[WYWIAD] „Przyszłością fintechów są blockchain, voice assistant, sztuczna inteligencja, boty” – mówi Julia Ławniczak-Gościńska z TransferGo

[WYWIAD] „Przyszłością fintechów są blockchain, voice assistant, sztuczna inteligencja, boty” – mówi Julia Ławniczak-Gościńska z TransferGo

Opublikowano 1.07.2019 20:55 - Akcja Partnerska


TransferGo to innowacyjna aplikacja, która powinna znaleźć się w smartfonie każdego współczesnego emigranta. Dzięki unikatowej metodzie umożliwia znacznie tańsze (nawet o 90%), szybsze (nawet w mniej niż 30 minut) i łatwiejsze przelewy międzynarodowe. Ale TransferGo to nie tylko technologiczna nowinka. To też specyficzne, wręcz przyjacielskie podejście do klienta, swoista opieka i wsparcie w trudach przebywania na obczyźnie.

O wyjątkowych rozwiązaniach TransferGo, bezpieczeństwie danych, technologiach i przyszłości fintechów Alicja Górska rozmawiała z Julią Ławniczak-Gościńską.

Alicja Górska: Prawie każda duża firma ma swój mit założycielski. Czy jakiś skrywa się także za kulisami powstania TransferGo?

Julia Ławniczak-Gościńska: Tak, taka historia jest w naszej firmie. Naszych dwóch pierwszych założycieli pochodzi z Litwy. Studiowali w Wielkiej Brytanii i postanowili założyć swój pierwszy biznes, który polegał na imporcie i eksporcie produktów. Pierwszą rzeczą, która sprawiła im bardzo duży problem – i przez co stracili bardzo dużo pieniędzy, które zainwestowały i ich rodziny, i znajomi, i przyjaciele, i oni sami – było właśnie przewalutowanie pieniędzy z jednego banku do drugiego. Pieniądze trafiły nawet na zły numer konta. Po tej sytuacji stwierdzili, że fajnie byłoby założyć aplikację, która będzie łatwa, oczywista i dostępna dla emigrantów w ich własnym języku. I tak, 6 lat temu, w 2012 roku, nasz prezes Daumantas Dvilinskas wraz z kolegą stworzyli start up.

AG: Czym TransferGo różni się od e-portfeli takich, jak PayPal, Masterpass czy Google Pay?

JŁG: Transfer Go ma licencję e-wallets. Nie jest jeszcze ona ogólnie dostępna, ale oczywiście zamierzamy ją w przyszłości wprowadzić. Na tę chwilę jesteśmy jednak pośrednikiem, który umożliwia przesyłanie pieniędzy międzynarodowo, ale po niższym kursie, kursie międzybankowym. Zawsze wiemy, ile odbiorca dostanie pieniędzy na konto. W banku nigdy tak naprawdę nie wiemy, jak zmieni się kurs w ciągu tych dwóch czy trzech dni potrzebnych do dokonania transakcji. Banki używają rozwiązania o nazwie SWIFT, które jest już bardzo przestarzałe, jego początki sięgają lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku. Jest to metoda powszechnie używana przez każdy bank, chociaż nie jest ani tania, ani szybka. W naszym przypadku pieniądze nie przekraczają fizycznie granicy, więc możemy zminimalizować koszty i dzięki temu też szybciej przekazać te pieniądze naszym użytkownikom.

AG: Słowo „fintech” to jedno z nielicznych haseł tego typu, które upowszechniły się w Polsce. InsureTech, WealthTech czy PayTech wciąż stanowią dla Polaków słowa obce. Mimo tego wydaje się, że Polacy wciąż jednak fintechu się boją, utożsamiając go z czymś nowym i niepewnym. Tymczasem o narodzinach fintechu mówi się już w kontekście lat 90., a nawet 80. Zjawisko to ma więc swoją „tradycję”. Kto dzisiaj korzysta z technologii finansowych? Czy, jak mogłoby się wydawać, wyłącznie ludzie młodzi, którzy wychowali się w świecie nowoczesnych technologii?

