Kupiłem plastikowego Tamrona AF 70-300 mm Macro. To najtańszy zoom na spacer, ale wcale nie najgorszy wybór
Kupiłem starego tele-zooma. Był tani, ale daje całkiem dużo frajdy, a to są bardzo pierwsze wrażenia.
To mój kolejny kompulsywny zakup fotograficzny. Napalony po wyjeździe na Maderę i wielkiej Sigmie, zawiedziony oczekiwaniem na taniego Canona, postanowiłem kupić coś starego i używanego. Wybór padł na dziwacznego i do bólu plastikowego, ale za to taniego Tamrona AF 70-300mm f/4-5.6 Di LD Macro 1:2 (model A17).
To krótki (w dzisiejszych czasach) zoom, który jest wyjątkowo plastikowy, nawet jak na swoją cenę. Ma też wiele innych wad, ale wszystkie one nikną jak łzy w deszczu, gdy pomyślimy o absurdalnie niskiej cenie — bez trudu można go dostać za około 300-400 zł. Dodatkowo ma coś, czego raczej nie spotkacie w dzisiejszych, podobnych konstrukcjach — tryb Macro!
Kulisy zakupu (czyt. brak kasy i cierpliwości)

Pamiętacie nasz fotograficzny wyjazd na Maderę, gdzie zabraliśmy tonę sprzętu? Ja nie mogę zapomnieć o tej przygodzie głównie przez Sigmę 60-600 mm, którą przyszło mi tam testować. Od tamtego czasu jestem pochłonięty jej możliwościami.
Tu właśnie tkwi problem. Wielkie teleobiektywy są drogie, a ja nie spiąłem budżetu, wiec musiałem obejść się smakiem po testach i odłożyć kupno na listę „nie wiadomo kiedy”. W głowie pojawiały się różne myśli. Może zejść z oczekiwań i kupić słabsza Sigmę 150-600 (około 4500 zł) albo Canona RF 100-400 mm (około 3200 zł). Gdy już prawie byłem zdecydowany, że będę zbierał kasę na któryś z tych obiektywów, Canon zaprezentował obiektyw RF 75-300 mm w szokująco niskiej cenie 1310 zł!
To obiektyw, który bazuje (albo jest wręcz jego kopią) na modelu z 1999 roku, ale wyprodukowano go na nowo. Nie wiem, jak Wy, ale mi ten pomysł fituje i byłem zdecydowany kupić go jeszcze w tym miesiącu. Niestety jest jeden problem. Ten obiektyw nadal jest niedostępny (ponoć ma pojawić się pod koniec maja), ale ja jestem zbyt niecierpliwy.

Skoro zdecydowałem się już na 300 milimetrów i konstrukcje rodem z ubiegłego wieku, to może poszukam używki? Przez lata rynek naprodukował całkiem sporo konstrukcji w zakresach ogniskowej zbliżonych do 70-300. Poza dwoma, czy trzema jakościowymi legendami to jednak przeważnie plastic-fantastic, którym można sporo zarzucić, ale jak wspominałem, ich główną zaletą jest cena.
Po wielu godzinach szukania wybór padł na dwie konstrukcje, które mają unikalną i ważną dla mnie cechę: tryb macro. Do dyspozycji miałem ciut droższą Sigmę 70-300 mm f/4-5.6 DG Macro oraz przystępniejszego, ale bardzo plastikowego Tamrona (nawet bagnet jest z tego materiału).
Wybór padł na Sigmę, bo cieszyła się ciut lepszymi opiniami od Tamrona. Pech w tym, że ktoś podkupił mi ją na Allegro. Tamrony dużo łatwiej znaleźć i są też często tańsze. Mój kosztował 490 zł, ale uparłem się na model oferowany z kompletem dekielków (wraz z osłoną przeciw słoneczną) w pięknym stanie (wygląda w zasadzie jak nowy). W praktyce można go bez trudu złapać w przedziale 400-600 zł. Przy czym za te 600 zł widziałem sztukę z oryginalnym pudełkiem. Poniżej 400 zł też są oferty z działającym sprzętem, ale trzeba zwracać uwagę na jeden haczyk — i pytać o działanie trybu macro, który pracuje tylko w przedziale 180 -300 mm. Niedoświadczeni użytkownicy wyłamywali sprzęgło tego przełącznika, gdy na siłę regulowali ogniskową poza zakresem trybu.
Pierwsze wrażenia, przed recenzją

Chciałem, żeby obiektyw trafił do mnie przed weekendowym wyjazdem, na którym mógłbym z nim więcej zaszaleć. Niestety. Mimo że sprzedawca (firma) z Allegro wysłał paczkę turbo sprawnie, to zawiódł system dostawy z Allegro (moja paczka odbijała się od przepełnionej maszyny). Tak naprawdę, to więc „bardzo pierwsze wrażenia”, bo dopiero wczoraj wziąłem obiektyw do ręki.


W ręce wydaje się bardzo plastikowy. Nawet bagnet EF jest taki w pełni, co nie jest niezwykłe, ale wskazuje nam amatorskie zastosowanie. Na szczęście mimo takiej budowy, na sprzęcie praktycznie nie widać upływu czasu. Nie wiem, czy ktoś trzymał ten sprzęt na strychu, albo w piwnicy, ale wygląda jak wyjęty z pudełka. Działanie pierścienia ostrości jest tu zwyczajne. Pierścień ogniskowej skacze za to pod palcem, jak żaba na patelni. Nie można tu liczyć ani na wyczuwalność, ani precyzję. To cecha tego modelu, niezależnie od egzemplarza.


Dużo ludzi wspominało o powolnym i głośnym auto focusie. Tego jednak na razie potwierdzić nie mogę. Nie jest on głośniejszy od konkurentów, a nawet lepszych konstrukcji z tamtych lat. Co więcej AF działa całkiem wyczuwalnie, akuratnio i wcale nie tak wolno (jak piszą niedoświadczeni). Pamiętać trzeba bowiem, że to konstrukcja macro, a takie obiektywy mają dokładniejsze, a zatem i powolne mechanizmy AF. To nie wada, a cecha tym razem.



Samo fotografowanie, chociaż daje plastikowe uczucie, zwraca ciekawe efekty. Jest też całkiem łatwe i przyjemne. Wiele osób narzeka na spadek ostrości na krańcowej ogniskowej (300), ale i tego za bardzo nie widziałem. Znacznie bardziej widoczne i całkiem łatwe do powtórzenia są aberracje chromatyczne i spadek kontrastu w silnym świetle.
To wszystko piszę jednak na gorąco i muszę sobie jeszcze to bardziej sprawdzić przed pełną recenzją. Jestem jednak przekonany, że ten obiektyw był całkiem udanym zakupem, a niska cena rekompensuje pewne wady tego sprzętu.
Podstawowa specyfikacja:
• Konstrukcja: 13 elementów / 9 grup
• Ogniskowa: 70-300mm
• Przysłona: F/4,0-5,6
• Kąt widzenia: 34,21 – 8,15°
• Odległość ostrzenia: 0,95 m (w trybie macro 180-300 mm)
• Waga: 435g
• Średnica filtru: 62mm
• Mocowanie: Canon, Nikon (również z silnikiem AF), Sony, Pentax
• Wymiary: 89,5mm x 194,3mm
Last modified: 20 maja 2025

Używam Sigmę 70-300 Makro wraz z aparatem Sony 68. Idealny zestaw. Piękne i czyste zdjęcia szczególnie makro
To ta lustrzanka ze stałym półprzepuszczalnym lustrem? Zawsze byłem bardzo ciekawy tego sprzętu!