Lumix GX80 nie zaskoczył mnie niczym, kompletnie. Jest tak ciekawy, jak o nim mówią
Uroczy maluch.
Kolejny odcinek sagi o wyborze żonowego aparatu. Wprawdzie to właściwie jego zwieńczenie (a przynajmniej taką mam nadzieję), bo jak się okazało po ostatecznym wyborze aparatu dla drugiej połówki, w końcu chyba mamy to, co było potrzebne. Kilka dni temu zamówiłem staruszka Lumixa GX80, który bynajmniej nie jest emerytem, a raczej energicznym gościem po czterdziestce, który wyczynowo zajmuje się thriatlonem – jeśli mamy już stosować odniesienia do ludzkiego wieku. Oto garść pierwszych wrażeń.
Lumix GX80 spadł znikąd i uratował sytuację związaną z aparatem. To musiała być szybka decyzja, więc nie ukrywam, że podjąłem ją za małżonkę, obiecując jej, że będzie zadowolona. Wprawdzie pierwsze wyjście na foty jeszcze przed nią, ale był już wieczorem zapoznawczy i kilka randomowych kadrów. Jest aprobata, więc to dobry i zły znak zarazem, bo po cichu liczyłem, że aparat przejdzie w moje ręce w przypadku braku akceptacji.

Dzisiaj zabrałem go ze sobą do biura, by spróbować zrobić kilka kadrów na pierwsze wrażenia i jestem tym aparatem zachwycony. W zasadzie to darze każdy niewielki aparat automatycznym uczuciem, bo przerobiłem ich wszystkich już trochę i największa przyjemność jest jednak z tych sprzętów, które możesz mieć ze sobą, a więc powinny być niewielkie. W innym wypadku tracę tony okazji, by zabrać aparat ze sobą.
GX80 jest niewielki, powiedziałbym z perspektywy mojego dość niewielkiego aparatu Sigma FP L, że nawet zabawkowy. Mam do niego dwa obiektywy 12-42mm i ponoć kultowy 20mm f/1.7. Po kicie nie oczekuje cudów, ale to doskonałe uzupełnienie, tym bardziej, że patrząc na cenę zestawu, to w zasadzie dostałem go gratis. Za to 20mm f/1.7 zapowiada się naprawdę interesująco. Wszyscy użytkownicy tego modelu zachwalają jego zaskakującą ostrość i faktycznie chyba wiem, co mają na myśli patrząc na kilka fot, które zrobiłem.

Obsługa interfejsu Lumixa jest mi doskonale znana, bo niegdyś byłem reprezentantem M43, ale skłamałbym, gdybym darzył ją sympatią. Nie umiem określi mojego doświadczenia i nie wiem co mi w niej przeszkadza, po prostu nie przepadam. W Sigmie FP L jest bosko, prosto, minimalistycznie wręcz. Nikona i Canona też doskonale wspominam, ale mam jakąś niechęć do Lumixowej. Nie mogę jednak odmówić, że jest cholernie intuicyjna, dużo bardziej moim skromnym zdaniem niż u konkurencji, tak, by osoba, która nie zjadła zębów na fotografii umiała się odnaleźć i miała wszystko pod ręką.

Z łatwością GX80 schowacie do kieszeni, oczywiście ze wspomnianym obiektywem 20mm, bo z kitem byłoby trudniej. Wszystkie przyciski interfejsu są pod ręką, a obsługę można realizować z powodzeniem przy pomocą jednej dłoni (chociaż thumbgrip by się przydał). Nawet niewielkie przyciski nie przeszkadzają, a dźwięk migawki jest zaskakująco przyjemny. Jest też wychylany ekran, co w takim maleństwie może nie być oczywistą sprawą.
EVF to nie jest oczywiście poziom Leica Q3, ani nawet blisko, ale jest, ale to bardzo ważne w kontekście tego, że sam często cierpię, brakuje mi go w mojej FP L szczególnie w słoneczne dni. O dziwo jest też lampa, sprytnie ukryta w górnej części aparatu. Gdyby jej nie było, myślę, że nie rozpaczałbym szczególnie. Bardzo cieszy zastosowanie pokrętła tuż pod wybierakiem, którym możecie sterować wybranymi funkcjami. Doskonale się zapowiada ten maluch, szczególnie, że kilka pierwszych randomowych fot zaskakuje jakością, jak na gabaryt i rozmiar matrycy.
Jestem zachwycony, bo i jakość zdjęć zapowiada się na naprawdę przyzwoitą, dołączam kilka randomowych fot, w ramach pierwszych wrażeń. Pierwsza połowa zrobiona 50mm f/1.7, druga kitem i wracam do Was, gdy tylko poznam się lepiej ze sprzętem, jak mi luba pozwoli, rzecz jasna.












Śledź stałkę na:
Last modified: 21 stycznia 2026

1.Albo udajesz albo celowo-tak dla poklasku-pokazujesz brak znajomości pięknego języka ojczystego.
2.Chybas nigdy w życiu nie miał zapiętego oryginalnego Lumixa Vario 12-42 w pozycji startowej że takie bzdury piszesz. Wchodzi w kieszeń miodzio. A 20/1,7 a-fakt-jest super. Nie gorsza 17/1,7. Ale to już dywagacje.
Najważniejsze mieć fotka ze sobą w danej sytuacji i umieć pstryknąć. Ja np.przesadzam z ilością klatek – syndrom uwolnienia z okowów 36.klatek na błonie 135.
Cóż za piękna ironia, pouczasz mnie w sprawie języka polskiego, stosując „chybaś”. Nie będę się pastwił, tak to zostawię 🙂
Co do 14-42 faktycznie, nigdy go nie miałem, ale ostatnie kilka zdjęć powyżej nim zrobiłem. Wszystko zależy od pojemności kieszeni, ale aparat traci mocno na gabarytach z tym obiektywem, w stosunku do wspomnianego 20mm f1.7.
Mój ukochany GX80, którego niechcący zabiłem kilka tygodni temu i nadal nie potrafię znaleźć godnego następcy…
Myślę o jakimś Olympusie, np OM-5, bo gabarytowo mu blisko ale mam problem się zdecydować. A Panasonic temat M4/3 odpuścił, smutek.
Irytującym problemem jest brak współpracy stabilizacji między body i szkłami Oly/Pana. Ale nawet na stabilizacji samego obiektywu idzie cykac dobre fotki przy dłuższym czasie otwarcia migawki.
Kurna, chyba jednak kupię drugiego GXa. Polubiłem te kolory i że zawsze był przy mnie.