. Treści wyświetlimy na ekranie AMOLED o rozdzielczości 3200 × 1440, do 120 Hz odświeżania oraz jasności 3200 nitów w peaku. Jedynie stopień ochrony IP68 mógł być o klasę lepszy, aczkolwiek to jedynie czepialstwo z mojej strony w kontekście tak dużej kwoty za telefon.
Oczywiście – szczególną uwagę zwraca segment foto. Już po samej – dużej wielkości wyspie z aparatami widać, że producent współpracując z firmą Leica nie oszczędzał na matrycach i obiektywach. Nie sposób przejść obojętnie obok aparatu dodatkowego 200 MP z ultrateleobiektywem ze przybliżeniem optycznym 4,3x i ogniskowej 100 mm. Każdy z aparatów poza przednim i ultraszerokokątnym cechuje OIS i nagrywanie aż do 8K przy 30 kl./s.
| Procesor | Snapdragon 8 Elite |
| RAM | 16 GB |
| Pamięć na dane | 512 GB |
| Ekran | 6.73″ WQHD+ AMOLED, 3200 × 1440, 120 Hz, |
| Aparaty | Główny (23 mm): 50 MP, ƒ/1,63, OIS Ultra teleobiektyw (100 mm): 200 MP, ƒ/2,6, OIS Ruchomy teleobiektyw (70 mm): 50 MP, ƒ/1,8. OIS Ultraszerokokątny (14 mm): 20 MP, ƒ/2,2 Przedni (21 mm): 32 MP ƒ/2,0 |
| Akumulator i ładowanie | 5410 mAh, 90 W przewodowe, 80 bezprzewodowe, szybkie ładowanie HyperCharge |
| Ochrona | IP68 |
| Głośniki | Stereofoniczne Układ 4 mikrofonów Certyfikacja Hi-Res & Hi-Res Audio Wireless, Dolby Atmos |
| Waga | 226 g |
| Wymiary | 161,3 mm x 75,3 mm x 9,35 mm |
| Kolory | Biały, czarny, Silver Chrome |
| Cena |
6 299,00 zł |
Design, konstrukcja i obsługa
Xiaomi 15 Ultra po wyciągnięciu z pudełka zaskakuje jednym szczegółem. Jest nim wspomniana ogromna wyspa z aparatami. Zajmuje niemalże pół pleców smartfona, a do tego bardzo wystaje poza płaszczyznę obudowy. Ja rozumiem, że trzeba było gdzieś zmieścić wysokiej klasy teleobiektyw, ale wizualnie, a nawet użytkowo nie będzie to najpiękniejszy i najwygodniejszy telefon 2025 roku.
Do tego moja wersja kolorystyczna (czyli czarna) nie trafia w moje estetyczne gusta. Dużo bardziej mi sie podoba drugi wariant kolorystyczny, czyli czarno-biały, który nawiązuje do klasycznych aparatów analogowych. Przezroczyste, silikonowe etui natomiast wygląda jak tani materiał, zakupiony za grosze na Temu. Tutaj Xiaomi mogło bardziej się postarać, ale oczywiście można dokupić lepiej wyglądający futerał.

Trochę ponarzekałem, ale jestem świadomy, dlaczego wyspa z aparatami jest tak ogromna. I mam wrażenie, że kolejni producenci flagowych foto-smartfonów, aby nie odbiegać od konkurencji, zaczną stosować tak bardzo wystające elementy. Gdzieś ten fotograficzny sprzęt trzeba będzie zmieścić. Już VIVO X200 Pro cechuje się podobną konstrukcją. I zdaje się, że będziemy musieli się do tego przyzwyczaić, jeśli chcemy mieć w rękach fotograficzną maszynę.