JŁG: Potrzeba korzystania z TransferGo w przypadku Polaków wynika przede wszystkim z tego, że starają się być jak najbardziej oszczędni. Jeżeli już wyjeżdżają na emigrację i ich rodzina zostaje w Polsce, to tak naprawdę liczy się dla nich każda złotówka. Z tego powodu szukają sposobów, żeby jak najtaniej, najlepiej, najszybciej i najbezpieczniej przesłać pieniądze. Nadal obserwujemy, że Polacy nie sprawdzają rozwiązań na np. Trustpilot, bo zewnętrzne opinie od obcych ludzi nie mają dla nich znaczenia. By czemuś zaufać, muszą się o tym dowiedzieć od swojego znajomego, czy od rodziny. Co więcej, raczej szukają na ten temat informacji w Polsce, a nie w kraju, w którym pracują. Polacy poświęcają również bardzo dużo czasu na to, żeby znaleźć najbardziej optymalne rozwiązanie. Wciąż też widać bardzo niskie zaufanie do fintechów, które często kojarzą się z kryptowalutami, nie najlepiej przedstawianymi w Polsce, oraz z blockchainem, wciąż uważanym za coś magicznego i niebezpiecznego, choć tak naprawdę to aktualnie najszybsza i najbezpieczniejsza pod względem ochrony danych technologia, także jeżeli chodzi o przelewanie pieniędzy. Muszę przyznać, że jeżeli sprawdzimy dane z innych krajów europejskich dotyczące współpracy banków z fintechami to np. Polska jest jednym z krajów, w którym banki dostrzegają plusy ze współpracy z firmami fintech. Polskie banki nie boją się tego, nie uważają firm fintech za rywali, tylko widzą, że to połączenie mogłoby przynieść obopólne korzyści. Co ciekawe,na przykład we Francji jest kompletnie odwrotnie. Prawie 50% banków we Francji stwierdziło, że fintechy to zagrożenie i nie planują z nimi współpracy. Traktują je jako coś niebezpiecznego, jako konkurencję. W Niemczech z kolei, chociaż nie jest to kraj otwarty na nowe technologie (Apple Pay pojawiło się tam bardzo niedawno, zaledwie kilka tygodni temu) i wciąż wysoko ceni gotówkę, też dostrzega się potencjał współpracy z fintechami. Rząd niemiecki wspiera rozwój fintechów, dofinansowując współpracę z bankami.

AG: Czy to taka nasza polska specyfika, że ufamy tylko „swoim”?

JŁG: Naszym głównym klientem jest emigrant zarobkowy. W większości są to tak zwani blue-collar workers, czyli pracownicy fizyczni, którzy wyjeżdżają na budowę czy opiekują się dziećmi lub osobami starszymi. To nie są osoby, które mają bardzo dużą wiedzę technologiczną, czy też śledzą wiadomości, nowinki. Naszą strategią jest to, żeby w jakiś sposób przekonać ich, że pracujemy dla nich. Dlatego też posiadamy specyficznie działający zespół. W Niemczech pracuję np. ja. Ja, Polka mieszkająca za granicą, pracuje dla Polaków także przebywających na emigracji. Razem ze mną w biurze TransferGo pracują też osoby z Rosji, Rumunii, Turcji, a na przykład dla społeczności ukraińskiej w Polsce w Warszawie pracuje nasza koleżanka z Ukrainy. Żyjemy i pracujemy za granicą, więc znamy problemy życia na emigracji, wiemy, co jest potrzebne i jak dostosować produkt oraz strategię, żeby rzeczywiście klientom pomóc i sprawić, żeby przelewy naprawdę były dostępne dla każdego, żeby były łatwe, zrozumiałe i bezpieczne.

