Wiedźmin był jednym z najbardziej wyczekiwanych seriali w historii Netflixa – zwłaszcza w Polsce, gdzie seria nieprzerwanie cieszy się ogromną popularnością i jest traktowana jako jeden z najważniejszych towarów eksportowych, czy nawet jako swojego rodzaju wizytówka naszego kraju.

Jeżeli jednak jakkolwiek śledziliście perypetię Wiedźmina od Netflixa, to zapewne doskonale wiecie, że twórcom serialu wielokrotnie podwinęła się noga. Śmiem twierdzić, że w niektórych momentach 2. i 3. sezonu szli nawet o krok dalej i ich ekwilibrystyczne popisy skutkowały przewrotami do przodu twarzą prosto w łajno.

//dzisiaj na dailyweb

Ogólnie rzecz biorąc – twórcy coraz bardziej liberalnie podchodzili do materiału źródłowego, a widzowie byli coraz bardziej rozczarowani poziomem „Wieśka”. To zaś poskutkowało spadającą oglądalnością, negatywnymi opiniami w sieci, a także tym, że Henry Cavill w końcu opuścił obsadę Wiedźmina, rozstając się z Geraltem i przekazując dwa miecze Liamowi Hemsworthowi. 

Oficjalna przyczyna tego exodusu Cavilla nigdy nie została podana, a zdaje się, że na decyzję aktora miało wpływ mnóstwo czynników. Z tych głównych można wymienić prospekt powrotu do roli Supermana, a także konflikty z twórcami, spowodowane rozczarowaniem poziomem serialu i ich niezrozumieniem wobec materiału źródłowego.

Wiedźmin - plakat 3. sezonu serialu
Zdaje się, że 3. sezon Wiedźmina przelał czarę goryczy

Wiedźmin musiał być uproszczony ze względu na młodzież i amerykańskich widzów

Nie trzeba być bowiem znawcą książek Sapkowskiego (za którego uważany był Cavill), by zauważyć, że  twórcy naprawdę mocno odbiegali od oryginału. I mowa tutaj nie tylko o samych wydarzeniach fabularnych, ale też niespodziewanych zmianach w charakterystyce postaci (Yen, która była gotowa poświęcić życie Ciri, by odzyskać swoje moce magiczne), czy też kompletnym uproszczeniu kwestii rasizmu i ksenofobii w świecie przedstawionym.

Te dwa zjawiska były bowiem dość obszernie opisywane (i wyśmiewane) w książkach, a Sapkowski często prezentował niejednoznaczne wydarzenia i sytuacje, zachęcając czytelnika do tego, by sam ruszył głową. I wydaje się, że jest to wręcz idealna tematyka do dogłębnej analizy we współczesnych mediach, które tak bardzo uwielbiają przecież moralizować zepsute społeczeństwo.

Oczywiście trochę hiperbolizuje i żartuje, ale nie mniej, saga o Wiedźminie definitywnie poruszała „ciężkie” tematy, które bez najmniejszego problemu i wstydu można by też w ciekawy sposób ugryźć w serialu. No ale niestety twórcy dość szybko napotkali problem.

Amerykanów.

Tomasz Bagiński udzielił ostatnio wywiadu Gazecie Wyborczej, której opowiedział co nieco na temat tych najbardziej dotkliwych problemów z serialem Wiedźmin – mowa oczywiście o scenariuszach. Producent wykonawczy serii podał kilka powodów, dla których „Wiesiek” miał problemy, zaczynając od tych bardziej zrozumiałych, związanych z wizją twórców, a także chaosem organizacyjnym przy tak ogromnej produkcji:

Czasami zmiany wynikają z chaosu produkcyjnego, bo np. aktor zachorował i jego wątek trzeba zredagować i napisać od nowa w ciągu kilku godzin, żeby mogła być kręcona następnego dnia, bo nie jest to historia, dla której zatrzyma się cała maszyna produkcyjna. Jest wiele zrozumiałych powodów, dla których podejmuje się kontrowersyjne decyzje, ale widz nie ma tego kontekstu, więc czasem boli, bo coś w książce było lepsze.

Następnie jednak Bagiński poszedł o krok dalej, sugerując, że widzowie jako masa będą mieli po prostu w nosie złożoność świata przedstawionego i dylematów moralnych stojących przed postaciami, wyróżniając zwłaszcza amerykańskich odbiorców:

Kiedy serial jest robiony dla ogromnej rzeszy widzów, z różnymi doświadczeniami, z różnych części świata, a dużą ich część stanowią Amerykanie, to te uproszczenia nie tylko mają sens, ale są konieczne. To dla nas bolesne, ale wyższy poziom niuansów i złożoności będzie miał mniejszy zasięg, nie dotrze do ludzi. Czasami może to zajść za daleko, ale musimy podejmować te decyzje i je akceptować.

Breaking Bad? Sukcesja? Zadzwoń do Saula? Gra o tron? Rodzina Soprano? Prawo ulicy?

Każdy z powyższych seriali zawierał postaci i wątki znacznie bardziej niejednoznaczne i skomplikowane, niż te z netfliksowego Wiedźmina, ale jakoś nie przeszkodziło im to w zdobywaniu poklasku, pochlebnych ocen, nagród i popularności.

Miejmy nadzieję, że następni twórcy, którzy odważą się zrobić adaptację Wiedźmina, wyciągną nauczkę z błędów poprzedników…