Początkowe użytkowanie wiązało się z tym, że palce często lądowały na obiektywie, co oczywiście nigdy nie jest wskazane. Polecam jednak wpoić sobie do głowy, aby trzymać palec przy dolnej krawędzi wyspy z aparatami. Otrzymamy wtedy całkiem ciekawą podpórkę. Jest to oczywiście kwestia indywidualna i kiedy narzekam na design, to nigdy nie ma on znaczącego wpływu na moją ocenę końcową. I to też nie jest tak, że wszystko mi się w tym wyglądzie nie podoba. Doceniam czerwony pierścień, okalający wyspę z aparatami oraz chropowaty przycisk boczny.
Wydajność i system operacyjny
Czas na większe pochwały. Wydajność tego smartfona stoi na najwyższym poziomie. Używałem telefonu przez ponad miesiąc w różnych warunkach atmosferycznych, testując jego wszystkie możliwości. Nie miałem sytuacji, aby jakaś aplikacja działała niepoprawnie, tzn. każda z nich otwiera się momentalnie, nie dostaje lagów, a płynność animacji – jest bez zarzutu. Nawet, gdy mamy wiele procesów otwartych w tle to – raczej – telefon jest na to niewrażliwy.
Piszę „raczej”, bo spotkałem się ze 2-3 razy z sytuacją, że moja ulubiona gra mobilna Star Wars: Galaxy of Heroes miała nieznaczne zacięcia. Personalizacja ustawień w panelu gamingu niewiele pomogła, ale zrestartowanie aplikacji już tak. Nie jestem pro graczem, więc takie sporadyczne sytuacje powinien puścić w niepamięć, ale z drugiej strony stawia pytanie, czy przy intensywnym użytkowaniu podczas grania nie zarejestrujemy większych problemów. Krótsze chwile z – nawet – bardziej wydajnymi tytułami jednak były komfortowe.
Xiaomi 15 Ultra nie ma też tendencji do nadmiernego przegrzewania się. Miałem w ręku flagowce (Apple i Pixel), które podczas długich redakcyjnych calli potrafiły niezbyt dobrze odprowadzać ciepło. Flagowiec Xiaomi bywa cieplejszy, kiedy temperatura wokół jest dużo większa, ale podczas codziennego użytkowania nie mogłem powiedzieć, aby to był najgorętszy towar na rynku.
Co ciekawe – co innego pokazał jednak jeden z testów syntetyczny 3D Mark. W pewnym momencie telefon wytworzył tak wysoką temperaturę, że wszystkie procesy zostały wstrzymane i musiałem go ochłodzić. To niestety potwierdza, że trzeba będzie na niego uważać w gorące dni i jakie czynności na nim będziemy wykonywać. Intensywne granie w bardziej wymagające gry czy długie nagrywanie w 8K stoi pod znakiem zapytania.
O nakładce Androida od Xiaomi – HyperOS 2.0 nie miałem najlepszego zdania, kiedy testowałem Redmi Note 15 Pro. Abstrahując od tego, że klient europejski różni się od chińskiego i irytuje się za dziesiątki niepotrzebnych aplikacji, serwujące reklamy, to mnie trigerował inny szczegół. Zbyt wolne działanie prostej funkcji – wyszukiwanie aplikacji. POCO X7 nieco zmienił moje podejście do tej nakładki, bo opcja ta już świetnie funkcjonowała. Niestety, ale Xiaomi 15 Ultra nie ma w ogóle takiej możliwości. Musimy się posiłkować wyszukiwarką Google lub Sklepem Play.
Wiele osób dziwi się mojej irytacji, ale kiedy testuje wiele smartfonów (w tym momencie na moim biurku testowym są trzy, a kolejne są w drodze) i pobieram wszystkie aplikacje za pomocą kabla lub chmury Google, to nie wiem, gdzie się one znajdą. Prosta funkcja „szukaj” ułatwia życie. Tutaj jej nie uświadczymy. Szkoda, aczkolwiek większość użytkowników pewnie nie zwróci na to uwagi.