W swojej pracy intensywnie działam z lokalnymi społecznościami, w szczególności w Berlinie. Dzięki temu zaobserwowałam pewne wzory zachowań Polaków za granicą. Są osoby, które wyjeżdżają tylko zarobkowo, czyli wyjeżdżają tylko na pewien okres albo do osiągnięcia jakiegoś celu – chcą spłacić kredyt w Polsce, zarobić pieniądze i wybudować dom – by później wrócić do Polski. Wiąże się z nimi takie utopijne myślenie o powrocie do domu: byle zarobić i wrócić do Polski. Ale są też ludzie, którzy cały czas narzekają na życie na emigracji, choć tak naprawdę wcale nie chcą wrócić do Polski. Mówią, że to jest nie takie, to jest złe, ale jednocześnie chcą otwierać restauracje z lokalnym jedzeniem, np. pierogami; organizować festiwal Polonii. Wydawało mi się, że Polacy na emigracji nie skupiają się w grupy, tymczasem w Niemczech obserwuję ten trend. Widać polskie knajpy, wszędzie można kupić polskie piwo. Są też festiwale, spotkania, występy dla dzieci. Jest nawet szkoła z językiem polskim dla dzieci, które urodziły się już w Niemczech (czyli mają już niemieckie obywatelstwo, ale ich rodzice nadal „są z Polski”). Rzuca się więc w oczy, że Polacy na emigracji w jakiś sposób się wspierają i rzeczywiście starają się cały czas kultywować narodowe tradycje. W domach słychać polskie radio i polską telewizję.

AG: Brzmi bardzo familiarnie.

JŁG: Jest rzeczywiście tak jakby się było w jednej rodzinie i to tylko dlatego, że mówi się jednym językiem. To naprawdę fajne, bo człowiek nie czuje się sam na tej emigracji. A czasem są takie momenty. I to mimo tego, że bardzo dużo osób mówi po niemiecku, żyje w Niemczech, pracuje w Niemczech. Miałam okazję poznać mężczyznę, który bardzo dużo robi dla Polonii w Berlinie. 16 lat, albo nawet dłużej, pracuje i żyje w Niemczech. Jego dzieci też urodziły się w Niemczech i mówią perfekcyjnie po niemiecku i po polsku. Kiedy jednak zapytałam go, czy mówi po niemiecku, to mi powiedział: „nie, w sumie nigdy nie miałem potrzeby, żeby mówić po niemiecku. Nigdy nie musiałem z tego korzystać, bo mechanika mam z Polski, bo lekarza mam z Polski”. Pomyślałam wtedy, że 16 lat to naprawdę mnóstwo czasu i trzeba się wyjątkowo postarać, żeby się nie nauczyć języka, ale potem doszłam do wniosku, że to w sumie zrozumiałe. Polacy rzeczywiście wymieniają się kontaktami, mówią do kogo iść, żeby nie dać się oszukać.

AG: To naprawdę intrygujące historie, aż szkoda, że nie możemy się przy nich zatrzymać na dłużej. Wróćmy jednak do Waszego produktu. „TransferGO to superszybka i prosta metoda wysyłania pieniędzy na cały świat. Pieniądze są przekazywane w bezpieczny sposób i są dostępne w zaledwie 30 minut” – czytamy w opisie aplikacji. Dodajmy do tego obietnicę kosztów przewalutowania niższych nawet o 90% i mamy ofertę jak z bajki. Chciałoby się wręcz zapytać: jak to możliwe?

JŁG: To w jaki sposób działamy, nazywamy local in/local out. Polega to na tym, że przesyłane pieniądze tak naprawdę nie przechodzą przez granicę. W każdym kraju, a operujemy w 48 krajach w tym momencie, posiadamy konto bankowe. To, jakie korzyści daje podobne rozwiązanie najlepiej będzie opisać na przykładzie. Załóżmy, że mieszkam w Niemczech i chcę przesłać pieniądze mojej babci w Polsce. Wysyłam je na nasze niemieckie konto TransferGo. Te pieniądze przychodzą natychmiastowo – teraz już wszystkie lokalne przelewy wykonywane są natychmiastowo. Kiedy TransferGo otrzymuje informacje, że pieniądze są już na niemieckim koncie, wysyła babci środki z konta polskiego. Nie ma tutaj więc transferu przez granicę, dzięki czemu cały proces jest szybszy. Nie ma też zmiany kursu, bo ten jest zamrożony przez 48 godzin, więc wiemy, ile pieniędzy otrzymamy. W bankach wygląda to tak, że potrzeba 2-3 dni roboczych na wykonanie przelewu, a wtedy może zmienić się kurs, więc nie wiemy, ile finalnie naszych pieniędzy wpłynie na konto.

