Vogue pod ostrzałem, bo Annie Leibovitz... nie jest czarna

Opublikowano 14.07.2020 7:51 Aktualizacja: 14.07.2020 9:45 -


Legendarna portrecistka sfotografowała amerykańską gimnastyczkę Simone Biles na okładkę Vogue. Według opinii publicznej zrobiła to źle, bo... sama nie jest czarna.

Szeroko pojęty rasizm i wymyślane w związku z tym ideologie to bardzo kontrowersyjny temat, który chyba nie ma końca. Oczywiście sam w sobie rasizm jest bezsensowny, ale dorabianie dziwnych teorii do normalnych wydarzeń zdaje się być dla niektórych ludzi ulubionym zajęciem.

Tak stało się w przypadku sierpniowego wydania magazynu Vogue. Na okładce znalazła się czarnoskóra gimnastyczka ze Stanów Zjednoczonych, Simone Biles. Jedna z najbardziej utytułowanych sportsmenek (cztery złote medale olimpijskie) została sfotografowana przez legendarną portrecistkę Annie Leibovitz. Obróbka jest wyraźnie skierowana ku osobom lubiącym raczej szare, stonowane barwy (trafia chociażby do mnie).

"To pomalujesz jednego z naszych chłopców czarną farbą"

PetaPixel zebrał opinie czytelników, jakie pojawiły się na Twitterze. Okazuje się, że Leibovitz zepsuła swoją pracę i kompletnie nie trafiła z kolorem skóry Biles (i tak dalej), bo sama nie jest czarnoskóra. Geniusze fotografii i obróbki skrytykowali zarówno magazyn, jak i samą fotograf nie zostawiając na nich suchej nitki.

Uwielbiam Simone Biles i cieszę się, że jest na okładce... ale nienawidzę tych zdjęć. Nienawidzę kolorystyki, nienawidzę jak przewidywalne są, nienawidzę "social crop" [wycinanie zdjęć pod media społecznościowe - przyp. red.] i szczególnie nienawidzę Vogue za to, że nie wpadli na pomysł zatrudnienia czarnoskórego fotografa.

Po tych wszystkich czarnych talentach, jakie pojawiły się w #VogueChallenge Vogue nie wpadł na to, żeby zatrudnić czarnoskórego fotografa do zrobienia okładki Simone Biles?

Oczywiście takich opinii jest więcej i więcej. Nie tylko na Twitterze, ale też na Reddicie, gdzie użytkownicy posuwają się do porównania skóry Biles do osoby zabalsamowanej. Inni wskazują zdjęcie Gabrielle Union zrobione przez Zayę Wade jako przykład. Problem w tym, że Union ma zupełnie inny kolor skóry niż Biles, ale najwyraźniej nie jest to ważne.

Powtórzę się - rasizm jest bezdennie głupi. Niestety, tak jak rasiści, bezdennie głupi są ludzie, którzy starają się ten rasizm wciskać w każdą sytuację. Ile już jest przykładów tego typu zachowań? Usuwania logo z produktów, które nie zmieniły się od kilkudziesięciu lat? Nagłego zatrudniania czarnoskórych nie dlatego, że są lepsi, ale dlatego, że "wypada"?

Żebym nie został źle zrozumiany - nie przeciwstawiam się faktom, że aparaty mają problem z odpowiednim odwzorowaniem koloru skóry. Pierwsze kamery kalibrowane były pod białą kobietę i przez to błędnie odczytywały wszystkie inne tony. Shirley cards używane były jeszcze do lat 90. XX wieku i jest to jeden z wielu problemów rasizmu i białej supremacji. Zresztą - Kodak zaczął poprawiać kolorystykę nie dlatego, że źle odczytywał skórę czarnych, ale... koni w cieniu.

Mam jednak problem z tym, że w tej sytuacji bardziej dopisuje się rasizm jednocześnie wskazując, że "gdyby fotograf był czarny, to na pewno byłoby dobrze" - czyli zwalcza się rasizm... rasizmem. Duża część społeczeństwa - a przodują w tym Amerykanie - uwielbia popadać ze skrajności w skrajność. Najwyraźniej świat jest zbudowany na zasadzie "nie jesteś z nami, więc jesteś przeciwko nam". I to też jest złe. W podtytule dałem cytat z "Chłopaki nie płaczą", więc na koniec sparafrazuję jeszcze jeden pasujący fragment:

Wielu ludziom brakuje luzu, ruszają się jak wóz z węglem.

Wieści z Rozładowani.pl