Wychowanie w czasach Social Media. Co nastolatki robią w sieci? | DailyWeb.pl

Wychowanie w czasach Social Media. Co nastolatki robią w sieci?

Opublikowano 4 miesiące temu -


To temat trudny do ustalenia, gdyż większość rodziców tak naprawdę nie monitoruje internetowych poczynań swoich dzieci. Zdecydowana większość wierzy, że ich dziecko nie prowadzi żadnych ryzykownych działań online. Czy słusznie? Niestety... badania pokazują, że obraz typowych zachowań nastolatków w sieci może być bardzo rozczarowujący.

Social Network is brutal

Spoglądając na portale społecznościowe gimnazjalistów, możemy przypuszczać, że w niektórych przypadkach rodzice po prostu wolą nie wiedzieć, co w sieci udostępnia ich latorośl. Publiczne profile nastolatków w serwisach społecznościowych są festiwalem próżności i wysypem wulgarnych treści. Aby zwizualizować skalę problemu wystarczy zerknąć na poniższy przykład.

( Fot. TVP INFO)

Wychowanie z uwzględnieniem sfery online jest dziś koniecznością. Dorastające pokolenie Z, nazywane także generacją @ - urodzeni po 2000 roku, nie znają świata bez Internetu. Funkcjonują równolegle w świecie wirtualnym i rzeczywistym. Obie płaszczyzny przenikają się do tego stopnia, że aktywne życie społeczne nie jest już możliwe w trybie offline.

Dla starszych osób, rzeczywistość w której dorastają dzieci jest czymś zupełnie abstrakcyjnym. Nie mogą przekazać kolejnemu pokoleniu swoich doświadczeń, bo ich po prostu nie posiadają. Nie rozumieją siły internetowego hejtu, bo nigdy się z nim nie spotkali. Nie wiedzą, że publikowane online zdjęcia na zawsze pozostawiają ślad dlatego, że swoje pierwsze imprezy fotografowali analogowym aparatem. Dzisiejsza młodzież, jako pierwsze pokolenie urodzone w świecie Internetu i nowych technologii nie ma skąd czerpać wzorców. I być może właśnie tutaj leży przyczyna skali problemu. To prawda, że młode osoby nie mają świadomości wszystkich konsekwencji. Ale czy jest to ich wyłączny problem? Dorośli i teoretycznie doświadczeni internauci niejednokrotnie wymagają gruntownej edukacji w tym temacie. Pedagog Sandra Nowosad z Przedszkola nr 11 we Wrocławiu  podkreśla: Edukację w kwestii internetowej etykiety należy rozpocząć przede wszystkim od rodziców. Trudno wymagać rozwagi od najmłodszych, jeśli nieświadomi konsekwencji rodzice dzielą się aspektami z rodzinnego życia i udostępniają zdjęcia dzieci, nawet te w negliżu.

Reputacja w sieci

To co rodzice publikują w sieci na swoich publicznych profilach ma duży wpływ na kształtowanie zachowań ich dzieci. Odpowiedni przykład może pomóc w uniknięciu niezręcznych sytuacji. Nie chodzi o demonizowanie portali społecznościowych. To bez wątpienia skuteczne narzędzie komunikacji, a może nawet niezbędne. Dziś, jak wiemy - ”nie masz konta na Facebooku, nie istniejesz”. Dlatego nie stawiamy pytania "czy?" ale "jak używać?". Album licealisty z imprezowymi fotkami, z papierosem, alkoholem i haszstagiem #zahajsmatkibaluj ma poklask rówieśników i dziesiątki lajków. Jednak dociera także do nauczycieli, dalszych członków rodziny, młodszego rodzeństwa, sąsiada. Należy pamiętać, że grono pedagogiczne też może trafić na teoretycznie zamknięte forum, gdzie młodzież wymienia się kąśliwymi uwagami na ich temat. Za chwilą internetowego "fejmu" często idą poważne problemy w szkole, utrata reputacji i dobrej oceny nie tylko z zachowania.