Sama nakładka HyperOS 2.0 nie zawodzi pod kątem personalizacji wyglądu menu. Mam też wrażenie, że miałem mniej zabawy z usuwaniem zbędnych aplikacji niż w tańszych modelach telefonów Xiaomi. Poza tym to niemalże te same możliwości, jakie występują – chociażby w POCO X7. Producent stawia też na rozwiązania AI. Poza funkcjami obróbki zdjęć otrzymujemy inne możliwości, takie jak generowanie tapet, tłumaczenie i podsumowywanie tekstu w Notatkach, czy AI Speech Recognition, czyli przetwarzanie na tekst dialogów w filmach. O przywoływaniu Gemini za pomocą długiego wciśnięcia bocznego przycisku czy Circle to Google nie będę już wspominał, bo to już w zasadzie standard. Jedynie możemy odczuć, że funkcje te działają szybciej. Snapdragon 8 Elite i 16 GB RAM-u to część specyfikacji, które nie pozwalają na żadne zacięcia systemu. Prawdopoodbnie użyjecie niektórych opcji więcej niż raz. Dla mnie – funkcje te mogły by nie istnieć, ale oczywiście – trzeba docenic starania producenta.
Możliwości fotograficzne
Czas przejść do najważniejszego segmentu Xiaomi 15 Ultra. I ja nie będę owijał w bawełnę – możliwości fotograficzne są topowe. To zdecydowanie najlepszy fotosmartfon, jaki miałem w ręku. Fotki rekompensują wielką wyspę z aparatami. Na szczególną uwagę zasługuje 1-calowa matryca Sony w aparacie głównym oraz ultraobiektyw ze zbliżeniem optycznym wynoszącym 4.3x.
Zdjęcie cechują się ogromną szczegółowością, małą liczbą artefaktów, a oddanie kolorów jest naprawdę bardzo bliskie temu, co widzimy w kadrze przed wykonaniem fotki. W większości przypadków raz wykonane zdjęcie nie wymaga „ dubla”. I oczywiście algorytmy podbijają konrast, ale porównując do konkurencji – ingerencja nie jest aż tak wielka. Ogromna liczba detali, piękne „mydlenie” tła. W zasadzie tryb portretowy nie jest potrzebny. Przydatny jedynie przy selfie.
I jasne – aparat ultraszerokątny odstaje od głównego i zdarzają mu się prześwietlenia, ale miałem w ręku flagowe smartfony, gdzie barwy były o wiele bardziej przygaszone. Wstydu nie ma. Warto o tym wspomnieć, aczkolwiek jest to aparat, którego używam naprawdę sporadycznie. Zdjęcia wykonane po zmroku również charakteryzują się świetną ostrością i detalami, aczkolwiek system czasem za mocno ociepla barwy, co wielu użytkownikom może się nie spodobać, bo wyglądają sztucznie. Jednak od czego mamy tryb pro, w którym możemy pobawić się ustawieniami w taki sposób, że otrzymamy lepsze wyniki.
To już kwestia gustu, czy chcemy mieć mocno podbite kolory, czy wręcz odwrotnie. Nie zaliczam tego do wad, bo według moich osobistych preferencji – tryb auto spełnia swoje zadanie. Warto też zaznaczyć, ze aplikacja aparatu ma szybki dostęp do dwóch funkcji. Możemy wybrać opcje między Leica Vibrant (podbity kontrast) oraz Authentic, czyli z bardziej naturalnymi kolorami.
Używając przybliżenia cyfrowego 10x, 20x i 30x można również uzyskać świetne wyniki. Całkiem solidnie działają algorytmy, aby zdjęcie nie wyglądało na sztucznie przetworzone. Mamy możliwość zoomowania aż do 120x, ale wiadomo – to bardziej ciekawostka, aniżeli materiał, którym warto chwalić się w sieci, choć ponownie zwrócę na to uwagę – na tle konkurencji Xiaomi 15 Ultra wypada zdecydowanie najlepiej.
Złego słowa nie mogę powiedzieć o Supermakro. Specjalny tryb aparatu pozwala na wykonanie szczegółowych fotek z odległości 5 centymetrów i jeśli mam być szczery, to zdecydowanie opcja (obok tele z zoomem 4.3), której używałem najczęściej. Pięknie oddziela drugi plan, wyciąga pierwszy w perekcyjny sposób, a liczba detali jest oszałamiająca. Entuzjaści utrwalania przyrody na zdjęciach będą w siódmym niebie.
