Canon AF35M – czyli moje pierwsze zetknięcie z analogiem i 22-letnimi bateriami

Autor:

Canon Autoboy właśnie trafił w moje ręce. Wczoraj Sebasitan z wielkim poświęceniem przywiózł mi go na rowerze.

autoboy6

70 kilometrów po górach, piaskach i szutrach, żebym dziś mógł opisać dla Was pierwsze wrażenia z testowania Autoboya? Co to dla naszego Sebastiana.

O zakupie Canona Autoboy mogliście już przeczytać na łamach stałki, w tekście Seby o nowych redakcyjnych zakupach. Niestety nie obyło się tutaj bez problemów. Sprzedający, po opłaceniu aparatu i przesyłki zaginął w akcji, by po kilku dniach upominania się o wysyłkę lub chociaż jakiekolwiek informacje… odesłać wpłacone pieniądze. Nie zostaliśmy więc oszukani, ale zostaliśmy bez Autoboya.

Dlaczego uparcie piszę per Autoboy o aparacie, który oficjalnie nazywa się Canon AF35M? Otóż w Japonii funkcjonował on właśnie pod tym sympatycznym pseudonimiem. Co ciekawe, cała seria tych aparatów, w USA nazywana była jeszcze inaczej – Sure Shot.

Canon AF35M, który ponad 20 lat przeleżał na półce. Ratunek? Bimber!

Nakręciliśmy się na tego Autoboya tak, że po fiasku handlu na popularnym polskim serwisie z ogłoszeniami, wyruszyliśmy na poszukiwania tego modelu za granicą. Ostatecznie nabyliśmy drogą kupna egzemplarz z Niemiec. Egzemplarz nówka sztuka, trzymany pod kocem, Niemiec płakał, jak sprzedawał.

Jak się okazało, po próbie włożenia nowych baterii do aparatu, Canon AF35M rzeczywiście był trzymany pod kocem, przez ostatnie dwadzieścia parę lat. Niestety objawiło się to rozlanymi i napęczniałymi bateriami, których data przydatności do użycia minęła… dwadzieścia dwa lata temu! Nie miałem w domu alkoholu izopropylowego, a jakoś trzeba było przeczyścić styki. Na pomoc pojawił się duch puszczy! Udało się. Autoboy działa, ale proszę, nie próbujcie tego w domu.

Canon AF35M – Gustaw, w co ty się wpakowałeś?

No dobra. Dostałem do testów Autoboya, bo jestem fanem Canona. Problem w tym, że ostatni kontakt z fotografią analogową miałem kilkanaście lat temu. Tak prosta sprawa, jak nawinięcie nowego filmu, stała się dla mnie wyzwaniem. W Canonie MC to sprawa banalna tutaj też miało tak być, ale niespodziewanie pojawiły się problemy. Prawdopodobnie ponad 20 lat na półce sprawiło, że aparat był trochę zastany. Ostatecznie udało mi się nawinąć film poprawnie (chyba!). Przede mną pierwsza rolka, na razie testowego i taniego, czarno-białego filmu, bo do końca nie ufam sprzedawcy, który na nasze pytanie o rozlane baterie odpisał tylko „Oh shit, sorry”.

Trzymajcie za mnie kciuki, żebym po latach odnalazł się w fotografii analogowej, która z jednej strony jest szalenie intrygującą drogą, a z drugiej stanowi pewne wyzwanie, dla osoby, która przez kilkanaście lat wsiąkła w o niebo łatwiejszą fotografię cyfrową. Jak spisze się Autoboy i czy ma dla mnie kolejne niespodzianki (podklejenie osłony na obiektyw korkiem, by się lepiej trzymała, pomijam) – tego dowiecie się w pełnej recenzji, która już niebawem pojawi się tutaj. Macie jakieś pytania? Jak zwykle komentarze są dla Was.

Last modified: 2024-05-14