Koniec sagi. Kupiłem aparat średnioformatowy
No i stało się.
No i stało się. Kupiłem swój pierwszy aparat średnioformatowy, oczywiście analogowy. Czy wymarzony? Nie. Czy to bez znaczenia? Tak. Przed Wami Mamiya 645 1000s.
Kiedy zaczynałem swoją przygodę z fotografią, szczytem możliwości był zakup Nikona d80, który był moim pierwszym prawdziwym aparatem z serii tych poważnych, nie licząc być może Fuji FinePix 5500, od którego się zaczęło literalnie. To jednak Nikon stanowił różnicę, a matryca APS-C to był dla mnie święty gral. Do dziś pamiętam pierwsze klapnięcie lustra i jakość zdjęcia, które zobaczyłem na niewielkim ekranie, zrobione kitowym obiektywem. Byłem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi. Dalej poszło już dość szybko. Ogromne ilości zdjęć, wyjazdów fotograficznych, współprace ze świetnymi klubami w Trójmieście, zdjęcia z koncertów, komercyjne zlecenia – miałem z tego ogromny fun, mimo że to dalej było tylko hobby. Nie marzyłem o pełnej klatce, bo to był sprzęt poza granicami nawet nie tyle budżetowymi, ile bardziej granicami wyobraźni. A średni format? Nie odważyłem się nawet spojrzeć w tym kierunku.

Pierwszą pełną klatkę DSLR kupiłem właściwie 2 lata temu, kiedy kupiłem Canona R6. Sporo się wydarzyło między Nikonem d80, a aktualnym Canonem, a mało tego, w międzyczasie pojawił się jeszcze Panasonic Lumix, bo gdy znudziła mi się fotografia, postanowiłem pobawić się w video. Totalnie inne, moim zdaniem dużo bardziej wymagającej hobby, nie tylko w kontekście sprzętu, ale także wyobraźni czy umiejętności. Gdzieś pomiędzy romansowałem z fotografią analogową, która nigdy nie była do końca spełnioną miłością, dlatego też pewnie aktualnie, kiedy do niej wróciłem, tak bardzo przepadłem, co zresztą widzicie w minicyklu #analoglife i mojej dużej aktywności na temat aparatów analogowych.
Postanowiłem zdywersyfikować swój setup sprzętów analogowych i tak kupiłem: Mju, Mju II, L35AF i zamarzyło mi się spróbować średniego formatu. Ci z Was, którzy śledzą cykl na bieżąco doskonale wiedzą, co było grane. Wrzucałem nawet listę aparatów średnioformatowych, które mnie interesowały, było w czym wybierać, ale ostatecznie doszedłem do momentu, w którym postanowiłem nie wydawać dużo, kupić rozsądne i zwyczajnie sprawdzić, czy to dla mnie.
Klamka zapadła, wydawało mi się, że wybrałem sprzęt – Rolleiflex 3.5 F
Nic bardziej mylnego. Zagłębiając się w temat, Rolleiflex 3.5 F to świetny sprzęt, ale niestety nie do podejścia bez 4k PLN. A to dużo jak na dość mało uniwersalny aparat. Piękny za to, tego nie można mu odmówić. Był też tańszy odpowiednik Rolleicord, ale nie mogłem przeżyć spustu migawki, który trzeba było ciągnąć, zamiast wciskać.
Wówczas pojawił się temat tańszego odpowiednika, który nie ustępuje technicznie, a ma zdecydowanie niższą cenę: Yashica Mat-124G, ale tu nie mogłem przeżyć jakości wykonania. Wówczas z odsieczą przyszła Yashica-12, która wypadała dużo lepiej, a ja wróciłem do punktu wyjścia i zadałem sobie pytanie: dlaczego właściwie pierwszy pomysł odrzuciłem od razu? Szybka weryfikacja i postanowiłem, że koniec kombinowania, czas na sprawdzone rozwiązania i przede wszystkim ultra uniwersalne, gdzie mogę mieć klasyczny pryzmat, mogę mieć kominek, jakość zdjęć jest świetna i przede wszystkim: mogę żonglować obiektywami. Tak wybrałem Mamiya 645 1000s.
Wiedziałem, że będzie Mamiya 645, pozostało jednam wybranie odpowiedniego modelu z jednej z dwóch generacji, bo wbrew pozorom różnic było sporo. To, co je wszystkie jednak łączyło to kilka istotnych dla mnie elementów:
- możliwość zmiany obiektywów
- mnogie pryzmaty i/lub wymiana na kominek
- przystępne ceny w stosunku do konkurencji
- kompaktowe rozmiary
No i przy modelu z mojej generacji, ten charakterystyczny, klasyczny look. Wszystkie te punkty zebrane ze sobą dawały doskonałe połączenie właśnie w 645tce. Zdecydowałem się, że zostanę przy pierwszej generacji i wybrałem wersje 1000s, która dysponuje czasem migawki 1/1000s, który sporo zmienia w kontekście korzystania z jasnych obiektywów, których nie brakuje na rynku.
Kupiłem egzemplarz wraz z oryginalnym gripem (nie jestem pewien czy faktycznie się przyda, ale był praktycznie gratis), a smaczkiem jest sam obiektyw. Sekor 70 mm f2.8, z ogniskową 80 mm, co w ekwiwalencie do pełnej klatki daje 50 mm efektywnej ogniskowej, czyli w sam raz na standard. Na czym polega niezwykłość tego obiektyw? Otóż na tym, że próżno znaleźć o nim informacje w sieci. Wprawdzie jest sporo tych obiektywów na eBayu, ale recenzji brak.
Dodatkowo ma on możliwość wyzwalania migawki bezpośrednio z obiektywu jak np. w przypadku Hasselbladów. Przyznam, że muszę się doedukować jaką rolę ten obiektyw pełni, niemniej dalej migawkę można wyzwalać bezpośrednio z puszki, ot po prostu mamy alternatywę. Pomyślałem jednak, że jeśli mam na szybko kupować obiektyw osobno, to sprawdzimy ten, tym bardziej że dogadałem się ze sprzedającym, któremu w zasadzie nie zależało na jego sprzedaży, że oddam po cenie 100 PLN niższej, tuż po tym, jak wywołam pierwszy film.
- Więcej artykułów o fotografii analogowej znajdziecie pod #analoglife
Paczkomat poinformował mnie, że najpewniej już jutro Mamiya trafi w moje ręce, czego nie mogę się doczekać, a pierwszymi wrażeniami z pewnością podzielę się z Wami, gdy tylko wywołam pierwszą rolkę. Nie mogę się doczekać.
analoglife mamiya mamiya 645 mamiya 645 1000s
Last modified: 14 stycznia 2026




