Wszyscy kłamią, czyli o co właściwie chodzi z Fake News? | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Wszyscy kłamią, czyli o co właściwie chodzi z Fake News?

Opublikowano 4 miesiące temu - 2


Niespełna pięć lat temu, czekając pod sekretariatem Harold Washington College, sięgnąłem z nudów do koszyka z prasą i ulotkami. Przy jednej z gazet zostałem na dłużej. Poziom niedorzeczności, które zawierała, przyprawił mnie o lekki stan katatoniczny. Stanąłem jak wryty i zacząłem się zastanawiać, co ja właśnie trzymam w dłoniach - z czasopisma wylewały się tony fałszywych informacji. Z jednej strony nie przypominało to jakiś dziwnych historii o podkarpackich rolnikach w podeszłym wieku, porwanych i zaimpregnowanych przez kosmitów, które można cyklicznie spotkać w przeróżnych wariacjach w Fakcie i podobnych dziennikach opinii, zwanych nierzadko szmatławcami, a w najlepszym wypadku tabloidami i brukowcami.

To było The Onion. Kiedy rzuciłem okiem na tytuł coś mi zaświtało. Jednak roztargniony i zaaferowany codziennością, wiedziałem tylko, że coś dzwoni, ale nie miałem pojęcia w którym kościele. Stojąc po środku wąskiego korytarzyka, przechodzący wykładowca zapytał, czy wszystko ze mną w porządku. Spojrzał na makulaturę, którą kurczowo ściskałem w dłoniach i oświecił mnie z czym mam do czynienia - chicagowską firmą, która specjalizuje się w satyrze informacyjnej. No tak,  theonion.com - pomyślałem. W tamtej chwili wydało mi się to nawet całkiem zabawne. Bardzo się myliłem - obecnie nie ma się z czego śmiać.

Fabryka newsów

Dziś mnie to smuci, bo nie powinienem przejść obok tego zjawiska obojętnie. W końcu pisałem przez ostatnie dziesięć lat w przeróżnych miejscach. Jedna z redakcji - bodaj największy rodzimy serwis o popkulturze - specjalizuje się w dosłownym mieleniu newsów. Przepisywaniu wszystkiego, co tylko popadnie. Jest krzykliwe źródło, rozumiesz je, kopiujesz niemal jota w jotę tekst, zmieniając nieco szyk zdań - bez opinii, bez większego wgryzania się w temat - i jedziesz dalej z kolejnym nagłówkiem. Fabryka.

W złym takcie jest zwlekanie z tekstem, bo zastępca naczelnego zapyta - co się tak guzdrzesz. W jeszcze gorszym stylu jest odpuszczenie gorącego newsa, który uważasz za niezbyt wiarygodny. Przecież czytelnicy lubią takie rzeczy - najwyżej kolejne doniesienia zweryfikują rzeczywistość, a serwisowi przybędzie kilka kolejnych, a jak dobrze pójdzie, to nawet kilkadziesiąt tysięcy wyświetleń. I nawet jeśli sam zarzucisz pisanie na lichy temat, to znajdzie się ktoś inny, kto go nie odpuści.

Kelnerzy informacji

W branży hotelarskiej jest wiele zastrzeżeń, co do tego jaki powinien być hotelarz idealny. Kiedy odejmiemy od tego polityczną poprawność, zawód ten sprowadza się do tego, by na kilka godzin dziennie zamienić się mentalnie w nowoczesnego niewolnika. Byle tylko klient był zadowolony. Klient płaci, więc i wymaga. A pracownik hotelu ma zagryźć zęby i w jak najlepszym stylu sprawić, by pobyt nawet największego zrzędy był idealny.

Prawdziwe dziennikarstwo jest w mocnym odwrocie i zaczyna przypominać coraz bardziej pracę hotelarza - co oczywiste, w ramach pewnej specyfiki zawodu. Ma być szybko, krzykliwie, nośnie, na klęcząco przed PR-owcami, reklamodawcami i wszelkimi innymi grupami interesów. I zapewniam Was, że niezwykle prosto jest nam czarne zrobić białym, ofiarę katem, kata ofiarą, słaby produkt opisać jako wyśmienity, wyśmienity zjechać na czym świat stoi, byle wszyscy byli zadowoleni. I to się dzieje na naszych oczach każdego dnia, bo stoją za tym wielkie pieniądze. Te są o wiele ważniejsze od czytelników. Czytelnicy nie płacą, a z reklamy kontekstowej ciężko wyżyć.

