ZENDURE Passport Pro - to urządzenie musi mieć każdy, kto podróżuje!

ZENDURE Passport Pro – to urządzenie musi mieć każdy, kto podróżuje!

Opublikowano 9.03.2020 20:01 Aktualizacja: 9.03.2020 20:23 - Akcja Partnerska


Ostatnio można powiedzieć, przez przypadek trafiło w moje ręce urządzenie ZENDURE Passport Pro. Będę spoilerował i od razu napiszę, że uważam je za „towarzyskie odkrycie roku”. Trzy tygodnie temu, chwilę przed urlopem żyłem już tylko wyjazdem, praca oczywiście musiała być wykonana, ale w głowie rządziła już Azja. Kilka dni przed wylotem nawet nie pomyślałbym, że takie urządzenie w ogóle istnieje. A nawet jeśli bym się dowiedział, to do głowy by mi nie przyszło, że może mi się ono przydać.

Taka wizja brzmiałaby niedorzecznie, szczególnie że kupując nowy sprzęt toczę kilka tygodni walki wewnętrznej, a także analiz „czy aby na pewno znajdę sposób na wytłumaczenie żonie, że sprzęt ów mieć muszę?”.

W ostatnich dniach przed wyjazdem mój szanowny Redaktor Naczelny zaczął ostro mnie pingować na naszym redakcyjnym komunikatorze. Jak wspomniałem, głowa już była na urlopie, więc pierwsze co mi przyszło do głowy „pewnie znalazł jakieś kwiatki w tekście, albo co gorsze – nasz Czytelnik coś znalazł”. Dopadłem telefon, a tam jedno proste pytanie: „@Przemyslaw chcesz konwerter Zendure, idealny do testów w Tajlandii. Pilne!”. Myślę sobie wtedy „o co mu chodzi, co mi po jakimś konwerterze w Tajlandii?”. Szybkie googlowanie no i zgodziłem się, bo przecież szefowi się nie odmawia, szczególnie przed urlopem. Z nieukrywaną dawką sceptycyzmu czekałem wiec na kuriera, mając cichą nadzieję, że może nie zdąży przed moim wylotem. Zdążył. I dzisiaj mogę stwierdzić jasno – bez tego sprzętu miałbym zupełnie inną podróż. Bez wątpienia gorszą!

ZENDURE Passport Pro – wygląd

Urządzenie jest dość niepozorne. Przypomina kostkę rozgałęźnika, zresztą w pewnym sensie takim rozgałęźnikiem jest. Obudowa jest wykonana z wysokiej jakości plastiku, a na dodatek dobrze odlana, nie widać w niech typowych dla tanich rozwiązań kanciastych brzegów, czy też śladach po formie odlewowej. Plastik jest dość miękki w dotyku. W dość zgrabnym pudełku, oprócz urządzenia znajduje się także elegancki, materiałowy pokrowiec. Chroni on bez wątpienia adapter w transporcie, tak aby nie ulegał zniszczeniu.

Słowo konwerter opisujące to urządzenie jest może nie do końca idealne, bo jest to bardziej adapter. Na początku jednak nie za bardzo wiedziałem, co ja mam w nim testować, bo przecież takich adapterów podróżnych jest na pęczki. Po rozpakowaniu paczki już wiedziałem, że byłem w błędzie. Szybko znalazł się w moim bagażu i mogłem jechać. Stwierdziłem, że potestuję, zrobię zdjęcia i napiszę swoje wrażenia. Po pierwszej godzinie lotu nastąpiła zmiana podejścia do tego produktu. Lecąc katarskimi liniami, próżno było w nich szukać „normalnych gniazdek”. Oczywiście miałem powerbanka, ale wolałem go zostawić na bardziej czarne godziny w pierwszych chwilach pobytu w Azji, niż na oglądanie filmów na iPadzie, czy też inne rozrywki.

Wyciągnąłem ładowarkę od iPada i szybko umieściłem wtyczkę w gniazdku. Miało być niby dostosowane do europejskich wtyczek, i owszem – wtyczka weszła, ale były takie luzy, że musiałem trzymać ją cały czas. No nic, stwierdziłem, że pozostają mi filmy udostępnione w samolocie i jakoś te 13 godzin zleci. Wtedy mnie olśniło i przypomniałem sobie o moim tak bardzo niechcianym adapterze! Była jednak pewna wątpliwość – „czy na pewno mam go w podręcznym?”. Wtedy właśnie zrobiłem to dziwną minę, kiedy moja żona od razu wie, że „próbuję” myśleć. Rzuciłem się do plecaka i jest!

