Zdobywaj wyznawców, tocz pojedynki, dbaj o swoją wioskę - poznajcie "Godhood"

Zdobywaj wyznawców, tocz pojedynki, dbaj o swoją wioskę - poznajcie "Godhood"

Opublikowano 10.07.2019 13:38 -


Magia nieskomplikowanych gier strategicznych polega na tym, że łatwo angażują gracza. Później, w trakcie zabawy, okazuje się, że zarządzanie zasobami wcale nie jest takie proste. Pojawiają się przeszkody, z którymi trzeba sobie poradzić. To właśnie one napędzają całą grę. Bez wyzwań misterne kreowanie sieci tworzenia i dystrybucji zasobów byłoby pozbawione sensu. W grach strategicznych kryzysy pozwalają sprawdzić własne umiejętności oraz zrozumieć mechanikę kształtowania się problemów. Poznajcie Godhood!

Doświadczyłem czegoś takiego w serii „Black & White”. Była to ciekawa strategia czasu rzeczywistego, w której gracz wcielał się w bóstwo. Co ciekawe, można było zostać złym bogiem, karać swoich wyznawców, czy składać ich w ofierze, aby zwiększyć swoją moc. Elementem dającym sporo zabawy było zajmowanie się chowańcem, który stanowił ucieleśnienie boskich sił w wirtualnym świecie. Zadaniem gracza było reagowanie na jego zachowanie w taki sposób, aby wyrobił on sobie określone nawyki. Bycie bogiem w „Black & White” było ciekawym doświadczeniem. Dlatego chętnie sięgnąłem po produkcję „Godhood”, która korzysta z tego tematu, choć — jak się okazało — inaczej układa akcenty.

Godhood od Abbey Games

Za ten tytuł odpowiada studio Abbey Games. W 2015 roku wydali genialną grę „Renowed Explorers”. Była to strategia turowa, która w dużej mierze opierała się na zarządzaniu zasobami w trakcie długich wojaży. Swoim klimatem gra nawiązywała do powieści przygodowych autorstwa Juliusza Verne’a. Jako oddany fan tego pisarza od razu wsiąkłem w opowieści z rodem z „Tajemniczej wyspy” lub „W 80 dookoła świata”. „Godhood” to kolejny tytuł Abbey Games. Twórcy pozostali przy znanej sobie formule — i ten tytuł jest strategią polegającą na zarządzaniu zasobami. Tym razem jednak celem gracza nie jest pokonanie innych podróżników, ale zostanie potężnym bóstwem. Aby go osiągnąć, trzeba szkolić wyznawców, toczyć pojedynki oraz dbać o swoją wioskę.

Pozornie „Godhood” nie wygląda na skomplikowane. Przypomina sympatyczną grę mobilną, w której zabawa opiera się na przydzielaniu jednostkom różnych zadań. Po zakończeniu tury akcje zostają wykonane, a nagrodami są różne zasoby. „Godhood” ma głębię.

A jednak jej nie widać. Wszystko przez brak dobrego samouczka. Zostałem wprowadzony w podstawy, ale później musiałem radzić sobie sam. Dlatego tak do końca nie rozumiałem, na czym polega rozbudowa wioski. Nie widziałem, jak szkolić jednostki. A waga dokonywanych cudów uderzyła we mnie po kilku godzinach zabawy. Z uwagi na to, że nie widziałem o wielu rzeczach, a wrodzona ciekawość zmusiła mnie do przeczytania opisów w interfejsie, zbyt późno dotarło do mnie, jak wiele błędów popełniłem. Moja pierwsza rozgrywka zakończyła się spektakularną porażką. Dopiero za drugim razem świadomie zarządzałem wioską oraz jednostkami.

Kluczowe dla „Godhood” jest odpowiednie zbudowanie drużyny, którą wysyła się na misje. Konieczne jest dobieranie postaci posługujących się aspektami negującymi siłę przeciwnika.

„Godhood” opiera się na mechanice znanej z zabawy papier-kamień-nożyce. Trzeba tak zbudować drużynę, aby była odporna na ataki wroga, a jednocześnie zadawała jak największe obrażenia.

Godhood - a jakie wady?

Nie byłbym sobą, gdybym się do czegoś nie przyczepił. Moim zdaniem najsłabszym elementem „Godhood” jest walka. Żywcem inspirowana mobilnymi grami z gatunku idle. Co to oznacza? Brak wpływu na działania jednostek.

Wygląda to tak: zaczyna się starcie, trwa kilka tur, a ja patrzę, jak moi wojownicy się ścierają. W międzyczasie losowane są umiejętności wykorzystywane w trakcie walki oraz przeciwnik, który będzie atakowany.

Naprawdę mnie to rozczarowało. „Godhood” zmusza do dbania o swoją drużynę, do zastanawiania się, jakie statystki rozwijać oraz, które umiejętności ulepszyć. Później jednak nie pozwala na kierowanie jednostką na polu bitwy. Kompletnie nietrafiony pomysł. Dziwię się, że twórcy zdecydowali się na taki krok.

Zabawa w „Godhood” sprawiła mi dużo radości, którą szybko rozmył brak kontroli nad walką jednostek. Jednak to może być tylko gadanie gracza wychowanego w innych czasach i na innych produkcjach.

Wieści z Rozładowani.pl