Contax n1 – aparat, który dał mi dużo radości i smutku zarazem #analoglife
Serce złamane, chociaż aparat piękny.
Kilka dni temu prezentowałem Wam nowy lineup aparatów analogowych, które trafią do nas do testów na stałce, by ostatecznie wylądować w naszym sklepie 35mm.pl. Z zestawu jestem szczególnie zadowolony, bo postawiliśmy tym razem na kolosy z końca produkcji analogów, większość z segmentu profesjonalnego. Zero kompromisów co do możliwości technicznych, jak i gabaratów. Jednak szczególnie na jeden bardzo konkretny aparat przy tej okazji czekałem: Contax N1, aparat, który dał mi tak samo dużo radości jak smutku, a to wszystko w ciągu… dosłownie jednego dnia.
W tym zamówieniu w zasadzie wszystkie aparaty były wyjątkowe. Warto zaznaczyć, że Nikon F100 trafił do nas w stanie, którego nie znaliśmy wcześniej. Nie był on wyjątkowy czy miętowy, wygląda jakby nigdy nie był używany! Jakość plastików, niewytarte przyciski i elementy wokół najpopularniejszych elementów interfesju, takie aparaty nie przytrafiają się zbyt często. Dodatkowo wyposażony w lampę SB-26, oryginalny pasek, insstrukcję czy obiektyw Nikkor 50mm f/1.4.

To ja osobiście jednak czekałem na Contaxa N1. To sprzęt na który natrafiłem kompletnie przez przypadek i zainteresował mnie w zasadzie od razu. A wszystko najpewniej dlatego, że Contaxy były dla mnie dotychczas synonimem jakości ponad pozostałych producentów, lepsza jakość wykonania obudowy (często tytanowa jak w testowanym ostatnio Contax TVS), a także doskonała jakość szkieł Zeiss.
A wszystko o ironio zaczęło się od Contax Aria, który kupiliśmy do redakcji i który wywinął orła, bo okazał się być niestety uszkodzony. Teraz przypadkiem poszukując interesujących SLRów z końca produkcji, trafiłem na prawdziwego kolosa, Contaxa N1.
O ironio o ile puszka wyglądała zachwycająco, o tyle nie byłem fanem szkła, które najczęściej przewijało się razem z tym aparatem. Mianowicie zoom 24-85mm F3.5-4.5, który pomimo oczywistej uniwersalności na najpopularniejszych ogniskowych dalej był mniej atrakcyjny niż chociażby jasna stałka w okolicach 50mm. Jednak oznaczenie obiektywu Carl Zeiss Vario-Sonnar z charakterystycznym oznaczeniem T* mogło dawać do zrozumienia, że nie z byle zoomem mamy tutaj do czynienia. I tak też się okazało, kiedy sięgnąłem opinii internetu, to szkło okazało się prawdziwą gratką. W zestawie z ogromną, wygodną puszką, pełną przycisków, za którymi kryły się mnogie możliwości, to zestaw zapowiadał się wybornie, mimo tego, że obiektyw był równie ogromny, co sama puszka. Cały zestaw prezentował się monstrualnie. Sami zobaczcie:
Oczywiście jak to w przypadku Contaxów, plecki pokryte gumą miały już swój czas świetności za sobą, ale nie było dramatu. Postanowiłem, że nawet spróbuje walki, by wyciągnąć te plecki na nieco przyjemniejsze dla oka, ale najpierw pierwsza rolka i szał robienia zdjęć nowym zestawem. To właśnie Contax N1 pierwszy dostał rolkę filmu i w zasadzie cały czar prysł, tak szybko jak się pojawił.
Contax N1 okazał się być uszkodzony
Smutek nagły mnie zalał, kiedy okazało się, że niestety Contax N1 jest uszkodzony. Okazało się, że po włożeniu filmu Contax N1:
- nie przewija go automatycznie, ale ma problem również z jego nawinięciem nawet po wciśnięciu spustu migawki
- nie wykrywa kodu DX filmu, działa tylko poprawnie w sytuacji ręcznego ustawienia
- nie nalicza klatek, najpewniej dlatego, że nie wykrywa filmu
Oczywiście o zgrozo aparat miał być w idealnym stanie, w pełni operacyjny. Niestety nawet próby konsultowania serwisu tego aparatu spełzły na niczym, bo te wyspecjalizowane serwisy, które miały doświadczenie z tym modelem, twierdziły, że jeśli czyszczenie styków do czytania kodu DX, a wręcz delikatnej próby zeszlifowania potencjalnej warstwy izolującej prawidłowy odczyt nie pomoże, to w zasadzie z aparatem może być wszystko inne.

Niestety i te próby spełzły na niczym, ale spróbowałem wypstrykać rolkę, by sprawdzić jak wypadła reszta. Oczywiście dopiero po kilku próbach udało się Contaxowi nawinąć prawidłowo film i rolka została zrobiona, chociaż musiałem ręcznie liczyć klatki i czekać na dźwięk oporu filmu, bo aparat mi tego nie pokazał, jak wówczas musiałem uruchomić ręcznie zwijanie filmu. Rolka poleciała do Poznańskiego Analoga i zobaczymy jaki będzie efekt zdjęciowy, bo sam finalny wypada koszmarnie.
O ile mój kontrahent wziął całą winę na siebie i był bezproblemowy w kontekście zwrotu i opłat za wysyłkę, to dalej pozostaje kwestia pozostałych opłat podatkowych i importowych, których niestety już najpewniej nie odzyskamy. Mimo wszystko aparat mnie zauroczył, praca auto-focusa, responsywność przycisków, doświadczenie było niesamowite. Statystyka jest bezlitosna, ale nie poddaje się, pomimo, że na trzy Contaxy, które kupiliśmy, tylko jeden póki co okazał się sprawny.
Jak tylko odzyskamy pieniądze za zakup, to szukamy nowego egzemplarza, bo mam wrażenie, że potencjał w nim jest ogromny, a i miałem jeszcze większą frajdę robienia nim zdjęć niż o dziwo Minoltą a7, którą tak bardzo sobie uwielbiłem w ubiegłym roku. Na szczęście na osłodę zostaje mi piękny Nikon F100, Nikon L35AF czy kolejna Minolta a7, bo Canon 1N RS leci do Daniela.
Śledź stałkę na:
Last modified: 08 stycznia 2026