Szybko wybrałem rodzaj gniazdka i wpiąłem adapter do samolotowego gniazdka. Pasował idealnie, od razu wpiąłem tam USB-C od iPada, a także dwa smartfony na USB. I tutaj od razu ciekawostka – próbowałem wcześniej wpiąć Samsunga S10 do gniazda USB w fotelu samolotu i czas ładowania wynosił 4 godziny… Po wpięciu trzech urządzeń do adaptera – wyświetlił się czas standardowy, czyli około 1,5 godziny. 

ZENDURE Passport Pro – specyfikacja

Oczywiście największym plusem adaptera jest możliwość szybkiego ładowanie poprzez USB-C (moc 18 W). Dodatkowo urządzenie wyposażone jest w uziemienie. Posiada również guzik reset. Jak wspominałem, oprócz złącza USB-C znajdziemy tam trzy porty USB, a także główne gniazdo (z dodatkowym przejściem na wtyczki brytyjskie).

  • Wymiary: 68 x 49 x 66 mm
  • Waga: 195 g
  • AC wejście: 100-250V, 50-60Hz
  • AC wyjście: max 10 A
  • USB łącznie na wyjściu: 30W

Na bocznej obudowie adaptera znajdziemy trzy przełączniki, które dostosują urządzenie do gniazdek.

Adapter na pełnej mocy!

Podczas niespełna trzytygodniowego wyjazdu odwiedziłem w sumie 5 hoteli, każdy z nich gwarantował „europejskie” gniazdka. Niestety żaden z nich typowo naszych gniazdek nie posiadał, a wszędzie były te z 3 bolcami, a nasze wtyczki po prostu w nich „latały”. Pierwszą więc czynnością po wejściu do pokoju było umieszczenie w jednym z gniazdek adaptera. Warto zaznaczyć, że gniazdek w tajskich hotelach jest jak na lekarstwo (w jednym z hoteli było tylko jedno w pokoju), zatem adapter spełniał się nie tylko jako przejściówka, ale także i głównie jako rozdzielacz.

Nie sądziłem, że będę miał aż takie możliwości i szerokie pole do testów. Już pierwszego dnia poszła pełna moc: iPad Pro podpięty do USB-C, iPhone 8 Plus, wspomniany S10, do tego powerbank 20000 mAh. Zostało jedno wolne gniazdo, żona postanowiła więc sprawdzić moc adaptera i wpięła tam prostownicę o nieziemskim zapotrzebowaniu na energię. Od razu przyszło mi do głowy sprawdzenie spadku napięcia, nic jednak bardziej mylnego – Samsung jako jedyny pokazywał czas do końca ładowania i był to taki sam czas zarówno przy odpaleniu prostownicy na pełną moc, jak i po odłączeniu wszystkich urządzeń. Temperatury w Tajlandii dość wysokie, a po godzinie ładowania kostka była lekko ciepła, na pewno niegorąca. Plus!

Podsumowanie

Adapter ZENDURE Passport Pro był ze mną podczas podróży cały czas i nie wyobrażam sobie, czemu wcześniej mi nie wpadło do głowy, żeby pomyśleć o czymś takim. Bez wątpienia poprawił jakość mojego wyjazdu. Eksploatowałem to w ciężkich, tropikalnych temperaturach przez ponad dwa tygodnie, dodatkowo w samolotach. Ani razu mnie nie zawiódł. Jeśli podróżujecie, warto pomyśleć o tym niepozornym kombajnie, który zaspokoi Wasze potrzeby, jeśli chodzi o zasilanie urządzeń. Cena adaptera zaczyna się już od 170 zł, a uważam, że przy dalszych wyjazdach taki koszt jest nieznaczny, a może uratować nas w wielu sytuacjach. Bez wątpienia od teraz adapter będzie jedną z pierwszych rzeczy, jakie będę pakował do plecaka przed wyjazdem.


Sprzęt do testów dostaliśmy od Zendure Polska.

Wieści z Rozładowani.pl