Fotografia analogowa taka fajna? Oto 10 aparatów, na których utopiliśmy pieniądze
Fotografia analogowa to nieustannie jeden z głównych tematów na stałce, w ramach #analoglife. To także w efekcie naszych zainteresowań nasz sklep 35mm.pl i prócz tego, że jesteśmy piewcami pięknego doświadczania fotografii właśnie tym sposobem, to niestety jest też ciemna strona, o której w zasadzie możecie nie mieć świadomości. Oto 10 aparatów, na których utopiliśmy pieniądze.
Na pomysł tego materiał wpadł Daniel, bo bądź co bądź zawsze nam się trafia łyżka dziegciu w analogowej beczce miodu. Na szczęście te potknięcia najczęściej nie niosą ze sobą koszmarnych kosztów, ale zdarzają się i te, od których potrafią zaboleć zęby.
Yashica T AF

Aparat dość charakterystyczny, bo w całkiem oldschoolowym opakowaniu. Yashica w pierwszej generacji ponadto wyposażona była w obiektyw Carl Zeiss i to jedna z najciekawszych opcji z dobrą optyką, w postaci dość kompaktowego aparatu. Niestety wypstrykana rolka ukazała, że król jest nagi, awaria systemu Auto Focus. Tylko wymiana elementu, nie do końca opłacalna, biorąc pod uwagę, że trzeba kupić drugi, sprawny egzemplarz. Zostaliśmy w plecy z kosztem zakupu i serwisu, który niestety nie rozwiązał problemu. Dalej nasze egzemplarz jest w idealnym stanie, więc zdecydowaliśmy się go wystawić za grosze na przeszczepy, gdyby ktoś szukał idealnej obudowy.
Strata około: 300 PLN
Te potknięcia wliczone są w nasze hobby, by testować dla siebie i dla Was przeróżne analogowe wynalazki i absolutnie nie psują całościowego odbioru fotografii analogowej, chociaż nie raz serce pękło, gdy okazało się że sprawny aparat, wyprodukował niesprawny negatyw.
Canonet QL19

Aparat, a nawet o zgrozo dwa, kupiony głównie przez naszych fanbojów marki Canon: Gustawa i Daniela i jak się okazało, bez uczucia wzajemnego, bo oba egzemplarze okazały się uszkodzone. Jeden zdiagnozowany z uszkodzoną migawką, a drugi z niesprawnym światłomierzem.
Strata około: 500 PLN
Canon AE-1

Canon AE-1 to był pierwszy typ jeśli chodzi aparat analogowy Gustawa. Dorwaliśmy go z ciekawym, jasnym szkłem, w zasadzie w cenie samego szkła. Wiedzieliśmy, że często występował tam problem z klapką baterii, która zlokalizowana jest o zgrozo od frontu urządzenia. Ponadto na zdjęciach nie zauważyliśmy kruszącego się uszczelnienia, które oczywiście serwisowo da się niedrogo wymienić. Oczywiście aparat teoretycznie dalej pozostaje sprawny, ale to prawdziwe piekło perfkekcjonisty, bo jak to tam widoczną baterią od frontu urządzenia? Gustaw zresztą napisał: Canon AE-1 był moim marzeniem, a mocno się na nim zawiodłem
Strata około: ciężkie do oszacowania, bo w zasadzie aparat wychodził w cenie szkła, dalej wymaga jednak serwisu
Canon AF35M

Rozlane baterie, problemy z auto focusem najpewniej lub też w zasadzie bliżej nieokreślone. Aparat jak wskazywał Gustaw przeleżał pod kocem przez ostatnie naście lat, co o zgrozo okazało się dla niego zgubne. Po konsultacji z serwisem, zrezygnowaliśmy z jego naprawy, bo koszty naprawy przewyższyłyby serwis. Canon AF35M – historia Autoboya w trzech aktach. Niestety bez happy endu
Strata około: 500 PLN
Contax Aria

Contaxa kupiłem w dość okazjonalnej cenie. Kosztował zdaje się w okolicach 1000 PLN, gdzie cena rynkowa w naszym kraju oscylowała w okolicach 1600-2000 PLN za dosłownie pojedyncze sztuki. Do aparatu dołożyłem obiektyw Yashica 50mm i wybrałem się z polowanie, a z tego powstał nawet materiał video. Mimo mojej wielkiej sympatii do tego aparatu i początku procesu interesowania się aparatami Contax, aparat okazało się być uszkodzony. Miał problem z dobieraniem czasów migawki, jakby ignorował parametry światłomierza. Temat kiepsko naprawialny, więc ostatecznie aparat wrócił do poprzedniego właściciela, a naszym kosztem okazał się film i koszty wywołania. Zyskałem jednak coś więcej po tym nieudanym teście, (nieszczęśliwą) miłość do marki Contax, o czym jeszcze dzisiaj będzie.
Strata około: 90 PLN
Leica R4