Wszyscy kłamią

- Kochanie, gdzie byłeś? - Kochałem się z twoją najlepszą przyjaciółką. - Źle zabrzmiało, prawda?

- Kochanie, gdzie byłeś? - Pracowałem do późna. - Taka odpowiedź o niebo bardziej satysfakcjonuje.

Prawda jest niewygodna. Jest potrzebna, ale zaburza poczucie bezpieczeństwa i rzeczywistości, a także światopogląd, czy rzecz tak przyziemną, jaką jest nasza wygoda. Dlatego lubimy być manipulowani, wierzyć w kłamstwa. Czy wyborca Prawa i Sprawiedliwości uwierzy w artykuł, który ukazał się na NaTemat.pl? Nie sądzę. Czy wyborca Platformy Obywatelskiej w ogóle spojrzy na wiadomości, które ukazują się na witrynie tygodnika W Sieci? Chyba tylko po to, żeby się zdenerwować. Ten sam temat, wzięty na warsztat różnych redakcji, ostatecznie będzie miał dwie zupełnie odmienne puenty.

Kiedy prawicowe media mówią o puczu, centrowe i lewicowe o obronie wolności - znacie to, prawda? Przysłuchując się rozmowom postronnych osób, jestem skory wierzyć, że jak jednym, tak i drugim wierzymy. Wszystko jest kwestią optyki. Jeden krzyknie, że TVP kłamie, drugi że robi to TVN.

Nie ma w tym niczego nadzwyczajnego. Informacje są skażone nie tylko u nas. Popatrzmy na różnice pomiędzy CNN, a Fox News. A jeśli jesteśmy bliżej spraw sieci, to spójrzmy na sytuację lewicowego The Young Turks Cenka Uygura i prawicowego Info Wars Alexa Jonesa. Rozbieżności na te same tematy, które widzimy w tych dwóch redakcjach, doskonale pokazują, że jesteśmy świadkami powolnego upadku dziennikarstwa na rzecz kreowania wydarzeń pod grupy docelowe.

Prima aprilis cały rok

Mam taką rok roczną rutynę, że 1 i 2 kwietnia nie tylko nie piszę, ale też nie czytam żadnych artykułów. To jest świetny czas, by dla odmiany sięgnąć po książkę. Jednak w zeszłym roku byliśmy świadkami takiego natłoku fałszywych informacji, które tak mocno wpływały na nasze życie i kreowały nawet największą politykę światową, że miałem poczucie, jakby Prima aprilis trwało cały rok.

Fałszywe wiadomości były od zawsze. Ministerstwa propagandy to nie wymysł XXI wieku, a tabloidyzacja mediów trwa od dekad. Tylko teraz nabiera zawrotnego tempa. Bo o ile tradycyjne media były wąskim gardłem, tak sieć daje niesamowite możliwości wpływania na gusta, preferencje, światopogląd. Jest idealnym gruntem pod fake newsy, bo ciężej ją kontrolować. Pisałem o tym trochę w zeszłym tygodniu, wspominając o internetowych trollach, piorących mózgi na zlecenie Kremla.

Ostatnie wybory prezydenckie w Stanach Zjednoczonych pokazały doskonale, jaką siłą są fałszywe wiadomości. Te rozwiązania adaptują na nasze podwórka gwiazdy, przedsiębiorstwa, a czasem nawet dziennikarze. Byle narobić wokół siebie jak najwięcej viralowego szumu lub zdyskredytować przeciwnika. Żyjemy w czasach fałszu, zakłamania i półprawd.

