Mamy Lumix S9! To najmniejsza pełna klatka jaką miałem w rękach
Zapowiada się wybornie.
Gustaw i Daniel wygrzebują się z materiałów zarejestrowanych podczas ostatniej Fotoformy, do których oglądania gorąco zachęcam, za to mi na tę okazję trafiła się możliwość testów najnowszego i dość kontrowersyjnego Panasonic Lumix S9. Skąd te kontrowersje? Sceptyk odpowiedziałby, że ze względu na mocną kastrację tego aparatu, a optymista wspomniałby o niesamowicie kompaktowych rozmiarach, jak na sensor pełnoklatkowy, który skrywa to kolorowe body. Po której stronie jestem ja? Zapraszam na pierwsze wrażenia.
Panasonic nie jest mi kompletnie obcy, bo bardzo długo korzystałem z Lumixa g80, który kupiłem tuż po tym, jak zapadła decyzja, że czas podziałać z materiałami video. W zasadzie połowa materiałów na naszym dailywebowym YouTubie stoi właśnie Lumixem. Sprzęt był doskonały, z jedną zasadniczą wadą: Auto Focus żył własnym życiem i nie będę czarował, że kiedy przesiadłem się na R6 od Canona, to dopiero doceniłem, jak AF powinien działać. Oczywiście od tego momentu minęło sporo czasu, a Panasonic wyciągnął wnioski.





Lumix S9 kolorowe maleństwo
Bardzo się chełpię tym, że jesteśmy jedną z pierwszych redakcji w Polsce, która otrzymała ten sprzęt do testów (dzięki Panasonic!) i wprawdzie, mimo że jeszcze nie odbyłem z nim właściwego photo walka, to miałem okazje zrobić nim już kilka pierwszych zdjęć i pomyślałem, że podzielę się z Wami pierwszymi wrażeniami. Jest co chwalić, a i nie zabraknie marudzenia oczywiście.

Lumix S9 Kompaktowy czy wykastrowany?
W zasadzie w redakcji jesteśmy bardzo zgodni, jakby nie opisywać S9, to budzi on emocje. Panasonic miał bardzo konkretny pomysł na ten aparat i najpewniej również na grupę docelową tego sprzętu. To się bardzo chwali, bo często producenci aparatów idą tropem, by zaczepić i trafić w gusta jak największej grupy odbiorców, serwując do bólu uniwersalny sprzęt, kosztem charakteru i wyrazu. Tutaj jest wręcz przeciwnie, mamy dosłownie: kolorową, kompaktową pełną klatkę, która z pewnością nie trafi do profesjonalistów, a bardziej dla osób, które oczekują od aparatu więcej, nie potrzebują wszystkich tych funkcji, nie potrzebują nawet wizjera, jeśli to ma przełożyć się na kompaktowe rozmiary. A zastosowanie mnogich kolorów puszek, mówi wprost: to ma być codzienny aparat, pewnie z myślą o ambitnych, młodszych (stażem fotograficznym) użytkownikach, którzy chcą robić więcej, nawet kosztem kilku kastracji.

Mnie trafiła się wersja zielona i uważam, że to naturalnie najpiękniejszy kolor z całego lineupu, chociaż gdybym miał kupować dla siebie, to pewnie wybrałbym… oryginalny czarny. Wracając jednak do konstrukcji, nie mamy wizjera, nie ma mechanicznej migawki, a i z lampy błyskowej nie będzie można skorzystać. To wady, które dla profesjonalisty są nie do przeskoczenia, ale sęk w tym, że to nie aparat dla tej grupy odbiorców. Za to mamy wspomniane bardzo kompaktowe rozmiary, których ja jestem ogromnym fanem. Zobaczcie tylko, jak ten aparat jest niewielki, mieści się w mojej dość małej, komputerowej dłoni.

Bardzo ciekawym zabiegiem jest ekran wychylany, który nie licuje się z resztą obudowy, przez co nie tworzy płaskiej powierzchni na plecach urządzenia, a wyraźnie odstaje. Oczywiście wszystko w duchu zaoszczędzonych kilku centymetrów kwadratowych obudowy, która nadaje sporo lekkości, a przy okazji bardzo ułatwia odchylenie ekranu.

Przyciski umieszczone w kółku z tyłu obudowy są dość małe i mam wrażenie, że chyba nieco za małe, chociaż dopiero w praktyce okaże się, czy ich wielkość mi dokuczała, bo aktualnie to tylko obawa, a nie realny problem. Mamy też wypustkę pod kciuk, która przydaje się bardzo, przez to, że nie mamy tutaj żadnej możliwości solidnego chwytu aparatu, przez brak jakichkolwiek gripów/wypustek na obudowie, od frontu urządzenia. Wiadomo, priorytet na mobilność i kompaktowość. Czy jest to problem? Ciężko mi to ocenić, bo mam obiektyw 20-60mm, który przez gabaryt i tak muszę trzymać dwoma rękoma, ale przy mniejszym i lżejszym obiektywie sprawa na pewno byłaby dużo prostsza.

Ponadto S9 oferuje całą masę ciekawych funkcji, takich jak np. LUTy, które zapowiadają się wybornie i nawet miałem okazje poklikać chwilę, ale podzielę się opinią dopiero przy pełnej recenzji. Jest za to jedna rzecz, która okropnie mnie frustruje, ponad te wszystkie moje zachwyty nad tym aparatem. To dźwięk migawki. Jest koszmarny, okropny i sprawa mi cierpienie, a jeszcze nie doszukałem się możliwości zmiany tego dźwięku. Nie wiem, kto ten istotny dźwięk w aparacie zaakceptował, ale zdecydowanie powinien zostać zwolniony.

Wracam do testów, robienia zdjęć i trochę żałuje, że nie było możliwości przetestowania S9 z nieco bardziej kompaktowym obiektywem, bo ten setup wygląda trochę tak, jakbym kupił auto przynajmniej usportowione, ale ciągnął za sobą przyczepkę. No można, ale po co?
Wracam do Was wkrótce z pełną recenzją.
Last modified: 20 czerwca 2024

Nie można tego dźwięku wyłączyć?
Będę próbował, bo ostatecznie ja go będę testował…