Pamiętacie smartzegarek E Ink Pebble? Restart jego historii odbywa się w oparach wzajemnych oskarżeń
Powrót legendarnego zegarka Pebble, który wprowadził nas w erę smartzegarków. Niestety powrót nie okazał się tak udany jak zakładano, wszystko przez wzajemne oskarżenia.
Zacznijmy jednak od początku. Pebble to perła technologicznej historii. Smart zegarek z ekranem E Ink stał się wiralowym hitem. Niestety jej założyciel Eric Migicovsky poprostu nie udźwignął tego sukcesu (co sam potwierdził). W wyniku tego w 2016 roku firmę wykupił Fitbit, którego następnie wykupiło Google. Dziś można by się pokusić, o stwierdzenie, że mogłoby nie być Google Pixel Watch bez Pebble. W kwietniu pisałem o wielkim powrocie. Eric Migicovsky zapowiedział dwie nowe wersje smart zegarków, które do złudzenia przypominają oryginał!
Pebble i spory wokół niego

Po przejęciu Peble przez Fitbit, pojawiły się obawy o dalsze działanie i funkcjonowanie sprzętu. W celu umożliwienia dalszego działania sprzętu powstała inicjatywa Rebble, która zapewniała alternatywne działania i większość oryginalnych funkcji. Udało się również uruchomić niezależne repozytorium, które dawało dostęp do kilku tysięcy aplikacji oraz aż kilkunastu tysięcy tarcz zegarka.
Powyższa inicjatywa należy do pracowników Google (przejętych z Pebble), którym pozwolono dalej rozwijać PebbleOS w ramach wolnego czasu. Co więcej, Google zdecydowało się na naprawdę zaskakujący i wspaniały krok i uwolniło to oprogramowanie, oddając w ręce użytkowników. Tu przechodzimy do konfliktu, który właśnie się narodził.
Mamy dwie strony konfliktu — projekt Rebble, który przez 10 lat rozwijał i wspierał sprzęt Pebble oraz Erica, czyli oryginalnego założyciela Pebble, który rozwija uwolniony przez Google PebbleOS. Rebble posiada ogromne repozytorium aplikacji i tarcz. Eric Migicovsky posiada nowy sprzęt, który tego wszystkiego potrzebuje.
Zarzewiem konfliktu jest umowa Erica oraz przedstawicieli Rebble. Eric chce dostępu do repozytorium, za które będzie płacił per użytkownik. Rebble chce mieć wyłączną kontrolę nad zgromadzonymi danymi oraz gwarancję tego, że nie powstanie nowy App Store, a ich praca nie zostanie skopiowana.
Tym samym w wielkim skrócie i uproszczeniu Rebble boi się kontroli Pebble i zbyt dużego dostępu do danych, a Eric oskarża Rebble o to, że projekt stał się ogrodem, który jest otoczony wielkim murem. Jeśli jesteście ciekawi szczegółów, to polecam wpisy dwóch stron konfliktu — na blogu Rebble i na blogu Erica. Przyda się wam jednak kubeł popcornu!

