"W głębi lasu" - recenzja polskiego serialu Netflixa na podstawie powieści Harlana Cobena

Opublikowano 12.06.2020 13:06 -


W 2018 roku Netflix ogłosił, że podpisał umowę na 14 adaptacji powieści Harlana Cobena. Wybór akurat tego autora trudno nazwać niespodziewanym, wszak jest to pisarz niezwykle popularny, niemniej nieczęsto trafiają się umowy na tyle tytułów jednocześnie. Kryminały Cobena trafiają na listy bestsellerów od lat, a na koncie ma pisarz rozliczne nagrody — Netflix może być więc pewien, że seriale i filmy oparte na jego twórczości znajdą swoich odbiorców. Dzisiaj na platformę trafiła kolejna adaptacja napisanej przez niego książki — polski serial "W głębi lasu".

Coben to autor amerykański i to w Stanach Zjednoczonych — szczególnie w okolicach Nowego Jorku i New Jersey — osadza swoje powieści. Łatwo się jednak domyślić, że ta szczególna historia została na potrzeby serialu przeniesiona do wygodniejszej dla polskiej realizacji scenerii (kto jednak książki nie czytał, ten się nawet nie zorientuje, że do jakichś przenosin doszło). Mamy więc lata 90. (konkretnie 1994 rok) i młodzieżowy obóz w Polsce. Dzieciaki grają w kosza, skradają sobie pocałunki w lesie, kąpią się w jeziorze i tańczą do upadłego na wieczornych dyskotekach. W tej burzy hormonów zdarzają się oczywiście mniejsze i większe konflikty, ale chyba nikt nie spodziewa się nadciągającej tragedii — ostatniego dnia obozu znika czwórka nastolatków. Policji udaje się odnaleźć tylko dwa ciała. Co stało się z pozostałą dwójką? To długo utrzymuje status tajemnicy. Dopiero znalezione 20 lat później zwłoki pozwalają rozwiązać dramatyczny sekret. Czy to możliwe, że jedna z zaginionych osób wciąż żyje?

w głębi lasu recenzja

Akcja "W głębi lasu" rozgrywa się na dwóch płaszczyznach czasowych. Z jednej strony mamy współczesność, 20 lat po wydarzeniach na obozie. Z drugiej zaś strony — retrospektywy z obozu właśnie. Widz równolegle poznaje więc wydarzenia z lat 90. i obserwuje, jak rozwijało się śledztwo w tej sprawie oraz jest świadkiem wznowienia postępowania po latach. Każdy z okresów charakteryzuje się specyficznymi wątkami pobocznymi — pojawia się przemoc w rodzinie, antysemityzm, radzenie sobie ze stratą, samotne rodzicielstwo, romanse, gwałt oraz szantaż. Wątki te zarysowane są raczej pobieżnie, ale w sumie nie ma w tym nic złego — są po prostu wypełniaczem dla czasu pomiędzy kolejnymi odkryciami związanymi ze sprawą sprzed lat, czymś na wzór cliffhangerów wzmagających zainteresowanie widzów. Sama intryga dotycząca sprawy zaginionych na obozie — zarówno w części retrospektywnej, jak i współczesnej — jest naprawdę wciągająca. Od samego początku wydarzenia osnute są gęstą mgłą tajemnicy i trudno się tu czegokolwiek domyślić. Rozgryzania sprawy nie ułatwiają manipulacje i psychologiczne gierki, którym poddawani są bohaterowie. Stopniowo na jaw wychodzą nowe fakty, a dane, co do których widz miał pewność, zmieniają swój status. Najprawdopodobniej dzięki temu finał jest równie zadowalający (pod koniec liczba możliwych do mylnego odczytania wskazówek jest wręcz przytłaczająca). Od pewnego momentu co prawda można go częściowo przewidzieć, ale na pewno nie w szczegółach.