Znajdujemy się oczywiście pod nadzorem brytyjskiego odpowiednika Komisji Nadzoru Finansowego, ale mamy też licencję bankową Banku Litewskiego, czyli nadal wymaga się od nas wielu dokumentów i możemy zagwarantować swoim klientom bezpieczeństwo. Jednocześnie jednak nie podlegamy aż tylu regulacjom, co banki i dzięki temu możemy rzeczywiście obniżyć koszty nawet o 90% względem tradycyjnej oferty. Nie przelewamy transgranicznie tych pieniędzy, nie korzystamy ze SWIFT, wspomniana metoda local in/local out pozwala nam zaoszczędzić bardzo dużo pieniędzy Oczywiście pojawia się wiele pytań w związku z oferowanymi przez nas bezpłatnymi przelewami. Ludzie niedowierzają, zastanawiają się na czym zarabiamy, bo przecież „nic w życiu nie jest za darmo”. Pojawiają się nawet obawy, że musi się z tym wiązać jakiś przekręt, jak sprzedaż danych czy reinwestowanie pieniędzy. Oczywiście nic takiego nie ma miejsca, bo to wszystko nielegalne procedery.

AG: W czym więc tkwi sekret?

JŁG: Oferujemy produkt skierowany do dwóch grup odbiorców: do osób, którym zależy na czasie i do osób, którym zależy na tym, żeby jak najmniej zapłacić. Oferujemy więc bezpłatny produkt, przy którym na przelew trzeba poczekać do trzech dni roboczych oraz produkt płatny, który pozwala na dostarczenie pieniędzy na wskazane konto w ciągu 30 minut. Jesteśmy pierwszą firmą w Europie, która wprowadziła pewne przelewy w 30 minut.

AG: I to grono użytkowników płatnych jest na tyle liczne i zaangażowane, że umożliwia funkcjonowanie TransferGo?

JŁG: Tak! Obserwujemy trend, związany z omawianym wcześniej brakiem pełnego zaufania do fintechów, że ludzie często korzystają z tej darmowej opcji po to, by sprawdzić, czy rzeczywiście jest to bezpieczne, czy wszystko jest ok. Obserwujemy przelewy na 5 złotych, na 10 złotych – osób, które nie są jeszcze pewne i po prostu chcą wypróbować TransferGo. I później, po tych pierwszych próbach czują się przekonani do płatnego produktu, w związku z czym wybierają tę opcję szybszą, choć płatną. Ten funt czy dwa funty to kwota, którą są gotowi zapłacić. Zwłaszcza że Polacy przesyłają teraz nawet po kilkanaście tysięcy złotych miesięcznie do Polski. Kiedyś to było kilkaset złotych, dzisiaj to naprawdę duże kwoty – na alimenty, spłaty kredytów, konta oszczędnościowe.

AG: Kiedy w grę wchodzą pieniądze, a wszystkie operacje odbywają się wirtualnie, zawsze rodzi się pytanie o bezpieczeństwo. Jak TransferGo dba o dane swoich użytkowników?

JŁG: Oczywiście obowiązuje nas RODO. Po jego wprowadzeniu udostępniliśmy też informację, żeby nie dzielić się poufnymi danymi, zdjęciami dowodów czy paszportów na Facebooku. Stworzyliśmy na naszym blogu cały wpis poświęcony temu, czego nie robić, by nie zostać oszukanym. Bardzo tego pilnujemy. Jeżeli na Facebooku zaczynamy dostawać zdjęcia dowodów osobistych czy paszportów, co się zdarza kilka razy dziennie, staramy się natychmiast reagować. Przy okazji Brexitu np. pojawiło się wiele prób wyłudzenia. Oszuści podszywali się pod takie firmy jak TransferGo, sugerując zmiany kont i konieczność przesyłania skanów dokumentów. Po ogłoszeniu Brexitu zaobserwowaliśmy wzmożoną aktywność przesyłania pieniędzy. Niektórzy chcieli te obawy wykorzystać. W sprawę zaangażowała się nawet Komisja Nadzoru Finansowego, ostrzegając przed ryzykiem wyłudzeń.