Jesteś taka naiwna

- Darek, wejdź na ten link. - Napisała do mnie znajoma kilka dni temu.
- Nie otwiera się. - Odpisałem. Łącze odsyłało na stronę Facebooka, która do tego czasu został najpewniej usunięta przez administrację serwisu.
- Sprawdź Lotto Polska. Radość wygrywania.
- Tam jest oświadczanie w sprawie fałszywych profili na Facebooku. - Stwierdziłem, wiedząc co się święci.
- Żal. C*uje.
- Jeśli ktoś chce ci coś dać, za głupie udostępnienie, czy like, to bądź przygotowana na to, że najprawdopodobniej jesteś oszukiwana. - Wymądrzyłem się, chociaż wydało mi się to takie oczywiste.
- 12 tysięcy osób. - Utyskiwała dalej.
- Naiwnych. - Dodałem.
- Ale przecież Lotto ciągle tak robi.
- To nie Lotto, a fanpage podszywający się pod Lotto. - Skończyłem, bo mi ręce opadały.

Dramat rodzinny gotowy, bo wygrała ona, jej chłopak i siostra. Ponoć w pierwszej chwili krzyków i radości było co niemiara. Miano im wypłacać z Totalizatora Sportowego 5 tys. zł miesięcznie przez następne trzydzieści lat, a muszą... Pracować dalej - nieszczęśni. Wbrew pozorom, niby mała rzecz, ale powtarzalna jest społecznie destruktywna.

Oszustwa na facebooku, jak sobie z nimi radzić?
Zrzut ekranu z oficjalnego facebookowego profilu Lotto. Radość wygrywania

Kiedy poważne media bębnią o fałszywych informacjach, młodzi ludzie są zajęci całym tym fejmem social mediów. Przebierają w aplikacjach do nabijania serduszek, przypinania psich pyszczków oraz lajkowania co popadnie, tagując swoje życie od niemal każdej możliwej strony. Mimo wszystkich znaków ostrzegawczych, ciężko im wbić sobie do głowy, że warto poświęcać nieco więcej czasu na poznanie sieci, a nie tylko zaistnienie w niej. Wystarczy trochę obycia i zdrowego rozsądku, a nie będziecie wychodzili na skończone sieroty, jak moja znajoma.

Wikitribune

Jeśli 2016 był rokiem fake newsów, to 2017 jest próbą zmierzenia się z problemem fałszywych informacji. Współzałożyciel Wikipedii Jimmy Wales postanowił stworzyć miejsce, gdzie fakty będą na wagę złota. Jego Wikitribune ma być całkowicie pozbawione reklam i pay-walla. Zupełnie jak Wikipedia, utrzymywać ma się z dobrowolnych datków. Wales zapowiada całkowitą przejrzystość finansową.

Wiadomości są zepsute, ale znaleźliśmy sposób, by to naprawić - mówi pomysłodawca. Obecnie trwa zbiórka, która ma na celu zapewnienie środków na zatrudnienie pierwszych dziesięciu dziennikarzy. Pomagać im będą wolontariusze. Cały mechanizm działania ma przypominać w gruncie rzeczy encyklopedię, którą Wales zapoczątkował. Wszystko ma się opierać na głębokiej weryfikacji informacji, które podsyłać będą mogli również postronni internauci. Przesłane materiały mają być sprawdzane przez zatrudniony zespół lub zaufanych wolontariuszy.

Gdyby serwis okazał się sukcesem na miarę Wikipedii, to i tak nie moglibyśmy mówić o czymś, co ukróci fałszywe wiadomości. Co najwyżej dostaniemy medium, które będzie kolejnym ciekawym miejscem w sieci. Miejscem, które będzie ściągało internautów żądnych rzetelności. Trzeba przyznać, iż jest to interesujący pomysł na tworzenie portali, które będą mniej zależne od grup nacisku. Przynajmniej teoretycznie.

W dniu, w którym zapowiedziano Wikitribune, sporo rodzimych dziennikarzy i blogerów wypowiedziało się o projekcie negatywnie. Zarzucając Wikipedii szereg manipulacji. Często są to członkowie redakcji, o których wiem, że nie grają czysto. Jeśli projekt wypali, zglobalizuję i spopularyzuje się, mogą stracić czytelników, którzy nagle dostrzegą, że istnieje inny, nieco prawdziwszy świat. Dlatego mocno trzymam kciuki za Jimmyego Walesa.