w głębi lasu recenzja

Wrażenie niejasności potęgują też nieoczywiste relacje między bohaterami. Serialowe postacie mają problem z budowaniem związków, ich emocjonalność wydaje się jakaś taka niepełna, zdeformowana (najpełniej pokazuje to przykład małżeństwa Laury, którego natura rodzi wiele znaków zapytania). Niektóre uczucia musiały tutaj zostać ucięte lub samoistnie wypaliły się na skutek traum i zbytniego skupienia na własnym zamiast wspólnym cierpieniu. Zgłębianie psychologii bohaterów nie jest dla serialu skupionego na kryminalnej tajemnicy ważne, więc i "oficjalnie" nie poświęca się mu zbyt wiele uwagi. Trzeba jednak przyznać, że postaci nakreślone są bardzo wiarygodnie; między doświadczeniami młodych postaci a ich dorosłym życiem widać wyraźne korelacje, związki przyczynowo-skutkowe. Udało się to wszystko zgrabnie przedstawić w dużej mierze dzięki zatrudnionym aktorom. Na ekranie widzimy bowiem między innymi: Grzegorza Damięckiego, Agnieszkę Grochowską, Jacka Komana, Arkadiusza Jakubika czy Cezarego Pazurę — a więc polską śmietankę aktorską. Całkiem nieźle wypadają także odtwórcy nastoletnich protagonistów — Hubert Miłkowski czy Wiktoria Filus — ale w ich grze pobrzmiewa jednak bardzo wyraźnie pewna teatralna sztuczność.

w głębi lasu recenzja

Nie mniej ciekawie obsada wygląda od strony realizatorskiej. W reżyserskich fotelach zasiedli Leszek Dawid ("Jesteś Bogiem”) i Bartosz Konopka ("Królik po berlińsku" oraz "Krew Boga"). Od razu widać, że serialu nie realizowali amatorzy. Pierwsze spotkanie widza z rzeczywistością obozową to nostalgiczny powrót do lat 90. - kolorowe stroje, fikuśne fryzury, playlista złożona z najlepszych utworów tamtego okresu, które do dzisiaj wyśpiewuje się na karaoke do zdarcia gardła. Wiarygodne i ciepłe przedstawienie nastoletnich doświadczeń pozwala na równie intensywne doświadczenie chwili, gdy ta sielanka zaczyna się rozpadać. W końcu żywe kolory zaczynają zastępować szarości — i tak dorosłe życie to już nie kąpiele słoneczne, a brodzenie w miejskim mroku. Bohaterowie ewidentnie stracili coś tamtego lata, coś, co już nigdy do nich nie wróciło.

"W głębi lasu" - recenzja

Niestety, można mieć i zastrzeżenia do "W głębi lasu". Przede wszystkim ogrom wątpliwości budziła we mnie momentami praca kamery. Liczne diagonalne ujęcia, z zasady wprowadzające wrażenie percepcyjnych lub psychologicznych zaburzeń, pojawiają się w serialu zbyt często i to bez jakiegoś wyraźnego klucza. Zdarzają się też nieuzasadnione dramaturgicznie zbliżenia, ciasnota kadrów, która nie tylko nie jest potrzebna, ale też utrudnia wejście w świat przedstawiony. Najprawdopodobniej zabieg ten miał dynamizować całą historię, jednak w moim odczuciu był on zupełnie zbędny (a przynajmniej zbędny w takim natężeniu).

w głębi lasu recenzja

"W głębi lasu" to historia raptem 6-odcinkowa, ale jej niewielka objętość to raczej zaleta niż wada. Dzięki ograniczonemu czasowi antenowemu wątki udało się odpowiednio zdynamizować (jakkolwiek momentami widać problemy z wyważeniem tempa narracji) i zostawić na sam koniec odpowiednią dawkę niedopowiedzeń — taką, która nie frustruje, lecz zachęca do snucia własnych domysłów. Mała liczba odcinków pozwala też wybaczyć serialowe pomniejsze grzeszki i cieszyć się jego specyficznym nastrojem bez wrażenia wyczerpania materiału. Lękiem napawa mnie jednak cliffhangerowy finał — mam szczerą nadzieję, że kontynuacji tej historii nie będzie. Łatwo ją sobie wyobrazić, ale wątpię, czy udałoby się ją sensownie, bez szkody dla pierwszego sezonu, pociągnąć. Niezależnie jednak od przyszłości "W głębi lasu", teraz zachęcam Was do dania szansy tej spolszczonej wersji powieści Harlana Cobena. Serial ma może swoje wady, ale mimo to gwarantuje kilka godzin intensywnych emocji.

Wieści z Rozładowani.pl