Analogowy Rolleiflex SL35 E już w moich rękach. Jest piękny… i nie do końca sprawny? #analoglife
Kawał pięknego analoga mi się trafił, ale z pewnymi wadami.
Kilka dni temu kupiliśmy zestaw ciekawych i niedrogich aparatów, które zasilą nam nasz minicykl #analoglife. Właśnie dotarły do mnie i Gustawa pierwsze przesyłki, więc czas uruchomić pierwsze wrażenia, naszych mam nadzieję dość udanych zakupów. Przed Wami na pierwszy ogień przepiękny i bardzo kompaktowy w swojej konstrukcji Rolleiflex SL35 E, zapraszam do garści pierwszych wrażeń.
Zakupy starych analogów zawsze obciążane są dużym ryzykiem. Pomijam te przypadki w których kupujemy sprzęt, który jest podejrzany, ale często się zdarzają takie sytuacje, w których deklarowany sprawny sprzęt… nie działa. Kilka pięknych stówek już utopiliśmy w takich projektach, ale jak to mówią, kto nie ryzykuje, ten nie pije napoju z bąbelkami.

Rolleiflex SL35 E
Marka Rolleiflex chyba najbardziej kojarzy mi się z ich dość charakterystycznymi TLRami, które w wersji f3.5 można kupić za naprawdę niewielkie pieniądze. Z dużym zaskoczeniem zobaczyłem, że robią także SLRy, kiedy jeden z nich rzucił mi się w oczy w trakcie oglądania ogłoszeń. Konstrukcja mnie zaciekawiła, bo wygląda na dość zgrabną i przede wszystkim pięknie zestarzałą. Co to znaczy? To znaczy, że pomimo najpewniej kilkudziesięciu lat, ten aparat wygląda naprawdę dobrze i cieszy oko swoim kompaktowym designem.
Trafiła mi się wersja zdaje się z dość popularnym szkłem od Zeiss, mianowicie Planar 1.8 50mm HFT (oczywiście dla niepoznaki sygnowany jako Rolleiflex). Taki zestaw tworzy naprawdę doskonałą konstrukcję, a i dodatkowo moja ulubiona ogniskowa. Niestety prócz tych wszystkich zachwytów, mój egzemplarz ma kilka wad. Przede wszystkim w miejscu gdzie jest oznaczenie modelu jest charakterystyczne przetarcie. Zauważyłem, że w tych aparatach dokładnie tam występuje problemy z odpornością farby/materiału. Otóż jeśli nie są przetarte, to często widać w ogłoszeniach, że robią się tam charakterystyczne odpryski farby. Sprawa jest dość podobna wokół wizjera, ale w moim przypadku wygląda na to, jakby poprzedni właściciel próbował najpewniej przykleić wizjer?

Nie mam problemu z podobnymi uszkodzeniami, bo pamiętajmy że to sprzęt, który najpewniej jest starszy ode mnie, a ja niestety już do młodzieniaszków się nie zaliczam, a technicznie to przekroczyłem biologiczną granice między młodością, a starością. Ten aparat mimo, że już dawno ją przekroczył, to jednak trzeba mówić o nim jako o eleganckim i bardzo dziarskim staruszku, który z jeszcze niejedno fotograficzne serce jest w stanie uwieść.
Drugi problem jest nieco bardziej frustrujący, bo dotyczy spustu migawki, czyli najważniejszego z punktu doświadczeń użytkownika elementu. Działa, to najważniejsze, ale niestety po jego naciśnięciu, jego powrót do pozycji wyjściowej zajmuje jakieś 2 sekundy. Niestety nie wiem z czego wynika problem, ale najpewniej związane jest to z tym, że dostał się tam jakiś bród, który nie pozwala mu sprawnie wrócić do pozycji wyjściowej. Najważniejsze jednak, że wygląda na to, że trzyma czasy, a przynajmniej na nie reaguje. To jednak frustrujący drobiazg i z tego powodu najpewniej oddam go do serwisu.

Kolejnym dziwnym rozwiązaniem, ale najpewniej działającym tak w zamierzeniu, jest wybierak czasu przysłony. Mamy tryby automatyczne i bulb, ale możemy wybrać jeden z czasów. O ile tryby A, B i X przeskakują na wybieraku, kiedy je wybieramy, o tyle na pozostałych czasach nie ma charakterystycznych oporów, mechanizmu, który by blokował zadany czas. W efekcie trącając wybierak, możecie zmienić nieświadomie czas migawki, nie mając nawet o tym pojęcia. Być może to wada aparatu, ale do czasu recenzji z pewnością to sprawdzę.








Rolleiflex SL35 E ma jeszcze jedną charakterystyczną cechę, która jest dla mnie sporą nowością, otóż przycisków ma na sobie tyle, ile pilot niewielkiego myśliwca w kokpicie. Przyznam, że ilość guziczków, pokręteł i cięgieł jest zaskakująca i zdecydowanie większa niż w podobnych konstrukcjach, które miałem okazje testować. Oczywiście wszystko jest kwestią poznania, ale ten jeden nieliczny raz aż musiałem zajrzeć do instrukcji, by upewnić się, do czego służą poszczególne elementy.
Jak podsumować te pierwsze wrażenia? Rolleiflex to piękny aparat i jeśli jakość zdjęć będzie, chociaż bliska temu, jak bardzo mi się ten aparat podoba, to możemy mieć do czynienia z królem SLRów, w kombinacji: design, jakość, cena. To zamierzam dla Was sprawdzić, a hurtowa ilość Kodaków Color już leci do naszej redakcji. Szykujcie się na dużą ofensywę kolejnych aparatów analogowych w testach!
Śledź stałkę na:
35mm analoglife rolleiflex rolleiflex sl35 e
Last modified: 07 sierpnia 2025
