Wiedźmin na Netflixie to wielka rzecz, ale mam obawy | DailyWeb.pl - codziennie o sieci

Wiedźmin na Netflixie to wielka rzecz, ale mam obawy

Opublikowano 4 miesiące temu - 2


Nie Sienkiewicz, Chopin, nawet nie zmarły niedawno Wajda, a Andrzej Sapkowski jest obecnie naszym pierwszoligowym skarbem kulturalnym i powodem do narodowej dumy. Czy go lubicie, czy nie - to nie ma znaczenia - bo ile byście się nie odżegnywali od sympatii do jego rubasznego jestestwa, to nie możecie mu odmówić tego, iż jego prace stają się jeszcze bardziej ikoniczne i już teraz można śmiało stwierdzić, iż wbił się swoją twórczością tak mocno w rzeczywistość, że zostawia po sobie mocny ślad w kulturze, który będzie trwały na wiele pokoleń do przodu. Nie tylko u nas, a na całym świecie. Jego Wiedźmin pozamiatał - a zastanawiali się, po co komu dwa miecze. Teraz wiedzą.

Po zakupie przez Netflix praw do serialowej adaptacji przygód wiedźmina Gerlata, szaleństwo dopiero się zacznie.

Właśnie sprawdzam bestsellery na AmazonieWiedźmin: Ostatnie życzenie Sapkowskiego jest obecnie na 83 miejscu pośród literatury fantastycznej i na 13 - nie bądźmy przesądni - w Book Depository. Książka ma również świetną opinię wśród czytelników. Na Good Reads notuje znakomitą ocenę 4.2/5 przy niemal 50 tys. oddanych głosów. I niech stracę, ale już dziś mogę się z Wami założyć, że niedługo po premierze serialu na Netflixie Geralt wbije swój miecz w top 10 najchętniej kupowanej prozy fantastycznej na Amazonie.

Wiedźmin: Ostatnie życzenie książka Andrzej Sapkowski
Okładka książki Andrzeja Sapkowskiego Wiedźmin: Ostatnie życzenie - do księgarni, a nie tylko grać w te Mortal Kombaty!

Wiedźmin na Netflixie to nie tylko dobry biznes dla Andrzeja Sapkowskiego, a dla każdego, kto jest w jakikolwiek sposób związany z wiedźmińską rodziną.

Zaryzykuję pisząc, iż na świecie nie ma drugiej tak mocnej rodzimej marki, jaką jest Wiedźmin, czy właściwie The Witcher. To olbrzymi kapitał licencyjny, który poddaje się coraz piękniejszej monetyzacji. I myślę, że gdyby Pan Andrzej miał taką głowę do biznesu, jaką ma do pisania książek, to chodziłby każdego dnia w innych złotych butach. Już nawet tajemnicą poliszynela nie jest - bo sam to przyznał - iż podpisał z CD Projekt bardzo słabą umowę. Przynajmniej przyrównując ją do skali sprzedaży gier.

Bądźmy jednak realistami. Gdyby nie CD Projekt RED, to Geralt nie byłby dziś tak gorącym towarem. Pomimo całej niechęci, którą Sapkowski darzy świat elektronicznej rozrywki, pewnie nawet on przyzna, iż bez olbrzymiego sukcesu gry, wszystkie serwisy na świecie nie rozpisywałby się obecnie o adaptacji jego sagi przez streamingowego giganta. Bo pewnie nikt z Los Gatos nie znałby jego twórczości. To działa jak mechanizm naczyń połączonych, który sprawia, iż świadomość rodzimej marki pęcznieje do niewyobrażalnych rozmiarów. Przedostając się coraz mocniej do światowej świadomości poprzez różne media.

Dlatego zyskają na tym wszyscy. Od Sapkowskiego, poprzez CD Projekt RED, oczywiście Netflix, ale również mniejsi gracze. Jak chociażby Dark Horse Comics, wydawnictwo które wydaje komiksy z Geraltem w roli głównej. Nie robi to różnicy, że CD Projekt RED nie ma nic wspólnego z serialem. Kiedy wydadzą kolejną grę, a wydadzą, będziemy mieli za plecami premierę przynajmniej jednego sezonu serialowego Wiedźmina. W SVOD, które dociera do ponad 100 mln abonentów. Są to potencjalni gracze oraz czytelnicy książek i komiksów.

