Ricoh GR IIIx HDF W końcu do mnie trafił. Czy to mój nowy aparat?

Autor:

Jest! W końcu go mam na testy!

R0007962

Na testy do stałki w końcu trafił aparat, którego byłem ciekawy od dawna! Przed Wami Ricoh GR IIIx HDF, wobec którego mam ogromne oczekiwania, które narastały przez ostatni czas logarytmicznie. Czy sprosta moim wymaganiom, nie tylko tym związanym z mobilnością? Czy HDF ma sens ponad filtr ND? Dlaczego pierwsze kontakt nie jest pełny ognia i zachwytu? Zapraszam na pierwsze wrażenia Ricoh GR IIIx HDF.

Moja fotograficzna podróż trwa w najlepsze. Po przygodzie z Fujifilm XT-3 pojawiła się w głowie myśl, że mimo że to kawał świetnego sprzętu, to przestałem się oszukiwać, że będę zabierał go wszędzie ze sobą, bo tak po prostu się nie dzieje. Jedyna szansa, by aktywnie robić foty i przełamać się w końcu, to posiadanie aparatu… w kieszeni. Dlatego też wrócił pomysł na aparat Ricoh GR IIIx w wersji HDF, który teoretycznie wpisywałby się idealnie w ten scenariusz. Po sprzedaży zestawu Fujifilm, starczyłoby na niego bez problemów, a dodatkowo na wakacje z dziećmi. Więcej opisywałem o tym przypadku w artykule: Przestałem się oszukiwać, dlatego sprzedaję Fujifilm i kupuje Ricoh.

Ten optymistyczny scenariusz wydaje się być dalej możliwy, po pierwszych testach Ricoh, ale emocje zdecydowanie opadły, o tym za chwilę. Wracając do samego aparatu, właśnie trafił na testy do redakcji, a ja nie ukrywałem podekscytowania. Czyżby to ten aparat, który miał trafić w moje ręce od samego początku? Jeszcze chwilę przed Fujifilm bardzo rozważałem jego zakup, ale cena mnie skutecznie zniechęciła. Umówmy się, że kompaktowy aparat (oczywiście nie byle jaki) nieco ponad 5000 PLN, to góra pieniędzy. Wówczas wygrał XT-3 z obiektywem 33 mm, który wcale nie wyszedł dużo drożej.

Na jutubie obejrzałem chyba wszystkie znaczące recenzje i byłem ogromnie ciekawy tego aparatu. Zdjęcia z niego wypluwane wyglądały zjawiskowo. Niesamowite czernie, piękne kontrasty i zaskakująca ostrość i to dalej z takiego maluszka. Gdybym nie był w posiadaniu Nikona Coolpix A, którego uwielbiam, nigdy bym nie uwierzył, że taka zabaweczka potrafi robić takie zdjęcia. No i trafił w moje ręce. Pierwsze wrażenia?

R0007945

Ależ to jest maluch!

W materiałach video, które oglądałem, wydawało mi się, że jest zdecydowanie… dłuższy i bardziej smukły. Zaskoczenie było spore, gdy okazało się, że jest jeszcze mniejszy, niż się spodziewałem. Faktycznie schowanie go do kieszeni spodni wydaje się być absolutnie bezproblemowe. Gabaryt na ogromny plus, jest lepiej niż się spodziewałem.

Malutkie guziczki

Nie ma co się oszukiwać, że jeśli puszka będzie niewielka, to i wszystkie guziczki również. To oczywiście najpewniej kwestia przyzwyczajenia, chociaż pomimo moich niewielkich dłoni, ciężko mi się przełącza przysłonę, ledwo wystającym pokrętem tuż koło spustu migawki. Za to wszystkie przyciski są pod ręką i w całości można obsługiwać aparat jedną ręką.

Ulokowanie przycisku do przeglądania zdjęć jest dla mnie dość dziwne i wymaga również przyzwyczajenia, bo jak w Canonie szukam go poniżej głównego wybieraka (pamięć mięśniowa). Za to zaślepka od HDMI to jakiś koszmar. Kawałek gumy, który dalej nie odgadłem jak się ja otwiera, czy trzeba użyć siły, czy trzeba ją najpierw wysunąć.