Project Owl

Również Google chce walczyć z fałszywymi treściami, które atakują nas w wynikach wyszukiwań. Google'owski Project Owl to enigmatyczna nazwa dla zmian, które nadchodzą we flagowym produkcie giganta z Moutain View. Tutaj sami użytkownicy będą zgłaszali treści, które są według ich osądu nieprawdziwe. Przypomina to rozwiązanie, które wprowadzono w wyszukiwarce celem walki z treściami szerzącymi nienawiść. Dotyczyć to będzie nie tylko wyników wyszukiwań, ale również auto-uzupełnianych podpowiedzi wyszukiwarki. Firma oddeleguje do filtrowania zgłoszeń tysiące osób. Podobne rozwiązanie znajdziemy również na Facebooku.

Google zgłaszanie fake newsów
Źródło: Google
Google zgłaszanie fake newsów
Źródło: Google

Homeland

To, do czego może prowadzić majstrowanie newsową rzeczywistością, ciekawie nakreślił szósty sezon serialu Showtime Homeland. Jest to przerażająca wizja tego, jak można zawładnąć umysłami tłumów za pomocą manipulacji, trolli i fałszywych profili społecznościowych. Najstraszniejsze jest to, że już teraz dostrzegamy symptomy takich działań. Polityki coraz częściej się nie uprawia, a kreuje. Tworzyć można praktycznie wszystko. Prezydentów (Donald Trump), promocje (ostatnia akcja Reserved), fikcyjne wydarzenia (Łukasz Jakubiak u Ellen DeGeneres), opinie (Brexit). Naiwnych, fanów teorii spiskowej i tych, którzy twierdzą, że w każdej plotce znajdzie się ziarno prawdy jest co niemiara.

Widzę w tym pewien trend. Najprawdopodobniej w nieodległej przyszłości wyrośnie nam jak grzybów po deszczu firm, które będą parały się stricte w kreowaniu rzeczywistości. Przeczuwam, że będziemy o tym pisali nie w najbliższych latach, a tygodniach.

10 przykazań wykrywania fałszywych informacji

Przygotowując się do napisania tego tekstu, trafiłem na świetną grafikę na WikiCommons, która dosyć nieźle tłumaczy, jak poradzić sobie z fałszywymi informacjami. Przetłumaczyłem ją, nieco podrasowałem i uzupełniłem o parę moich rad:

  1. Sprawdź źródło. Zapoznaj się ze stroną, jej misją i informacjami kontaktowymi.
  2. Przeczytaj wszystko. Nagłówki bywają skandaliczne, celem zdobycia kliknięć. Sprawdź o czym jest reszta artykułu.
  3. Sprawdź autora. Z kim masz do czynienia? Czy autor jest wiarygodny? Czy jest w ogóle prawdziwy?
  4. Zapoznaj się ze źródłami tekstu. Kliknij na odnośniki. Ustal, czy informacje ze źródeł pokrywają się z tekstem.
  5. Sprawdź datę. Stare wiadomości niekoniecznie odpowiadają obecnej rzeczywistości.
  6. A może to żart? Pamiętaj, że możesz mieć do czynienia z satyrą. Sprawdź stronę i autora, by mieć pewność, że ktoś nie robi sobie żartów.
  7. Pamiętaj o swoich uprzedzeniach. Zastanów się, czy Twoje przekonania mogą wpłynąć na Twój osąd.
  8. Zapytaj ekspertów. Poproś specjalistę o opinię lub udaj się z tematem do miejsca, gdzie sprawdzają prawdziwość informacji.
  9. Przeczytaj komentarze. Być może ktoś wytknie błędy lub nieprawdy zawarte w tekście.
  10. Uważaj na miejsca, których nie znasz. Masz zaufane witryny? Trzymaj się ich.

Pamiętajcie jednocześnie, że nawet ten wpis jest skażony. Moim światopoglądem, źródłami którymi się posiłkowałem, czy nawet nastrojem jaki miałem podczas pisania. Mogłem również zupełnie nieświadomie popełnić błąd. Otwórzcie szerzej oczy. Myślcie! Nie bądźcie pacynkami polityki, biznesu, PR-u, dziennikarzy i zwykłych oszustów. Walka z fałszywymi wiadomościami jest bardzo ważna, ale tak naprawdę to syzyfowa praca, która co najwyżej nieco ucywilizuje Internet. Najważniejsza w tym wszystkim jest społeczna świadomość.