Złota zasada Internetu

Każda osoba posiadająca konto w serwisie społecznościowym publikując różnego rodzaju treści musi liczyć się z ich ewentualnym przetwarzaniem. Problemem jest nie tyle sam fakt, że ktoś niepożądany może dotrzeć do opublikowanych przez nas zdjęć. Prawdziwym zagrożeniem jest to, w jaki sposób i w jakim celu zdjęcia zostaną użyte. Oczywiście, polskie prawo reguluje wykorzystanie wizerunku. Jednak w praktyce odnosi się to wyłącznie do osób publicznych. Nastolatek, którego zdjęcia zostały wykorzystane i przerobione w negatywnym kontekście może domagać się zaniechania publikacji. Takie sprawy ciągną się jednak długo i są ogromnym obciążeniem psychicznym, które doprowadza do depresji. Niestety, problem cyberprzemocy znajduje swoje odzwierciedlenie także w statystykach samobójstw.

Pierwsza, priorytetowa kwestia do przedyskutowania z dzieckiem, to złota zasada Internetu – w sieci nie ma anonimowości. Wiedzę w tym temacie należy omówić i jak najszybciej wdrożyć w życie. Świadomość tego, że każdą internetową wypowiedź w istocie podpisujemy z imienia i nazwiska, blokuje przed impulsywną publikacją złośliwych komentarzy. Real-name policy przyjęta choćby na Facebooku jest stosunkowo skuteczna. I być może powinna być ogólnie przyjętą normą funkcjonującą w sieci. To, że w praktyce każdy Internauta może zostać zidentyfikowany, jest hamulcem dla internetowych prześladowców. Odebranie anonimowości użytkownikom to także recepta na hejt w sieci. By walczyć ze zjawiskiem agresywnych komentarzy, należy zmobilizować ofiary cyberprzemocy do stanowczych reakcji.

Zakazany owoc, czyli program kontroli rodzicielskiej

Jak zatem być rodzicem w dobie wszechobecnego Internetu? Nie jest to proste zadanie, zwłaszcza, że temat kontroli rodzicielskiej to drażliwa kwestia. Krępuje obie strony, a w przypadku starszych dzieci, wywołuje oskarżenia o brak zaufania. Nawet jeśli doskonale pamiętamy, jak to jest być dorastającym nastolatkiem, musimy wiedzieć, że wprowadzenie sztywnych reguł jest koniecznością. Edukacja i programy kontroli rodzicielskiej to korzyść dla obu stron, zarówno rodzica jak i dziecka. Oczywiście, filtry należy stale dostosowywać do wieku, tak aby nie dochodziło do kuriozalnych sytuacji. W czerwcowym odcinku amerykańskiego Talk Show The View prezenterka Sunny Hostin przyznała, że zainstalowane aplikacje zablokowały jej 13-letniemu synowi dostęp do informacji, które chłopiec chciał wykorzystać podczas odrabiania zadania domowego z biologii.  W tym wieku nastolatek jest świadomy swojej seksualności i ma wiedzę na temat rozmnażania czy płodności. Blokowanie edukacyjnych treści w tym temacie przynosi więcej szkody niż pożytku. Restrykcje tego typu budzą frustracje, drażnią i rodzą w dziecku przekonanie, że stosowane metody nie mają sensu, a aplikacje instalowane są tylko po to, by utrudniać mu życie.

Tutaj kluczowa jest szczera rozmowa. Samo pobranie i zainstalowanie programu nie rozwiązuje problemu. Po pierwsze, młody człowiek musi mieć świadomość, że taka blokada została zainstalowana. Musi też poznać odpowiedzieć DLACZEGO? tak się stało. Instalacja ograniczeń nie jest przecież złośliwością rodzica. Nie ma na celu stworzenia mitycznego ‘’zakazanego owocu’’. Celem jest przedstawienie zagrożenia. Dlatego warto być szczerym z nastolatkiem i otwarcie porozmawiać. Należy mówić wprost: pornografia zaburza życie seksualne, zakłóca normalny rozwój nastolatka i wypacza spojrzenie na seksualność. Powinno się uświadamiać, że za ściąganie z nielegalnych źródeł grożą kary finansowe i konfiskata sprzętu elektronicznego. Młody człowiek musi wiedzieć, że zabawa w sieci może mieć realne konsekwencje w rzeczywistości.

