Wygoda, pragmatyzm i wysoka jakość. Kygo E7/1000 w akcji

Wygoda, pragmatyzm i wysoka jakość. Kygo E7/1000 w akcji

Opublikowano 7.01.2020 13:17 - Akcja Partnerska


Słuchawki dokanałowe zawsze będą mi się kojarzyły z gehenną wyborów. Miałem ich wiele, kończyły żywot z różnych przyczyn. Najczęściej z powodu gwałtownego szarpnięcia i wyrwania kabla z gniazda. Przewrotki na rowerze zdarzają się każdemu; bywało, że słuchałem muzyki, pracując w warsztacie i nie zwróciłem uwagi na słuchawki. Rozpoczynałem poszukiwania po bezpowrotnie utraconym dźwięku. Przeglądałem różne marki, modele, zawsze obawiałem się, że będą niewygodne. Bo co mi po pięknej muzyce, jeśli nie jestem w stanie korzystać ze słuchawek dłużej niż 5 minut?

Z pomocą przyszedł DailyWeb! W 2019 roku testuję sporo bezprzewodowego sprzętu i coraz częściej doceniam jego możliwości. Tym razem w moje ręce wpadły bezprzewodowe słuchawki dokanałowe Kygo E7/1000. Czarne, w ładnym niewielkim opakowaniu, które służy za ładowarkę. W tym sprzęcie podoba mi się nieprzekombinowany, pragmatyczny desing. Słuchawki dokanałowe mają dobrze siedzieć w uszach i być wygodne. Dlatego ważna jest jakość wykonania, a nie sam wygląd.

Kygo E7/1000 nie mogę nic zarzucić. Odlewy w obu słuchawkach nie mają żadnych chropowatych elementów, stanowią solidną całość. Pozytywnie wpływa to na ich wygodę. W trakcie ich użytkowania nigdy nie miałem nieprzyjemnego wrażenia drapania w ucho.

W zestawie znajdują się trzy silikonowe gumki i specjalne „skrzydełka”, które pomagają w utrzymaniu się słuchawek w uszach. Są dedykowane osobom uprawiającym sport. Pierwsze wrażenie? Wyglądają dziwnie, nie byłem przekonany co do tego, że mogą w czymś pomóc. Dopasowałem rozmiar do swojego ucha i sprawdziłem, czy słuchawki faktycznie trzymały się stabilniej. Ten test wykonałem w trakcie mycia okien, tak się złożyło, że Kygo E7/1000 towarzyszyły mi w przedświątecznych porządkach. Pomimo braku kabla trzymały się solidnie.

Nie wypadały z moich uszu przy gwałtownych ruchach, mogłem spokojnie sprzątać, a nawet zdarzyło się, że zbiegłem z nimi po schodach. Z przykrością muszę przyznać, że cierpliwość nie należy do najmocniejszych stron mojego psa.

Sprint na dół, żeby się przywitać, a potem na górę, bo akurat ktoś postanowił odpalić petardę. Słuchawki dalej na miejscu. Nie wypadły, nie musiałem szukać ich na klatce. „Skrzydełka” są wygodne, trudno tutaj mówić o jakimkolwiek dyskomforcie. Dlatego myślę, że Kygo E7/1000 mogą być ciekawą propozycją dla osób uprawiających sport. Na dodatek są wodoodporne. Ich klasa szczelności, IPX7, na pewno pozwala na wzięcie prysznica przy ulubionej muzyce i przypadkowe zanurzenie na głębokość 1 metra. Pływać w nich nie można.

Wygoda to jedno, ale co z dźwiękiem? Słuchawki bez żadnych problemów sparowałem z komputerem z Windowsem 10 i telefonem z Androidem 9.0. Korzystają z Bluetooth w wersji 5.0 i obsługują kodek ACC. W trakcie używania nie zauważyłem żadnych przerw w odtwarzaniu muzyki.

Smartfon mógł spokojnie leżeć w torbie lub w kieszeni, dźwięki były dalej słyszalne, a samo połączenie z Kygo E7/1000 stabilne. Zresztą można je także wykorzystać do rozmów, których jakość jest po prostu dobra.

Nie musiałem ich odłączać, aby przeprowadzić rozmowę telefoniczną, czego nie mogę powiedzieć o innych słuchawkach, z których korzystałem. To, czego słuchałem na Kygo E7/1000? I w jakich warunkach?

Czas na odsłuch!

Jak już wspomniałem wcześniej, Kygo E7/1000 towarzyszyły mi w trakcie przedświątecznych porządków. To nie wszystko! Pojechały ze mną w delegację, na weekend do Wrocławia.

Przespacerowałem w nich 25 kilometrów. Sporo, prawda? A ile razy je ładowałem? Raz. Po wyciągnięciu z pudełka.

Myślę, że czas odsłuchu zamknął się już w 8 godzinach, a nie musiałem jeszcze podłączać ładowarki do portu USB. Uznaję to za dobry wynik i jestem zadowolony. Zdecydowanie częściej na kablu lądował mój smartwatch niż słuchawki, więc jestem zadowolony.

Postanowiłem, że sprawdzę brzmienie Kygo E7/1000 w szerokim spektrum gatunków. Dlatego odpaliłem „Symbolic” zespołu Death, potem „Futha” Feilung, a na koniec „The Wall” Pink Floyd. Jestem zadowolony, nawet bardzo. Na wyzerowanym equlizerze słuchawki brzmią ładnie, nigdy nie trafiłem na jakieś szumy lub trzaski. Dobrze radzą sobie z dźwiękami otoczenia, wytłumiają je, więc warto uważać na otoczenie, gdy się ich używa.

Dźwięk był ciepły, z odpowiednią głębią. Kygo E7/1000 proponują niespecjalnie selektywne wrażenia dźwiękowe, jednak trudno mi tutaj zarzuć jakieś szczególne braki w kwestii jakości.

Po prostu uznałem, że są to słuchawki, które mają mi towarzyszyć w codzienności. Na spacerze lub w trakcie podróży pociągiem. Kygo E7/1000 mają mi zapewnić komfort w słuchaniu muzyki, niezależnie od tego, gdzie się znajduję.

Udało się. Słuchawki mnie nie zawiodły. Mogłem w dowolnej chwili po nie sięgnąć, wybrać coś interesującego na Spotify i po prostu słuchać. Podcastu, muzyki, czego tylko chciałem.

Ani bateria, ani kabel nie były dla mnie zmartwieniem. Kygo E7/1000 to piekielnie wygodne, pragmatyczne i gwarantujące wysoką jakość słuchawki.

Polecam je jako osoba, która posiada bardzo eklektyczny soundtrack życia. Sprawdzają się w różnych gatunkach, nawet hipnotyzujące bębny Heilung nie są im straszne.


Sprzęt do testów dostarczył Kygo Polska.

Wieści z Rozładowani.pl

Poszukujemy do DailyWeb dwóch redaktorów i korekty [Zobacz]

Plebiscyt DailyWeb na najlepszy sprzęt: DailyWebstery 2020 - [Zagłosuj]

Szukamy Social Media Ninja z rozumieniem optymalizacji tekstów pod SEO [Zobacz]