Sony RX1R III – czy mój wymarzony aparat jest w zagrożeniu?
Wspominałem Wam przy okazji pewnie wielokrotnie, że z marką Sony nigdy w zasadzie nie było mi po drodze. To w rozumieniu, że nigdy nie odczuwałem potrzeby posiadania tego producenta, pomimo oczywiście szacunku do tego, co robią. Nie wiem z czego wynikało moje podejście, ale w zasadzie pozostało niezmienione. Oczywiście sporo się zmieniło i mocno doceniłem aparaty z tej stajni, szczególnie po tym, jak miałem okazje przetestować topowy aparat Sony z doskonałymi szkłami, podczas wyprawy do Barcelony na MotoGP, gdzie miałem okazje ustrzelić kilka tysięcy zdjęć i posmakować czegoś kompletnie innego, fotograficznie. I oczywistym jest to, że gdybym zajmował się zarabianiem pieniędzy na fotografii, to pewnie wylądowałbym w rękach właśnie z aparatem marki Sony. Nie robie tego jednak, więc priorytety odnośnie aparatu są u mnie kompletnie gdzie indziej. Stąd jestem posiadaczem Sigmy Fp L, o której ludzie słysząc, pukają się w czoło. A ja kupując ją postawiłem na doskonałe i charakterystyczny color – science, kompaktowe rozmiary, ogromną matrycę i to, że to na wskroś piękny aparat.
Skąd ten długi wywód? Otóż miałem okazje dostać na dłuższy niż zwykle czas do testów aparat, którego byłem bardzo ciekawy. Sony RX1R III, który bez żadnych przecieków, po prostu wskoczył na rynek. Oczywiście prócz zachwytów, budził on też sporo kontrowersji, a bo to ekran jest nieobrotowy, a bo to stare szkło itp. To, co jednak przykuło moją uwagę, to przede wszystkim ULTRA niewielkie i kompaktowe rozmiary, których co do zasady jestem wielkim fanem, a także to, że najpewniej reprezentuje on segment, w którym jest mój wymarzony aparat Leica Q3 43, która jest upatrywana jako bezpośrednia konkurencja tego aparatu.
Sęk w tym, że niestety mimo sporego bufora czasowego, mogłem mu poświęcić naprawdę niewiele czasu. Nie zrobie recenzji, nawet specjalnie pierwszych wrażeń, znajdziecie je wszystkie w tekstach Gustawa na szczęście, o tutaj: Sony RX1R III, a ja chciałem tylko dodać kilka swoich zdjęć i przemyśleń.



























Przede wszystkim, to jego kompaktowe rozmiary były dla mnie ogromnym zaskoczeniem. Wiedziałem, że jest on niewielki, ale nie spodziewałem się, że aż tak mały. Jest wyraźnie mniejszy od mojej niewielkiej Simy Fp L i tym samym od wspomnianej Q3 43. Jest absurdalnie mały, ale daje dużo. Mamy wielką matrycę i całą masę opcji zarezerwowanych dla topowych aparatów.
Wychylany ekran, a w zasadzie jego brak? To oczywiste, że zwiększyłby rozmiary samego aparatu, więc najpewniej celowo z niego zrezygnowano. Czy jest to dla mnie problem? Żaden, w końcu mam Sigme Fp L. To, co dla mnie jest dodatkowym zaskoczeniem, to że w RX1R zmieścili jeszcze wizjer, kosmos! O zgrozo, gdyby go nie było, czy bym ubolewał? W żadnym wypadku, w końcu mam Sigme Fp L.
Pozostaje nam kwestia obiektywu. Sporo było głosów i opinii, że to stare szkło i że można było wycisnąć tutaj jeszcze więcej, a przede wszystkim, że w aparacie brak stabilizacji. Oczywiście najpewniej byłoby idealnie mieć jeszcze jaśniejsze szkło i IBIS, ale znowu pojawia się pytanie, nie czy te zabiegi zwiększyłyby rozmiary aparatu, tylko JAK BARDZO.
Ten aparat dla mnie to taki popis możliwości Sony i jaki byłby sens, gdyby wpakowali tutaj wszystko co potrzebne, tym samym robiąc z niego regularny aparat, gabarytowo kanibalizujący pozostałe aparaty z tej samej stajni? Przypuszczam, że żaden. Ten aparat dla mnie to sprzęt dla kogoś, kto oczekuje kompaktowych rozmiarów i są one dla niego nadrzędne. Jest on skłonny do kompromisów, ale w niewielkiej puszce ma być absolutne maksimum możliwości, bez względu na cenę. Myślę, że tutaj pojawia się brak zrozumienia, ze strony osób, które tego konceptu nie rozumieją.
Ja jestem wielkim fanem idei, ale sam aparat sprawdziłem oczywiście za mało, by wyciągać jakiekolwiek wnioski, niemniej z pewnością do niego wrócę i z ogromną przyjemnością sprawdzę czy pozycja mojego wymarzonego aparatu jest w zagrożeniu czy nie.
Last modified: 20 listopada 2025
