Oddałem dwa aparaty po testach. Za jednym szczerze zapłaczę
Czyżbym wybrał swój nowy aparat?
Nie zazdroszczę Danielowi. Odkąd spróbował smaku Hasselblada, po testach X2D 100C, już nic fotograficznie nie smakuje mu tak samo. Po 10 latach prowadzenia medium technologicznego znamy niestety tę pułapkę. Możliwości obcowania z doskonałymi sprzętami to miecz obusieczny. Z jednej strony posmakujesz, a z drugiej wiesz, że często ten sprzęt jest poza Twoim zasięgiem.
Na szczęście przy aktualnych testach, oba aparaty teoretycznie są w moim zasięgu, a ponadto byłem ich bardzo ciekawy, tym bardziej, że to byli moi liderzy, przynajmniej na papierze, do wymiany po sprzedaży całego, mojego systemu FujiFilm. Mowa oczywiście o Nikonie Zf i Sigmie Fp L. Oba te aparaty trafiły do mnie na testy mniej więcej w tym samym czasie, co miało swoje zalety i wady. Najważniejsze jednak, że mogłem je bezpośrednio skonfrontować, pomimo że każdy z nich ma zgoła odmienną grupę odbiorców.

Nikon Zf to doskonałe nawiązanie do przeszłości, z całym dobrodziejstwem nowych technologii. Dostałem go ze świetnym i uniwersalnym obiektywem Nikkor 28-70 f2.8 S, który w praktyce sprawował się świetnie. Cały ten zestaw był ultra celny, autofocus mega szybki, ostrość nigdy nieprzestrzelona, a przyjemność z pracy doskonała. To ironia losu jednak, że to jednak niedoskonała Sigma bardziej trafiła w mój gust, poczucie estetyki. Kolorki i jakość zdjęć wypluwana przez Fp L w połączeniu z obiektywem Sigma ART 50 mm f1.4, to coś, czego szukam.

Sytuacja jednak nie jest prosta, bo Sigma nie jest aparatem idealnym, ale łączy dwie cechy, których szukam. Nie ma innego aparatu (w zasięgu cenowym), który spełniałby te oczekiwania (pogłoski o Leice Q3 43 mm wyglądają kusząco, ale tam bez budżetu o wartości nerki, nie ma co nawet podchodzić). Cała reszta oczywiście leży, mówię tu chociażby o szybkim AF, śledzeniu itp. Człowiek chciałby połączyć wszystkie te najlepsze cechy i kupić aparat idealny. Ciągle wierzę, że np. Nikon pokazę Z7 III, który byłby po drugiej stronie barykady, ale blisko Sigmy. Przynajmniej w zakresie dużej matrycy, bo o color-science nawet nie ma co marzyć.

Dociera do mnie, że zakup nowego aparatu to będzie prawdziwa sztuka kompromisów i sztuka wyboru sercem, a nie rozumem. Sigma jest świetna, mimo mnogich wad, ma doskonałe i niedrogie szkła i przede wszystkim wypluwa z siebie kolorki, takie jak uwielbiam. Mam wrażenie, że decyzje zakupowe już w głowie zapadły. Poczekam do końca września, dam Nikonowi szansę, tym bardziej że zaplanowane są najpewniej premiery dwóch nowych aparatów i wówczas przejdę do ofensywy zakupowej. Pozostanie kwestia tylko czy jednak 28-45mm f1.8 czy 50mm 1.2. To jednak żadne problemy, a czysta przyjemność. Mało tego, profil moich zdjęć zawodowych (video i produktówki) jest na tyle niewymagający, że bardzo poważnie rozważam sprzedaż również R6 i wymianę go np. na klasyczny i świetny 70-200 f2.8 od Sigmy lub coś bardziej szalonego, jak 60-600 mm. Niemniej po wielu przemyśleniach, jeszcze większej ilości testów przeróżnych aparatów, to najpewniej serduszkiem wybrałem Sigmę.
Śledź stałkę na:
Last modified: 03 września 2024