O marce Leica i modelu R4 było sporo na stałce, a to za sprawą tego, że oba modele kupiłem za jakieś absurdalne grosze, a same aparaty wyglądały na takie, które są w idealnym stanie. Jeden oczywiście był strzałem w dziesiątkę, ale drugi zrobił nam psikusa, bo okazało się, że niestety ma przypadłość, która dopada wszystkie te aparaty: nieszczelność. Całe szczęście naprawa tej usterki nie jest skomplikowana i w zasadzie każdy serwis starych aparatów Wam to ogarnie. Oczywiście złośliwi mówią, że to nie jest prawdziwa Leica, tylko Minolta w przebraniu, ale trzeba oddać, że o ile Leica często w historii stosowała taką praktykę nakładania brandingu na teoretycznie nie swoje produkty, o tyle robiła to tylko co do zasady przy jakościowych produktach. Uważam, że R4 to kawał fajnego sprzętu na start, chociaż trzeba być gotowym na to, że szkła najtańsze oczywiście nie będą.
Strata około: 300 PLN
Olympus mju II – mint

Ten egzemplarz dał bardzo sprzeczne uczucia. Mieliśmy wrażenie, kiedy go dostaliśmy, że złapaliśmy fotograficznego boga na nogi. Aparat przeleżał na strychu i w zasadzie wedle informacji od właściciela został użyty literalnie jeden raz. Oryginalne opakowanie, doskonale zachowany egzemplarz. Kiedy jednak zrobiliśmy pierwszą rolkę, to już przy pierwszych zdjęciach coś sprawiało wrażenie, że jest nie do końca jak powinno. Diagnoza? Uszkodzona taśma, czyli popularna przypadłość tych aparatów. Naprawa? Możliwa ale bardzo droga. Zapłaciliśmy 850 PLN przy przywrócić go do życia i się udało. Wkrótce będzie można go znaleźć w naszym sklepie.
Strata około: 850 PLN + rolka i wołanie, patrząc jednak na stan i cenę rynkową, bardziej tu mowa o ograniczonym zysku niż realnie stracie
Olympus AZ-300

Ten aparat miał być prawdziwym fotograficznym memem, chociaż niech Was nie zwiedzie dość oryginalny wygląd. Niestety to była ostatecznie wtopa, bo okazało się, że aparat ma uszkodzony auto focus i całe 80 PLN jak krew w piach. Cena to niewielka za przyjemność obcowania z tą bardzo wyjątkową konstrukcją. Żałuje, że ostatecznie nie trafił on na stałkę, ale chyba damy mu drugą szanse.
Voigtlander Vitolux 28-100

Ten aparat umarł w moich rękach. Aparat, który najpewnie jest innym urządzeniem z naklejonym logo Voigtlander. Przy moich testach sprawności zwyczajnie mechanizm obiektywu przestał działać, na chwilę przed włożeniem rolki. Oddaliśmy do serwisu, ale naprawa nieopłacalna, a szkoda, bo to ciekawa i bardzo kompaktowa konstrukcja.
Strata około: 300 PLN
Contax N1

Wspominałem o nieszczęśliwej miłości do marki Contax? No to oto jest. N1 to kawał pięknego sprzętu, przepadłem za nim dokumentnie i w zasadzie to najświeższe doświadczenie, bo jeszcze z grudnia.
- Contax n1 – aparat, który dał mi dużo radości i smutku zarazem
- [GALERIA] Pamiętacie zepsutego Contaxa n1? Oto zaskakująca rolka z niego
Aparat który kosztował majątek (jak na nasze budżety), za który opłaciliśmy cło i podatki, mimo deklaracji Pana Japończyka, okazał się uszkodzony. Zwróciliśmy go rzecz jasna, ale pozostawił wyrwę w moim serduszku, więc na osłodę kupiłem Arię, ale ta już tyle radości mi nie dała. Do N1 jeszcze wrócimy, gdy tylko oczywiście odbudujemy budżety.
Strata około: 1000 PLN
Jak sami widzicie, trzeba być ostrożnym z zapewnieniami sprzedających odnośnie stanu aparatów. Często i oni sami nie do końca mają świadomość jak wygląda sytuacja z aparatem, bo jeszcze przecież „10 lat temu działał bez zarzutu”. Odrzucam oczywiście temat aparatów, co do których sprzedający oczywiście informuje, że aparat był nie testowany z filmem w ostatnim czasie, wówczas ryzyko oczywiście jest na nas. Dlatego też warto podkreślić, że nasze aparaty analogowe w sklepie są innych, często wyższych cenach, bo kupujecie do nas pewniaka i my za niego ręczymy (chociaż to tylko składowa ceny, bo trzeba też wspomnieć o podatkach, cle czy wysyłce z innego kontynentu).
Śledź stałkę na:
Last modified: 22 stycznia 2026