AG: A czy istnieją jakieś limity dotyczące transakcji?

JŁG: Nie mamy limitów transakcji. Jedyne, co sprawdzamy to – jeżeli środki przekroczą określony próg – potwierdzenie skąd pochodzą te większe środki, zgodnie z ustawą przeciwko praniu brudnych pieniędzy. Nie możemy też współpracować z osobami czy firmami, które sprzedają marihuanę (np. w Holandii) czy broń. Bardzo często współpracujemy z małymi i średnimi przedsiębiorstwami, funkcjonując wtedy jako produkt B2B i pośrednicząc w przekazywaniu pieniędzy do np. – bardzo często – Azji.

AG: Czyli TransferGo jest adresowane nie tylko do emigrantów, ale też firm, tak? Czy w związku z tym oferuje jakieś specyficzne usługi?

JŁG: Posiadamy wspomniany produkt B2B i, co ciekawe, najwięcej małych i średnich przedsiębiorstw, które z niego korzystają, bo prawie 2000, pochodzi z Polski. Jest to rzeczywiście nieco trudniejsze niż obsługa klienta indywidualnego, ponieważ wymaga więcej danych dla współpracy z bankiem. Są to też dużo wyższe kwoty jednorazowe i wysyłane najczęściej do Azji, czyli trudniejszej destynacji niż Niemcy czy Wielka Brytania, ale nasz produkt jest dostosowany tak, żeby trafić zarówno do pojedynczego obywatela, jak i przedsiębiorstwa.

AG: Wydaje się, że do pracy za granicą wyjeżdża coraz mniej Polaków. Jednocześnie jednak ci, którzy decydują się na emigrację zarobkową, zostają poza granicami Polski dłużej. Wielu też zabiera ze sobą rodziny. Jaki wpływ ma to na rozwój TransferGO?

JŁG: Główny Urząd Statystyczny potwierdził, że ogólny roczny poziom emigracji zaczął spadać, ale wciąż znajduje się na poziomie wzrostowym. Innymi słowy: poziom emigracji rośnie, tylko wolniej. Aktualnie jest to jeden procent w porównaniu z ubiegłym rokiem, ale wciąż mówimy o 2,5 miliona Polaków, którzy pracują za granicą, a to bardzo dużo. Przeprowadziliśmy też badania na grupie młodych ludzi od 18 do 35 roku życia. Prawie połowa z nich rozważa emigrację zarobkową. Jednocześnie miałby to być wyjazd bez rodziny, ale z partnerem czy partnerką, a pieniądze trafiałyby do pozostałych w kraju bliskich.

AG: Dłuższe, często stałe, wyjazdy Polaków za granicę to tylko jedna strona medalu dynamicznych zmian, które zaszły w tym świecie w ostatnich latach. Drugą jest wyraźny wzrost liczebności imigrantów zarobkowych w Polsce. Jak ta tendencja przekłada się na funkcjonowanie TransferGo?

