Moja średnioformatowa MAMIYA 645 jednak uszkodzona
Tanio nie będzie.
Od ostatnich kilku rolek działy się dziwne rzeczy ze zdjęciami z mojej ukochanej średnioformatowej Mamiya 645 1000s. Teraz w zasadzie po kilku różnych testach, to już bardziej niż pewne: będzie ona wymagać naprawy, w najlepszym wypadku będzie to synchronizacja czasów migawki. O zgrozo tanio nie będzie.
Nie jestem kolekcjonerem analogowych aparatów, chociaż moje półki w mojej męskiej jamie świadczą nieco inaczej. Prawdziwą jednak gwiazdą wszystkich aparatów, które mam to zdecydowanie Mamiya 645 1000s z Sekorem 70mm f2.8. Kilka lat temu to była najlepsza opcja w stosunku jakości do ceny, a bardzo zależało mi na czasie 1/1000s, który jako jedyny obsługiwany jest przez elektronikę, co oczywiście może nieść pewne konsekwencje przy późniejszych naprawach.
Mamiya sprawowała się wybornie, dając całą masę frajdy ze zdjęć. Każdy kadr był co do zasady pieczołowicie planowany, bo zdjęć tutaj raptem kilkanaście, a film tani nie jest. Sielanka trwała do momentu, w którym okazało się, że część rolki kompletnie nie wyszła. Zdjęcia wyglądały mniej więcej tak:



Wówczas pisałem:
Zastanawiam się, czy to faktycznie nie była padnięta bateria, chociaż oczywiście wskaźnik na mamiji mówi o tym, że bateria jest w pełni naładowana. Gdy mocniej się zastanowię, to faktycznie część zdjęć była robiona na 1/500s i najpewniej to właśnie te foty wyszły, a nie wyszły te, które były robione na 1/1000s. Oczywiście jeśli byłaby to słaba bateria, czy efekt nie powinien być odwrotny? Jeśli migawka nie daje rady klapnąć w czasie 1/1000s, tylko otwiera się na dłużej, to czy zdjęcia wówczas nie powinny być prześwietlone, zamiast niedoświetlone?
W zasadzie zwaliłem to na baterie, wymieniłem ją i postanowiłem zrobić rolkę na czasie nie krótszym niż 1/500s. Efekt był dużo lepszy, ale wszystkie zdjęcia dalej wyszły mocno niedoświetlone. Pomyślałem, że przy kolejnej prób, użyje światłomierza z innej apki, a nawet ustawienia, które pokazuje mi Nikon F3. No i jak? Właśnie trafiły do mnie skany i niestety wyrok jest jeden: Mamiya jest zwyczajnie uszkodzona, co również potwierdził mi zaprzyjaźniony Poznański Analog. Oto jak mniej więcej prezentują się zdjęcia z innym światłomierzem:


Mało tego, drugie zdjęcie zrobione na światłomierzu Nikona F3, który w jasnych warunkach potrafi delikatnie prześwietlać. W zasadzie większość fot wychodzi dość mocno analogicznie. Brakuje jakby 2-3 EV defaultowo.

Po pierwszych rozmowach z serwisami wiem że jeśli problem leży w rozjechanych czasach, to naprawa ma wedle jednego serwisu kosztuje z reguły od 500-1500 PLN, a jedynym ratunkiem jest fakt, że to Mamiya, więc górna granica może się zamknąć nawet w 800 PLN. To oczywiście w idealnym scenariuszu. Tanio nie jest, ale oczywiście nie pozostaje nic innego jak oddać staruszkę do wyregulowania, bo mimo swojego wieku i jak widać na zdjęciach czasem i mankamentów, to frajda robienia zdjęć średnim formatem jest niewspółmierna do zwykłych 35 mm (które dalej daje ogrom frajdy, oczywiście). Będę Was informował na bieżąco i wierzę, że niskim kosztem uda się naprawić Mamiyę.
analoglife mamiya 645 mamiya 645 1000s
Last modified: 14 stycznia 2026
