W dobie łatwych płatności, stajemy się niewolnikami subskrypcji




W dobie łatwych płatności, stajemy się niewolnikami subskrypcji

Opublikowano 30.10.2017 12:10 -


Zbliżający się koniec miesiąca, to doskonały moment na podsumowania. Nie, nie mam najmniejszego zamiaru robić listy najlepszych seriali z października, bo i tak wszyscy wiemy, że na pierwszym miejscu znalazłoby się Stranger Things. Przeglądając swoje wydatki zauważyłem, że powoli staję się więźniem wszelkiego rodzaju subskrypcji. Obecnie mam ich kilka, a dostrzegłem to, gdy zacząłem zastanawiać się nad kolejną usługą. Tym razem z ebookami.

Fanów czytania zachęcam do zapoznania się z ofertą Legimi. Pojawiła się usługa, która może szczególnie zainteresować osoby posiadające Kindle’a. Za 40 złotych miesięcznie można uzyskać dostęp do olbrzymiej bazy książek i czytać je nie tylko na czytniku Amazona, ale także na innych urządzeniach. Przyznam, że oferta jest kusząca, nawet jeżeli istnieje ograniczenie w ilości ebooków pobranych na Kindle’a. Ja postanowiłem, że tym razem odpuszczę sobie kolejną usługę. Na czytniku posiadam już potężny zestaw książek do nadrobienia, głównie za sprawą działalności BookRage, o którym już wcześniej pisałem na łamach DailyWeb. Zresztą kolejna subskrypcja nie wchodzi w grę, mam ich po prostu zbyt wiele. A mechanizm „wpisz numer karty i płać za dostęp” jest bardzo zdradliwy – wiem, że czasem, w natłoku obowiązków, można zapomnieć o wyłączeniu danej usługi.

Chciałeś sobie kiedyś kupić kindla? Amazon startuje z przeceną

U mnie wszystko zaczęło się kilka lat temu od wykupienia abonamentu do World of Warcraft. Przez długi czas dokładałem się do działalności Blizzarda, aż w końcu zauważyłem, że przymus comiesięcznej opłaty wzbudza we mnie konieczność ciągłego grania. Zawsze mówiłem sobie, że wchodzę do WoWa, bo przecież płacę za dostęp, więc trzeba to wykorzystać, bo inaczej pieniądze przepadną. Szaleństwo, wiem, ale tak to zostało zaprojektowane. Abonament, subskrypcja, opłata uiszczana co miesiąc, w przypadku konsumpcji cyfrowych treści, zmusza do korzystania, budzi obawę, że wydane pieniądze po prostu przepadną. To jedna strona medalu, gorzej jeżeli po prostu zapomina się o tym, że karta jest podpięta pod daną usługę. Bywa, że człowiek wmawia sobie, że w tym miesiącu na pewno się skorzysta z dostępu i coś się obejrzy, czegoś się posłucha, w coś się pogra.

Stajemy się subskrybentami, bo chcemy mieć dostęp, bo chcemy mieć nieograniczone możliwości. Bywa z tym różnie. Cyfrowa dystrybucja ma to do siebie, że czasem niektóre materiały znikają, co widać doskonale na przykładzie Netfliksa. Tutaj istotną rolę odgrywają licencje na poszczególne filmy oraz seriale. Ja postanowiłem nieco ograniczyć ilość posiadanych subskrypcji. Odnoszę wrażenie, że trudno kontrolować odpływ gotówki na tego typu usługi, właśnie przez potrzebę posiadania dostępu, możliwości. Trudno z tego zrezygnować, bo co jeżeli jednak będzie się chciało wrócić do jakiegoś cyfrowego tekstu? Odpowiedź jest banalna – wystarczy ponowie wykupić subskrypcję, wcale nie trzeba płacić przez pół roku, tylko po to, aby obejrzeć jeden film na trzy miesiące.


Autorem artykułu jest Adrian Jaworek.