Malutki aparat, malutka bateria

Bateria w Ricoh GR IIIx HDF to chyba największa, dotychczas wychwycona wada, znika w oczach. Oczywiście wszyscy recenzenci marudzili na ten aspekt, więc byłem przygotowany i potwierdzam, że znika ona od samego patrzenia i zapomnijcie na długich wieczorach z aparatem w ręku, jeśli nie będziecie mieli zapasowych baterii. Na szczęście można awaryjnie również podpiąć power bank, bo Ricoh ma gniazdo USB-C.

Oficjalna aplikacja? To jakiś żart

Oryginalnie aplikacje od producentów to z reguły produkty, których unika się jak ognia. Zachęcony przyciskiem z ikonką WiFi w lewej części urządzenia pomyślałem, że w końcu będzie można sprawnie przerzucać foty do telefonu. Nic bardziej mylnego, oficjalna aplikacja się rozłącza, nie zapisuje połączenia z aparatem, więc za każdym razem trzeba dodawać hasło z aparatu. Ponadto nie doszedłem do możliwości, w której mógłbym przetransferować obrazy na smartfon, wydaje mi się, że takiej opcji nawet tam nie ma. Po co właściwie taka apka? Są alternatywy, które ludzie chwalą, ale za nie przyjdzie zapłacić od 30 do 50 PLN.

Miałem również okazje poustawiać kilka własnych, tzw. recipów (przepisów, customowych ustawień). Możliwości jest sporo i jest zdecydowanie bardziej intuicyjnie niż w przypadku Fujifilm, chociaż dziwiłem się, że aparat nie pamiętał moich ustawień po jego wyłączeniu. Okazało się, że jest jeszcze jeden krok: zapisu ustawień, po ich dokonaniu. Mimo wszystko przyswojenie tego procesu było nieporównywalnie prostsze niż w przypadku nieintuicyjnego Fujifilm.

ND czy HDF?

Oczywiście skłamałbym gdybym nie przyznał, że byłem gotowy od ręki kupić ten aparat, tuż po sprzedającym się systemie Fujifilm. W zasadzie do tej pory mam dużą zagwozdkę, czy lepiej kupić wersjie z filtrem szarym (ND) czy jednak najnowsza odsłona Ricoh z filtrem HDF? Tego ostatniego zobaczycie w miękkich zdjęciach, bo daje bardzo charakterystyczny efekt świetlny (bardzo zmiękczając mocne źródła światła) i sam nie wiem jeszcze czy to coś, za co chciałbym dopłacić (kilkaset złotych różnicy), czy jednak to niepotrzebny bajer. Póki co, nie mam zdania, ale się ono najpewniej w przeciągu najbliższych dni ukształtuje.

A jak ze zdjęciami?

Ricoh GR IIIx HDF trafił do mnie wczoraj wieczorem, więc miałem okazje spędzić z nim dosłowną złotą godzinę. Pokręciłem się wokół domu, by móc doświadczyć tego aparatu i zobaczyć rezultaty. O ile te ostatnie sami ocenicie poprzez zdjęcia, które dorzuciłem do wpisu (totalna surówka, nie dotykałem niczego), o tyle frajda z robienia fot jest ogromna. Ricoh jest bardzo responsywny i zaskakująco intuicyjny. Potrzebuje dosłownie sekundy od wciśnięcia włącznika, do tego by był gotowy do zrobienia zdjęć. Jakość obrazka jest świetna, chociaż wydaje mi się, że spodziewałem się jeszcze więcej. Mam wrażenie, że może nie odstawać 5-krotnie od mojego Nikona Coolpixa A (bo o tyle jest droższy od tego staruszka sprzed dekady), ale to przyjdzie mi sprawdzić w najbliższym czasie. Póki co, to tylko pierwsza godzina razem, a więc na właściwie wnioski przyjdzie jeszcze czas. Dalej jednak czuje sporo emocji i już nie mogę się doczekać, gdy zabiorę go ze sobą na dłuższy spacer, oczywiście z powerbankiem pod pachą.

Last modified: 23 lipca 2024