Pamiętacie zepsutą Yashica T AF i Agfa Optima? Właśnie wróciły z serwisu, czyli słodko gorzkie wrażenia

Autor:

Bohaterem dzisiejszego materiału jest Yashica T AF i Agfa Optima 1035, które kupiłem za bezcen, za bezcen naprawiłem i wszystko zakończyłoby się happy endem, gdyby nie dość gorzka sytuacja, która się wydarzyła.

1G7A9093 1

Przygoda z fotografią analogową trwa w najlepsze. Mam ogromną frajdę z robienia zdjęcia aparatami analogowymi, a chyba jeszcze większą z naprawiania dość kultowych jednostek. Wszystko w ramach naszego analogowego cyklu: #analoglife. Bohaterem dzisiejszego materiału jest Yashica T AF i Agfa Optima 1035, które kupiłem za bezcen, za bezcen naprawiłem i wszystko zakończyłoby się happy endem, gdyby nie dość gorzka sytuacja, która się wydarzyła.

Przeglądam oferty aparatów analogowych z uporem maniaka. Czasem można znaleźć ciekawy sprzęt, czasem traf się ciekawa okazja, a czasem można kupić za grosze dość popularny aparat, ale który jest zepsuty. Tak właśnie wydarzyło się z Yashicą T AF, która rozpoczęła całą, kultową serię aparatów, której twarzą jest model T5. Główną cechą całej linii było to, że wyposażone zostały one w świetnej jakości obiektyw od Carl Zeiss, a co za tym idzie dalej, zdjęcia z aparatu wychodziły naprawdę świetnej jakości.

Yashica T AF

Yashica T AF w stanie idealnym

Kiedy przeglądałem ogłoszenia, natknąłem się na pierwszą generację tego aparatu, oznaczonego właśnie jako T AF. Okazało się jednak, że jest on uszkodzony i migawka żyje własnym życiem, raz działa, a raz nie. Aparat jednak był w świetnym stanie, nie miał absolutnie żadnych uszkodzeń, a całość wyglądała trochę, jakby została wyciągnięta z fabrycznego pudełka. Mało tego, w zestawie było oryginalne skórzane etui, co mogłoby potwierdzać moją teorię. Postanowiłem wziąć ryzyko naprawy aparatu na siebie, tym bardziej że sprawne egzemplarze w dużo gorszym stanie sprzedają się za 800-1400 PLN (patrząc na miks ofert na popularnych platformach aukcyjnych). Stałem się więc posiadaczem Yashici za bagatela 50 PLN.

Yashica T AF

W międzyczasie pomyślałem, że zabiorę swoją ulubioną Agfe Optima 1035, o której Wam sporo pisałem i oddam do naprawy oba aparaty. Mamy specjalistyczny zakład, który  takimi fotograficznymi klasykami się zajmuje i to od lat. Pomyślałem, że podejmę ryzyko naprawy i o ile Agfa jest raczej bezcenna, ale byłby to doskonały ficzer, gdyby prócz genialnego stanu, jeszcze potrafiła robić zdjęcia (niestety migawka nie działała). Zabrałem oba aparaty i oddałem do naprawy. Byłem zdumiony, że sama ekspertyza to koszt raptem 30 PLN, a potem wycena i decyzja, czy sprzęt naprawiamy.

Yashica T AF

Po kilku solidnych tygodniach oczekiwania (kolejka była ogromna), to daje świadectwo, że aparaty analogowe mają się całkiem nieźle (zresztą za każdym razem kiedy jestem w fotopunkcie czy właśnie w serwisie, jest kolejka osób, zainteresowanych w analogach). Okazało się, że naprawa obu aparatów zamknie się w okolicach 300 PLN. Dałem zielone światło i mogłem się zgłaszać kilka dni później po odbiór, co też z nieukrywaną radością zrobiłem.

1G7A9093 scaled

Dopełniliśmy formalności, zapłaciłem (oczywiście tylko gotówką, takie miejsca nie lubią znaków nowych czasów 😉 ). Yashica w pełni naprawiona, migawka działa, aparat dostał nowe życie. Ucieszyłem się bardzo, tym bardziej że pewnie mojego pięknie wyglądającego Nikona L35AF będę sprzedawał, bo jakoś nie przypadliśmy sobie do gustu, a Yashica będzie jego zamiennikiem. Moje zadowolenie niestety zepsuła tłusta, wielka plama na Agfie, którą zobaczyłem przy odpakowaniu z folii. Okazało się jednak, że to nie plama, a niedopasowany czarny, połyskujący lakier, który przykrył ponad centymetrowy ubytek w lakierze na aparacie. Zdumiony zapytałem sprzedawcę, co tutaj się wydarzyło, a Pani stwierdziła, że aparat jest tak stary, że pod dotykiem schodzi z niego kolor. Emocje zaczęły buzować:

ale oddałem Wam aparat w stanie idealnym, to była jego główna cecha, że wyglądał niesamowicie dobrze jak na swój wiek, a funkcje foto miały być dodatkiem?! – zdenerwowany rzuciłem

rozumiem, ale takie jest ryzyko naprawy starych aparatów, że może się uszkodzić pokrycie

ale ja Wam oddałem całkowicie sprawnie wyglądający aparat i mi pod palcem lakier nie schodził, a teraz mam nieudolnie pomalowaną warstwę?! – złość we mnie rosła

przykro mi, takie jest ryzyko – pani sucho odrzekła

1G7A9089 scaled

No i choleryczna część mnie chciała wybuchnąć, ale zrobiłem szybką kalkulację, że pewnie jeszcze niejeden czy drugi raz pojawię się tutaj z serwisem aparatu i chyba nie warto wszczynać awantury, a przynajmniej jakiejkolwiek sprawiedliwości. Zdusiłem w sobie złe emocje, dając delikatnie upust niezadowolenia, zapłaciłem i od tamtego momentu staram się zapomnieć o tym, że moja piękna Agfa została zrujnowana. W zasadzie to została naprawiona i uszkodzona, zamieniłem niedziałającą migawkę na uszkodzenie obudowy. Trudno, zapoluje na następną i nie będę jej naprawiał.

  • Więcej o analogowym świecie znajdziecie w cyklu: #analoglife.

Na szczęście Yashica ratuje mi fotograficzne samopoczucie, bo pierwsza rolka techniczna wypstrykana, czekam na efekty jej pracy. Przyjemność pracy z nią jest ogromna, mimo tego dość przerażającego plastiku, który u mnie jeszcze nie wygląda źle, bo jest bardzo świeży. A ja w międzyczasie szukam dla siebie Agfy.

Last modified: 03 kwietnia 2024