Xbox One X to ostatni Xbox w historii? | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Xbox One X to ostatni Xbox w historii?

Opublikowano 2 miesiące temu -


Przyglądam się komentarzom internautów, którzy okopani w swej zaściankowości z zoologiczną wściekłością uderzają to w obóz Sony, to we włości Microsoftu. Sam mam problem z wyłonieniem zwycięzcy tegorocznego E3, które odbyło się jak zwykle w słonecznym Los Angeles, pełnym plaż, gwiazd i oczywiście gier wideo.

Nie były to najlepsze konferencje w dziejach. Żadna z nich nie zbliżyła się nawet do podium najlepszego widowiska dekady. Było do bólu poprawnie. Najważniejszą rzeczą bez dwóch zdań był premierowy pokaz Xboxa One X, który wcześniej nosił alias Project Scorpio.

Xbox One X to nie to, co myślicie, ale i tak sprytnie sobie to Microsoft obmyślił.

Od teraz Microsoft ma najmocniejszą konsolę na rynku. Nieco lepiej zadziałają na niej nawet gry, które ukazały się zaraz po premierze Xboxa One. Wiele nowych tytułów jest już przystosowane do ogarnięcia potencjału w niej drzemiącego, a część jest tworzona właśnie z myślą o jej możliwościach.

xbox one x polska cena
2149 zł. Na tyle wyceniono Xboxa One X w naszym kraju - przyzwoita cena jak za taki sprzęt | Grafika: Microsoft

Jednak wcale nie o to chodzi. Chodzi o gry multiplatformowe. Nawet jeśli na Xboxa wychodzi obecnie mniej tytułów na wyłączność, to na sprzęcie Microsoftu praktycznie wszystkie produkcje zadziałają lepiej. A niektóre, jak chociażby prezentowane na E3 Anthem, będą produkowane najpierw z myślą o tym, by ujarzmić moc drzemiącą w konsoli Xbox One X.

Tym samym Microsoft wysyła do sklepów sprzęt, który zapewni graczom najlepsze doznania. Jeśli masz telewizor obsługujący standard, jakim staje się 4K, to wybór może być tylko jeden. Niestety nawet Playstation 4 PRO jest w swej potędze zbyt słabe, by zadowolić najwybredniejszych graczy.

Xbox ma jednak problem, są nim gry wyłączność.

Widziałem kilka wyliczanek w nagłówkach zagranicznych, jak i rodzimych serwisów. Microsoft pokazał bodaj 24 gry na wyłączność. Sam nie liczyłem, bo nie ilość, a jakość ma dla mnie największe znaczenie. Ba, nie przykładam nawet wagi do jakości przeliczanej na sprzedaż. Zawsze kieruję się osobistym widzimisię. I tutaj Xbox zawiódł niemal po całości.

Pokazano siódmą odsłonę Forzy Motorsport oraz wałkowane od dłuższego czasu i kompletnie do mnie nietrafiające Sea of Thieves, Crackdown 3 oraz budzące minimalne nadzieje State of Decay 2. Ponadto kilka indyków oraz produkcji do których mam stosunek tak obojętny, że nawet nie chce mi się wygooglować ich tytułów.

Sony pokazało ciekawie zapowiadające się Days Gone; Hidden Agenda trafiające idealnie w mój gust; Spider-Mana, który nie może być słaby; mającego oddanych sympatyków God of War; wspaniałe Detroit: Become Human; oraz Uncharted: The Lost Legacy, czyli grę z serii tych, które nie zawodzą nigdy.

Mówcie, co chcecie. Na moje to Sony grami ekskluzywnymi nie tyle miażdży Microsoft, a miażdży, wgniata w ziemię, drepcze, śpiewa, gwiżdże... I takie tam.

Jedyna gra na Xboxa, która do mnie trafiła to Life is Strange: Before the Storm.

Konferencję Microsoftu oglądałem, rozmawiając z dziewczyną przez telefon, narzekając jej na biedną ofertę, jaką firma przygotowała dla graczy. W pewnym momencie wypaliłem, że przygarnąłbym coś w stylu Life is Strange czy The Wolf Among Us. Nie więcej niż pięć minut później zaprezentowano Life is Strange: Before the Strom. Czyli trzyodcinkowy prequel do cudownie opowiedzianej historii, którą część z Was zapewne kojarzy.

Zostawmy jednak moje paranormalne zdolności przewidywania przyszłości i skupmy się na innych dziwactwach. Nie wiem jak Wy, ale ja czerpię coraz mniej satysfakcji ze strzelania dla samej radości strzelania. Nudzi mnie jeżdżenie bez celu samochodami. Nie mam cierpliwości do kopania w wirtualną piłkę. Nie chce mi się układać śmiesznych rozpikselowanych klocków. Dlatego gry takie jak Life is Strange traktuję jako dobro w najczystszej postaci. Pozwalają zatopić się w świat i pochłonąć nie grafiką, nie zwierzęcą dynamiką, a historią. Kocham produkcje z dobrą opowieścią i świetnie skrojonymi postaciami, na których mi zależy.

Mimo to Microsoft trochę z nas zakpił. Czy to oznacza, że Xbox One X to ostatni Xbox?

Tegoroczna konferencja Xboxa w zasadzie sprowadziła się do potężnego Xboxa One X, a cała reszta była dosyć nudna, biedna i wtórna. Bo czy naprawdę wielką rzeczą było ogłoszenie wstecznej kompatybilności z pierwszym Xboxem? Konsola służy do grania, a nowych ekskluzywnych gier nam poskąpiono - te świadczą o sile, w tym wypadku o słabości sprzętu. I nic nie zapowiada tego, żeby miało się to w najbliższym czasie zmienić.

Wygaszanie kolejnych wewnętrznych studiów developerskich, zrywanie kontraktów z zewnętrznymi, irytujące kupowanie praw do gier na wyłączność tymczasową - to wszystko nie nastraja optymistycznie. Wygląda jak wygaszanie marki, której ostatnią deską ratunku wydaje się właśnie Xbox One X.

To nie byłby dobry znak dla graczy. Pozostawienie rynku dla Sony i Nintendo mocno wyhamowałoby konkurencję, a co za tym idzie, firmy nie musiałby się tak bardzo, jak dziś starać o graczy. Dlatego potrzebujemy Xboxa, ale Xboxa na miarę naszych marzeń. Konsoli, która będzie oparta nie jak do tej pory przede wszystkim na kilku wyrobionych markach, świetnych usługach, ale również, a właściwie przede wszystkim znakomitych, nietuzinkowych grach. Bo do Gears of War, Halo czy Forzy przekonanych nie trzeba przekonywać drugi raz.