JŁG: W Polsce miesięcznie największą liczbę klientów pozyskujemy z Ukrainy. Jest to ponad 10 tysięcy nowych, aktywnych użytkowników każdego miesiąca. „Aktywny” oznacza tutaj rejestrację i wykonanie pierwszego przelewu. To bardzo dużo. Mamy oczywiście w Polsce menadżerów wspierających osoby z Ukrainy, którzy pochodzą z Ukrainy, rozumieją tamten rynek, a jednocześnie mieszkają tutaj. Produkt i komunikacja marketingowa muszą być dostosowane typowo do kultury i wymagań danej nacji. Dlatego wiemy, że Ukraińcy pracujący w Polsce szukają informacji o aplikacjach do przelewów nie w Polsce, ale u siebie w kraju. . Nie sprawdzają w polskiej wyszukiwarce co, gdzie i jak zrobić, tylko zadzwonią do rodziny czy znajomych na Ukrainie. Wiemy więc, że musimy się reklamować na Ukrainie, a nie w Polsce, bo jest to dla nas po prostu bardziej efektywne. Musi też być to komunikacja w języku ukraińskim i rosyjskim, bo większość osób, która wyjeżdża, nie planuje zostać na długo, tylko zarobić jak najwięcej pieniędzy w krótkim czasie i wrócić z powrotem, więc komunikacja w języku np. angielskim czy polskim byłaby nierozsądna. Każdy kraj ma swoją specyfikę, nawet kolory, czy branding. Są rzeczy, których nie można powiedzieć na Ukrainie, ale np. na rynku w Rumunii świetnie się przyjmują. To są niuanse, ale jesteśmy w stanie to wychwycić właśnie dlatego, że każdy z nas jest na emigracji i jest z tego kraju, którym się zajmuje. Rozumiemy pojawiające się problemy, wiemy jak dotrzeć do danej społeczności, oferujemy support w ojczystym języku, a nie tylko angielskim (także przez Facebooka). To jest właśnie nasza przewaga w porównaniu z konkurencją.

AG: W związku z Brexitem Polacy, którzy chcieliby podjąć pracę za granicą, coraz częściej decydują się na zmianę kierunku. Prym wiodą: Norwegia, Niemcy czy Islandia. Nie jest tajemnicą, że zarobki w Norwegii należą do najwyższych w Europie. Czy tę zależność widać w kwotach przesyłanych przez TransferGo? A może niezależnie od miejsca emigracji Polacy przesyłają te same, uśrednione według potrzeb w Polsce, kwoty?

JŁG: Mogłoby się zdawać, że Polacy nadal najczęściej wyjeżdżają do Wielkiej Brytanii, ale tak nie jest. Na pierwszym miejscu są jednak Niemcy. Tu można byłoby spekulować dlaczego, ale myślę, że chodzi przede wszystkim o odległość i bezpieczeństwo pracy. Rząd niemiecki bardzo dba o pracownika, dlatego ludzie czują się tam bezpiecznie. Na drugim miejscu pod względem emigracji zarobkowej jest Holandia i dopiero potem Wielka Brytania. Coraz rzadziej Polacy wybierają Irlandię, to już nie te czasy, gdy utopijnie pragnęliśmy mieć w Polsce zieloną wyspę.

Obserwujemy, że transfery z Norwegii do Polski – chociaż nie mamy tam największej liczby klientów, bo jednak 70% wszystkich transferów pochodzi z Wielkiej Brytanii – są najwyższe. Są to kwoty rzędu kilku tysięcy złotych. Osoby zatrudniane w Norwegii bardzo często mają zapewnione mieszkanie, wyżywienie itd., więc są w stanie oszczędzić naprawdę dużo pieniędzy, które przesyłają. Jeżeli wyjeżdżają sami to wtedy przesyłają bardzo dużą część swojej wypłaty do Polski, ale jeżeli wyjeżdżają z partnerem, żoną czy rodziną to wtedy starają się raczej ustabilizować swoje życie w Norwegii czy w jakimkolwiek innym kraju.

AG: Sukces TransferGO zawdzięcza z pewnością potrzebom rynku. Przelewy transgraniczne potrafią słono kosztować (w Bułgarii to np. 20 Euro na każde 100 Euro przesyłanej kwoty). Unia Europejska pracuje jednak nad nowymi przepisami, które mają rozwiązać ten problem. Czy to oznacza, że na liście priorytetów dotyczących rozwoju umieszczacie teraz przede wszystkim państwa spoza Unii? A może nie boicie się zmian?