Rodzicu, nie jesteś Sherlockiem Holmesem

W obliczu wszystkich zagrożeń należy odpowiedzieć sobie na pytanie – czy dzieci mają prawo do prywatności? Misją każdego rodzica jest chronić dziecko przed złem, nie mamy jednak na myśli stworzenia szklanej bańki. Najbardziej efektywnym działaniem jest przekazanie dziecku odpowiednich narzędzi, dzięki któremu będzie potrafił zadbać o siebie samo.

Psychologowie jednoznacznie twierdzą, że nie powinniśmy kontrolować prywatnych wiadomości otrzymywanych przez dzieci. Wyjątkiem są sytuacje, które jednoznacznie wskazują, że dziecko ma problemy. Wtedy rodzic staje przed wyborem mniejszego zła. Próba nadgorliwej kontroli, powodowana wyłącznie ciekawością i chęcią sterowania życiem naszej pociechy nie jest dobrym pomysłem. Z reguły ma skutki odwrotne do zamierzonych. Automatyczne blokowanie treści i instalacja przeznaczonych do tego programów jest lepsze od potajemnego przegrzebywania historii i  skrzynek pocztowych. Przy zabawie w detektywa należy pamiętać, że dziecko ma prawo do prywatności, osobistej korespondencji ze swoją sympatią czy przyjaciółmi. Ochrona nie polega na szpiegowaniu swojego dziecka. Tylko postawa wyrażająca poszanowanie dla czyjejś indywidualności może przynieść efekt. A efekt jaki każdy rodzic chce osiągnąć to wzajemne zaufanie. Dzięki temu, gdy dziecko natrafi w sieci na prawdziwe niebezpieczeństwa będzie w stanie się tym podzielić. Przyjdzie i opowie o nawet najbardziej krępującym zdarzeniu.

Najgorsze dopiero przed nami?

W całej dyskusji należy zaznaczyć, że problem niebezpieczeństw w sieci nie dotyczy wyłącznie dorastających dzieci. Coraz młodsi rozpoczynają swoje wirtualne przygody. Często nie chodzą, nie mówią, a już obsługują urządzenia mobilne. Wybierają zabawę ze smartfonem i tabletem, niż z tradycyjnymi zabawkami. Zachwycającym jest jak sprawnie kilkunastomiesięczne dziecko radzi sobie z obsługą podstawowych aplikacji. Oczywiście, demonizacja tego zjawiska nie ma sensu. Rodzice decydują się na kupno tabletu, ponieważ jest to zarówno darmowa rozrywka, jak i urządzenie posiadające walory edukacyjne. Dotykowy ekran wywołuje reakcję, uczy, że gesty wpływają na otoczenie. Dzieci rozwijają się szybciej, sprawniej rozróżniają kształty i kolory. Tablet pomaga w przyswajaniu liczb, cyfr czy języka obcego. W obliczu tak szybko zachodzących zmian, kontrola najmłodszych dzieci to kolejne wyzwanie. Stale obniżający się wiek pierwszego kontaktu z siecią, wskazuje, aby edukację w tym temacie rozpoczynać jak najwcześniej. Jak podkreśla Grzegorz Pawelec, dyrektor pionu biznesu Kei.pl, tata 12-letniego Kuby: dbanie o bezpieczeństwo najmłodszych użytkowników w sieci jest misją wszystkich internautów. Również naszej marki, która na co dzień skupia się na promowaniu bezpiecznego biznesu online. Ze względu na profil działalności firmy i nasze wewnętrzne przekonania chętnie angażujemy się w akcje promujące pozytywne postawy wśród najmłodszych użytkowników, a także sami je inicjujemy.

Rodzic nie może myśleć za dziecko, ale z pewnością sam musi być świadomy zagrożeń. Pamiętajmy, wprowadzenie reguł internetowej działalności dzieci jest koniecznością. Aby kształtować świadomych odbiorców i użytkowników należy nieustannie zgłębiać kwestie wirtualnej rzeczywistości. Zainteresowanych tematem zapraszamy na stronę: https://bezpiecznie.kei.pl


Autorką artykułu jest Ilona Kuźniarz, specjalista ds. marketingu w Kei.pl. Absolwentka filologii polskiej i zarządzania reklamą. Obecnie zajmuje się promowaniem marki Kei.pl. Kiedyś chciała być astronautką a dziś skupia się na skutecznym Content Marketingu, analizując wpływ marketingowej treści na zakupowe zachowania konsumentów.