W końcu wybrałem słuchawki. Dlaczego po wielu miesiącach padło na Samsung Level Over? | DailyWeb.pl

W końcu wybrałem słuchawki. Dlaczego po wielu miesiącach padło na Samsung Level Over?

Opublikowano 2 lata temu - 1


Czy to przy okazji dyskusji na WWWłaśnie Podcaście, czy a propos tekstów, które pisałem i dotyczyły dźwięku czy stricte słuchawek, zawsze wspominałem o modelu od Samsunga. Miałem nawet okazje przetestować i zrobić ich video recenzje. Generalnie byłem zachwycony ich jakością wykonania, jakością dźwięku i przede wszystkim ogromnym komfortem. Wszystko się zgadzało prócz jednego drobnego elementu: ceny. Wydatek rzędu 1400zł był dla mnie przynajmniej fanaberią. A jednak trafiły w moje ręce, dlaczego? Dziełem wielkiego przypadku.

Jakie słuchawki?

Za słuchawkami rozglądałem się, nie ukrywam, bez większej presji. Ot rozglądałem się za czymś co będzie mieściło się w rozsądnym budżecie, miało przyzwoitą jakość dźwięku i koniecznie było bardzo komfortowe. Zastosowanie bardzo prozaiczne, do pracy, do domu, do uzupełniania tła, a że spędzam czasem nawet po kilkanaście godzin dziennie przy komputerze, to wygoda była głównym wyznacznikiem. Innym aspektem, który mocno zawężał mi rynek była obsługa Bluetooth. Nie chciałem słuchawek z kablem. Cóż to za ogromny komfort go nie posiadać, po testach pierwszych słuchawek bezprzewodowych, wiedziałem, że do kablowych nie wrócę.

Samsung Level On

Co ciekawe na pierwszy ogień poszedł siostrzany model Samsung Level On. Słuchawki niemal identyczne jeśli chodzi o stylistykę, ale nieco mniejsza i niestety z kabelkiem. Wygoda i komfort były na przyzwoitym poziomie, jednak utwierdziłem się w przekonaniu, że moje słuchawki dodatkowo muszą być wokół-uszne. Ucho męczy się mniej i co ważne, nie ma efektu bolącego ucha od okularów. Na czym to zjawisko polega? Otóż oprawka okularów dociśnięta do ucha słuchawkami, powodowała po niedługim czasie nieprzyjemny ból. Problem występujący we wszystkich słuchawkach nausznych, z którymi miałem okazje obcować. Przy Level Over temat nie występował, ponadto po kilku godzinach słuchania, moje uszy nie wołały pomocy, ogromna zaleta.

Bose Soundlink

Potem pojawiły się Level Over, które zdawały się być idealne. Taka też pozostała świadomość w mojej głowie, postawiłem je sobie za wzór. Takie same, tylko najlepiej 800zł tańsze. No to zaczęły się poszukiwania i takim trafem znalazły się w moich rękach słuchawki marki Bose Soundlink, w wersji niestety nausznej.

Testuje je do tej pory i jestem zachwycony ich jakością dźwięku (zrobię jeszcze o nich wpis), jednak nie mieszczą się one w budżecie, bo ich koszt to okolice 1200zł. W teorii i tak taniej od Level Over, ale mimo świetnej jakości dźwięku, to wykluczył je fakt, że są nauszne.

Wszystko to trwało kilka miesięcy, a na horyzoncie były kolejne testy. Chciałem sprawdzić jeszcze Sennheisery czy AKG, ale się nie udało, kupiłem Level Overy. Wbrew logice, wbrew sobie. Zawsze przed zakupem droższym niż 100 zł, muszę przetrzepać cały internet, poznać wszystkie fakty, opinie, mocne i słabe strony. Ot forma hobby, chyba się jednak starzeje i zaczynam doceniać swój czas, bo decyzja o kupnie LO zajęła mi tyle czasu, ile zamówienie przez internet egzemplarza dla siebie.

Nie było by w tej historii nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że przypadkiem natknąłem się na ofertę jednego z sklepów z elektroniką, który oferował słuchawki od Samsunga, za jedyne: 599zł! Grzechem było nie kupić.

Wylądowałem ze swoich egzemplarzem. Szczerze mówiąc obawiałem się, jak wypadną w zestawieniu ze świetnie grającymi Bose. Uruchomiłem szybko oba zestawy i okazało się, że mogłem odetchnąć z ulgą. Jedyna zauważalna różnica, że Samsungi sprawiają wrażenie nieco bardziej basowych. Z kolei w Bose słychać nieco więcej wyższych tonów, jednak jakość jest naprawdę zbliżona. Mówię to ja, laickim uchem.

Problem gestów na Mac OS

Jedyny problem, który z nimi mam póki co (rozpakowane kilkanaście minut temu), to niestety fakt, że obsługa gestów na Mac OS, jest przynajmniej uboga. O ile mogę zwiększyć lub zmniejszyć głośność, o tyle reszta gestów powoduje uruchomienie się iTunes. Mam cichą nadzieję, że internety mają już gotowe na to rozwiązanie, bo akurat obsługa gestami, to bardzo fajna i wygodna sprawa.

Ciesze się bardzo, że jeden z problemów mi odpadł (#firstworldproblems), bo szczerze mówiąc brałbym Samsungi w ciemno, gdyby ich cena od początku prezentowała się jak w promocji, w której je zakupiłem. Wam także gorąco polecam, jeśli chcecie utopijnego komfortu, przyzwoitej jakości dźwięku i dobrej jakości materiału (po więcej odsyłam do mojej video recenzji). Nie muszę już przeszukiwać internetów, zamawiać kolejnych modeli, ot mam co chciałem i to za rozsądne pieniądze.

Teraz czas na znalezienie myszki ;-)

PS Promocja trwa do dziś (lub do wyczerpania zapasów, więc gdyby ktoś z Was chciał się załapać to odsyłam do nich).