Dla niektórych może nie być to zaskoczeniem – Microsoft deklarował przecież, że Xbox Series X będzie „najpotężniejszą konsolą w historii”. Moim zdaniem warto jednak zawsze zweryfikować takie przekazy marketingowe. I tak właśnie postąpili redaktorzy serwisu Digital Foundry.

Z oczywistych względów – konsola nie miała jeszcze swojej oficjalnej premiery – niemożliwe jest sprawdzenie wydajności Xbox Series X w najnowszych grach stworzonych z myślą o niej. Większą moc obliczeniową widać już jednak gołym okiem, np. patrząc na liczbę wyświetlanych klatek na sekundę.

W „Final Fantasy”, „Call of Duty” czy „Tomb Raider” nowsza konsola w czasie testów utrzymywała zazwyczaj stały framerate na poziomie 60 klatek na sekundę lub niewiele mniej. Xbox One X w tych tytułach radzi sobie dobrze, ale są bardziej spektakularne sceny, gdzie liczba klatek spada do 30-40. Na XSX nie zaobserwowano takich spadków. Co więcej, nowa konsola trochę lepiej radzi też sobie z emulacją tytułów z Xboksa 360.

Serwis The Verge z kolei porównał szczegółowo czasy wczytywania się gier. Xbox Series X posiada szybki dysk SSD NVMe, przez co ładowanie ma być dużo szybsze. I faktycznie – np. „Warframe” uruchomiło się już po 25 sekundach na nowej konsoli. Xbox One X potrzebował na to ponad minutę więcej! Oczywiście nie wszystkie gry wykazują taką diametralną różnicę, ale dysk SSD to zazwyczaj co najmniej kilkadziesiąt sekund szybsze loadingi.

Trzeba przyznać, że usprawnienia zastosowane w Xbox Series X naprawdę robią wrażenie. Pamiętajmy, konsoli nie ma jeszcze oficjalnie w sklepach, a zaprezentowane nowości to tylko początek możliwości nowego dziecka Microsoftu. Gry nie są jeszcze dostosowane do Xbox Series X i deweloperzy mogą sprawić, że wszystko będzie działać jeszcze szybciej. Mówi się także, że nowa konsola ma jeszcze trochę mocy w zanadrzu, której Microsoft póki co nie odblokował, aby zarezerwować ją właśnie dla twórców gier chcących usprawnić wydane już tytuły.

Cóż, pozostaje czekać do listopada.