Wiedźmin 3 Dziki Gon CD Projekt RED
Okładka gry CD Projekt RED Wiedźmin 3: Dziki Gon - Gry, która całkowicie zniszczyła moje ostatnie wakacje

Informacja o serialowej adaptacji sagi Sapkowskiego, spotkała się nie tylko z niesamowicie ciepłym przyjęciem przez fanów. Żywo zareagowała również giełda. Akcje Platige Image - współproducenta widowiska - wystrzeliły w góry. Światowe media, w tym YouTube, Facebook i Twitter, niemal wszystkie w dniu ogłoszenia żyły tym wydarzeniem.

Również cholernie się cieszę, ale nie ukrywam, że jestem jednocześnie pełen obaw.

Nie oszukujmy się, nie zrobiliśmy jeszcze nigdy serialu na światowym poziomie. Prawda, mieliśmy w ostatnich latach dobre produkcje. Chociażby Pakt na HBO czy Belfra od Canal+. Lecz nie nakręciliśmy niczego na poziomie Netflixowych hitów pokroju House of Cards, Daredevila, Narcos oraz Stranger Things. I nie chcę być źle odebrany, ale mam nadzieję, że w tej koprodukcji więcej do powiedzenia będą mieli twórcy zagraniczni. Pianista jest świetnym przykładem tego, że potrafią opowiadać nasze historie, nierzadko lepiej niż my sami. Jest to idealny moment, by nauczyć się robić świetne seriale od tych, którzy zjedli na tym fachu zęby.

Ponadto, z jednej strony dostajemy w miarę przyzwoitych producentów - Jasona F. Browna oraz Seana Daniela - odpowiedzialnych za sporo kinowych i serialowych przeciętniaków (Mumię, Ben-Hura, Expanse, ostatniego Wilkołaka). Z drugiej bardzo mały jak na gatunek fantasy budżet, bo zaledwie 30 mln dolarów. Pieniądze zostaną rozłożone najpewniej na 10-13 odcinków, co jest kwotą odpowiednią do wyprodukowania 3 epizodów Gry o tron. Widzieliśmy, że poza Daredevilem, pozostałym Marvelowym serialom na Netflixie, budżety w okolicach 3 mln dolarów na odcinek nie służyły.

Zostawmy jednak na chwilę moje obawy i zajmijmy się przyszłością.

Jeśli wszystko zagra jak trzeba, jeśli uda się dobrze ogarnąć niewielki budżet, wtedy Netflixowy Wiedźmin będzie tak naprawdę sukcesem wielu ojców, dzieci i prędzej czy później dorobi się wnuków. Rodzi nam się polski Bond. Kulturowy symbol, który szybko nie zniknie z krajobrazu, gdyż łakniemy dobrych rzeczy z Geraltem w roli głównej. Świat tego łaknie. Geralt jest super spoko gość.

To niesamowity widok, gdy obserwuję, jak z Polski wyrasta wspaniała franczyza, rozpoznawalna na niemal każdym zakątku Ziemi. Widok to tak niesamowity, że ze zdziwienia - a przy prawdzie z dumy - przecieram oczy. Jesteśmy świadkami niespotykanego lokalnie wydarzenia, kiedy świetną literaturę popularyzuje doskonała seria gier, a teraz to wszystko przenika do jeszcze innego, nowego, streamingowego świata. Trzymam kciuki i czekam na kolejne zderzenia rodzimej popkultury z resztą świata, bo nie samym Sapkowskim człowiek żyje.

Jeszcze słowem postscriptum. Jeśli ktoś mnie zapyta, kogo widzę w roli Geralta, to pierwszy aktor, który przychodzi mi do głowy, to Aidan Turner - gwiazda Poldarka od BBC. Świetny artysta i da się jeszcze z niego zrobić porządnego wiedźmaka - bo ten ma mówić po angielsku, jeśli nie wiecie, więc o Karolaku zapomnijcie. A twórców proszę, nie trzymajcie się kurczowo materiału źródłowego. Po co odtwarzać drugi raz to samo. Na pohybel ekranizacjom, niech żyją adaptacje, a Wy zróbcie po prostu dobrą telewizję!