W pierwszych wrażeniach chwaliłem tryb księżycowy, ale po przemyśleniu stwierdzam, że jakby tej funkcji nie było, to świat by się nie zawalił. Fajny ficzer, ale bardziej na raz, bo de facto – każde zdjęcie wygląda bardzo podobnie i nie oszukujmy się – to bardziej zasługa sztucznej inteligencji i wykorzystania zdjęć satelitarnych z chmury, aniżeli podzespołów Xiaomi 15 Ultra. Oczywiście można na social mediach się pochwalić, ale nic więcej. Sama aplikacja aparatu ma wiele różnych opcji, zaczynając od szybkiego ujęcia i wybraniu jednej z sześciu ogniskowych (zakres między 28 mm, a 135 mm), a kończąc na interesującej i całkiem przydatnej przy nagrywaniu vlogów – funkcji promptera. Jest się czym bawić.
Galeria zdjęć
Ładowanie
Działanie na akumultorze nie jest cechą, która wyróżnia Xiaomi 15 Ultra wśród konkurencyjnych flagowców innych producentów. Oczywiście bywały dni, kiedy telefon na jednym ładowaniu wytrzymywał ponad 24 godziny, ale były to weekendowe chwile, kiedy urządzenie głównie przybywało w mojej kieszeni. Przy normalnym używaniu, kiedy robimy więcej zdjęć i korzystamy z wielu aplikacji to trzeba bardzo kontrolować stan baterii. Zdarzało się, że byłem zmuszony podłączyć do ładowarki telefon dwa razy w ciagu jednego dnia. Inna rzecz, że Europa otrzymuje okrojoną, chińską wersję. Różnica jest spora, bo schodzimy z 6000 mAh do 5410 mAh.
Na plus szybkie ładowanie 90 W, dzięki któremu już w pół godziny naładujemy akumulator w okolicach 70 %. Oczywiście w zestawie nie ma ładowarki, tylko kabel USB-C, ale to akurat nie jest zaskoczeniem. Czasy, kiedy w opakowaniu znajdowaliśmy adapter minęły bezpowrotnie.
Werdykt
Xiaomi 15 Ultra to nie smarton z funkcją aparatu. To aparat fotograficzny z opcjami telefonu. Ja może trochę się czepiam pewnych małych mankamentów, ale zasadniczo dotyczą one moich osobistych preferencji. Wygląd jest dyskusyjny, trzymanie telefonu w kieszeniach to wyzwanie dla wygody, ale pod kątem wydajności, płynności działania i oczywiście – możliwości fotograficznych – to jeden z lepszych smartfonów na rynku. Obecnie – realną konkurencję widzę w VIVO X200 Pro, VIVO X200 Ultra (niedostępny w Polsce), Sony Xperii I VII czy nadchodzącym Google Pixel 10 i iPhone 17.
Z tym smartfonem trzeba się polubić, bo moje początki były najeżone kolcami. Finalnie – żal mi było się z nim rozstawać. Producent postarał się i zniwelował błędy wcześniejszej generacji związane z parowaniem obiektywów, co się oczywiście chwali. Jedynie gracze mogą był zawiedzeni, bo przy rozrywce na pełnych obrotach smartfon może się grzać. Do lekkiej poprawy czas pracy na akumultorach i mamy telefon 10/10. Nie zmienia to faktu, że w cenie 6299 złotych otrzymujemy fotograficzną maszynę, która działa płynnie i bez żadnych zadyszek. Xiaomi 15 Ultra to jeden z lepszych telefonów na Androidzie, jaki miałem okazję testować w 2025 roku.




































































