"Urban Flow" - to gra z solidnym game i level design

Opublikowano 13.07.2020 18:52 -


Tworzenie gier komputerowych może i jest trudne, ale więcej wysiłku wymaga ukończenie rozgrzebanego tytułu. Przeczytałem mnóstwo porad oraz artykułów na ten temat. Oszczędzę Wam czasu i postaram się je streścić, ponieważ wszystkie można zamknąć w jednej, trochę przydługiej, frazie. Aby skończyć własną grę komputerową, warto wybrać taki projekt, który nie będzie składał się z wielu elementów, usiąść do niego, stworzyć prototyp, przetestować i powtarzać tak długo, aż się skończy. Brzmi dziwnie, ale mam wrażenie, że w ten sposób działali twórcy gry "Urban Flow". Od razu zaznaczę, że wyszło im to na dobre.

To nie była produkcja, którą obserwowałem. Na "Urban Flow" trafiłem przez przypadek. Jeden ze swoich tekstów poświęciłem na opisanie moich wrażeń z posiadania Switcha. Z biegiem czasu zacząłem szukać różnych tytułów, które mogłyby mi umilić przerwy od pracy. Brakowało mi ciekawej gry logicznej. Chciałem czegoś, co połączy konieczność obserwowania ciągle zmieniających się warunków z planowaniem kolejnych kroków. A potem trafiłem na materiały związane z "Urban Flow", w którym zadaniem gracza jest zarządzanie sygnalizacją świetlną.

Stwierdziłem, że może to być interesujące wyzwanie, że w tej pozornej prostocie rozgrywki, jest coś pociągającego. Nie pomyliłem się. "Urban Flow" odpalam, gdy mam ochotę rozwiązać jakąś dynamiczną łamigłówkę, ponieważ gra jest tak przemyślana, aby zabawa składała się z krótkich sesji.

Często odnoszę wrażenie, że kwestia czasu bywa pomijana przez twórców gier niezależnych. Samo skonstruowanie angażującej mechaniki, to jedno, ale warto także się zastanowić, jak długo będzie trwała rozgrywka. Nie mam na myśli liczby godzin, jaką należy poświęcić na ukończenie produkcji. Tylko te najmniejsze części, czas, który poświęca gracz. A warto o tym pamiętać, ponieważ ludzie różnie konsumują media i często trzeba dostosować się do tych nawyków. Moim zdaniem trudno oczekiwać od współczesnych odbiorców, że po zakupieniu gry usiądą i od razu zaliczą dwunastogodzinną sesję. Takie przypadki się zdarzają, nie przeczę, jednak wątpię, aby stanowiło dominujące zachowanie wśród odbiorców.

Uważam, że po przetestowaniu i zaprojektowaniu mechaniki konieczne jest zweryfikowanie, ile czasu zajmuje ukończenie podstawowej pętli rozgrywki.

Przykład? Jedna plansza z "Urban Flow". Zostaje mi zaprezentowana sygnalizacja świetlna oraz układ ulic. Czekam na pierwsze pojazdy i zaczynam planować. Zastanawiam się, w jakim rytmie będę je przepuszczał, weryfikuję w jakim kierunku jadą. Swoją uwagę cały czas koncentruję na samej planszy, ponieważ tam dzieje się najwięcej. Jeśli wybrałem dobry rytm i dobrze reaguję na ruch pojazdów, to coraz więcej dociera do celu. W przeciwnym razie przegrywam, ponieważ dochodzi do kolizji.

Czas zabawy? Nie przypominam sobie, aby ukończenie jednego poziomu, zajęło mi więcej niż pięć minut. A biorę tutaj także porażki, które czasem się zdarzają. "Urban Flow" cechuje solidny game i level design, ponieważ czas sesji nie ulega gwałtownego wydłużeniu, nawet przy trudniejszych zadaniach.

Może to drobiazg, ale takie ustawienie rytmu rozgrywki, sprawia, że często wracam do tego tytułu.

Wieści z Rozładowani.pl