JŁG: To jest trochę tak jak z roamingiem. Wszyscy jesteśmy w Unii Europejskiej, jest pięknie, mam niemiecki numer chociaż jestem w Polsce… Ale jednak po kilku dniach dostaję wiadomość, że wykorzystałam zbyt wiele danych i teraz już będą mi naliczać więcej. Na pewno zostaną wprowadzone jakieś regulacje, ale bank ma dużo ograniczeń i naprawdę musi wiele wydawać. My nie mamy aż tylu ograniczeń czy dodatkowych kosztów. Jesteśmy też bardziej dostępni, nasza aplikacja jest naprawdę prosta, działamy szybko, wiemy też ile pieniędzy zostanie bezpośrednio przesłanych.

AG: Wiem, że TransferGo testuje usługę opartą na blockchain. Technologia ta ma umożliwić przelewy pieniężne w czasie rzeczywistym. W sieci krąży wiele skomplikowanych definicji blockchainu. Jak wyjaśniłabyś jego funkcjonowanie osobom, które korzystają z możliwości rozwiązań fintechu, ale nie zagłębiają się zbyt w ich sposób działania?

JŁG: Po pierwsze blockchain to nie są tylko kryptowaluty, ale zarządzanie procesami w logistyce, energetyce. To łańcuch danych, który nie jest sterowany przez żadną jednostkę. Zewnętrzne siły, jak polityczne czy gospodarcze, nie mają na niego wpływu. Do tego łańcucha dodaje się kolejne dane i kolejne dane, i kolejne dane. Jeżeli ktoś chciałby zakłócić działanie procesu i nadpisać takie dane to wszystkie osoby włączone w działanie blockchainu to zauważą z powodu lokalnej zmiany kodu i niedopasowania danych do ich pozostałych kopii. Dzięki temu to tak bezpieczna metoda. W Niemczech jest to już bardzo popularna, w Polsce jeszcze widać wobec niej nieufność.

Przy technologii blockchain współpracujemy z Ripple. Są naszym pośrednikiem, który udostępnia nam technologię, dzięki czemu możemy wykonywać przelewy xRapid. Jedyny problem, jaki pojawia się w krajach to właśnie nieufność banków i konsumentów. Problemem nie jest wprowadzenie tej technologii, ale to, że wciąż jest ona źle kojarzona ze spekulacjami czy oszustwem. Nie upowszechniła się jeszcze wiedza, że to najbezpieczniejsza, najszybsza i najłatwiejsza metoda przesyłania danych i środków. Stosujemy ją w Indiach i po pierwszych 3 miesiącach mieliśmy 300 procent wzrostu aktywacji i rejestracji nowych użytkowników. Mam nadzieję, że będziemy to dalej rozwijać, bo najszybszy nasz przelew między Wielką Brytanią a Indiami trwał jedynie 3 sekundy.

AG: Jak wygląda według Ciebie przyszłość fintechu?

JŁG: Na konferencji w Davos (Światowe Forum Ekonomiczne) w tym roku był poruszany ten temat bardzo często i głównym wnioskiem, czy pytaniem będzie dla określenia przyszłości to, czy banki postanowią współpracować z fintechami – czy uznają je za zagrożenie, czy rządy wprowadzą obostrzenia jak w Szwecji, gdzie funkcjonuje cała regulacja na ich temat. Moim zdaniem przyszłość fintechów polega właśnie na połączeniu z bankami i bezpieczeństwie danych, które nadal są główną przeszkodą, ponieważ dane w Internecie można wykraść bardzo łatwo. Przyszłością fintechów z pewnością są blockchain, voice assistant, sztuczna inteligencja, boty. Jeżeli banki połączą tradycyjną wiedzę zbieraną przez tyle lat z nowymi technologiami to myślę, że będziemy obserwować bardzo ciekawe rzeczy już w ciągu najbliższych dwóch lat. Nie ma zresztą, co planować na 20 czy 30 lat, bo już za 10 lat sama technologia blockchain może nie być tą najnowszą technologią, którą będziemy chcieli wykorzystywać. Dla fintechów najbliższa przyszłość to odpowiedź na pytanie, czy stać się bankiem, czy współpracować z bankiem.


Materiał powstał przy współpracy z marką TransferGo.

Wieści z Rozładowani.pl