Mam w domu trochę planszówek, w większości są różne kości i może unidice jest odpowiedzią na tę klęskę urodzaju?

Każdy, kto kiedykolwiek grał w jakąś planszówek, wie, że często trzeba w nich rzucać kostką. Co prawda wynik bywa różnie interpretowany, czasem plastikowy sześcian stanowi wręcz oś całej zabawy. Bywa również nieocenioną pomocą dla prowadzących sesje RPG. Co prawda tam różnorodność kości potrafi przyprawić o zawrót głowy, ale pocieszny często stanowi fundament dla rozstrzygających rzutów. W sieci bez najmniejszego problemu można znaleźć pięknie wyglądające kości, często specjalnie zdobione. Bywa, że są one elementem jakiegoś zestawu i wtedy oddają charakter gry. Mamy XXI wiek, otaczamy się elektroniką, to czemu by nie zastąpić sześciennych kości czymś nowocześniejszym?

Unidice pozwala zastąpić wszystkie kości
fot. unidice

Lubisz prowadzić sesje RPG, ale masz dość kostek? W takim razie koniecznie zainteresują się unidice!

Jakoś nigdy nie czułem potrzeby, aby odpowiedzieć sobie na to pytanie. Do dzisiaj uważam, że analogowy zestaw kości w zupełności spełnia funkcje, do jakich został powołany. Poza tym zdarza się, że wartości są zastąpione jakimś obrazkiem, który oddaje określoną akcję lub wymusza jakieś działanie. Zresztą w swoim plecaku wożę zestaw sześciu kostek oraz domino. Na wypadek, gdybyśmy w pracy poczuli chęć na rozegranie partyjki w coś analogowego. Nie muszę ich ładować, uważać na to, że się potłuką albo pilnować, żeby przez przypadek nie porysować któregoś z ekranów. Biorę do łapy i rzucam. Żadnego parowania z telefonem, instalowania aplikacji albo innych, czasem zbędnych, postnowoczesnych rytuałów.

R E K L A M A

Dlatego unidice wydaje mi się kuriozalnym pomysłem. Kostka sześcienna wyposażona w ekrany oraz sparowana za aplikacją. Wytrzymuje 4 godziny na jednym ładowaniu. Niby jej plusem jest to, że jest konfigurowalna, przez co można znaleźć dla niej wiele różnych zastosowań. Dzięki temu, że jest wyposażona w 6 ekranów, można na niej wyświetlać zdjęcia.

Odjechany pomysł, bo jest to  4-centymetrowy sześcian. Jakoś nie przemawia do mnie funkcja dekoracyjna unidice. Jeszcze jestem w stanie zrozumieć, jeśli ktoś chce sobie w ten sposób uprzyjemnić trening i losować ćwiczenia. Tylko że to samo można osiągnąć, naklejając obrazki na tradycyjną kostkę. Czy jako mistrz gry sięgnąłbym po unidice? Nie, nawet jeśli mógłbym ją skonfigurować do konkretnej rozgrywki. W materiałach prasowych zaznaczono, że urządzenie jest w stanie symulować różnego rodzaju zestawy kości, ale czy to nie wypłukuje jakiejś cząstki zabawy? Z moich wspomnień wynika, że inaczej w ręce leży dwudziestościenna kość, a inaczej standardowy sześcian. Ten rzut ma swoją wagę, często dosłowną.

Mam wrażenie, że unidice jest doskonałym przykładem szukania ulepszeń tam, gdzie niekoniecznie są potrzebne. Miło, że twórcy już na start oferują zestaw produktów, który można wykorzystać z ich urządzeniem, ale nie jestem specjalnie przekonany co do słuszności tego wynalazku. Mam wrażenie, że będzie to kolejny cyfrowy śmieć.

Rozgrywka z wykorzystaniem unidice
fot. unidice

Ile będzie kosztować unidice? Jeszcze nie wiadomo, zbiórka na Kickstarterze dopiero się rozpocznie.

Zestaw 7 kości do RPG na Allegro kosztuje zawrotne 13 złotych i 99 groszy. Bez dostawy. Bardziej odjechane wersje kostek można kupić za 40 złotych w sklepie Rebel. Czy unidice będzie tańsze? Szczerze wątpię. Na całość składa się ładowarka, a samo urządzenie jest wyposażone w sześć ekranów HD oraz akumulator. Na dodatek trzeba doliczyć koszt stworzenia i utrzymania specjalnej aplikacji oraz SDK dla twórców gier. To ostanie ma być dedykowane Unity. Dlatego nie wierzę w to, że unidice będzie kosztowało mniej, niż 40 złotych. Trudno mi nazwać ten projekt idealnym dla miłośników planszówek. Widzę tutaj za dużo zagrożeń, które sprawią, że unidice stanie się przyciskiem do papieru. Albo po pierwszym zachwycie wyląduje w jakiejś szufladzie ze wszystkim.

Zastanawiam się nad kosztem utrzymania aplikacji. Samo urządzenie nie jest jakoś specjalnie skomplikowane, to głównej kwestia wysyłania i odbierania danych. Co się stanie, jeśli producent unidice zniknie? Kod zostanie udostępniony na GitHubie i każdy będzie mógł sobie konfigurować kostkę? Co z częściami zamiennymi?

Myślę głównie o akumulatorze. Ile cykli wytrzyma unidice, zanim zacznie powoli zdychać? Już teraz jesteśmy otoczeni sprzętami, w których nie można wymienić baterii. Nie widzę sensu w tym, aby dokładać kolejne urządzenie, które w zasadzie jest tylko gadżetem i możne je łatwo zastąpić czymś innym. Mniej kosztownym w utrzymaniu. Gdyby unidice od początku było bardziej modularne i posiadało otwarty kod, to może bym nie narzekał jak stary dziad.  Tak nie jest. Twórcy postawili na zamknięcie projektu, a sam fakt, że zbiórka dopiero wystartuje, sprawia, że zaczynam ostrożnie podchodzić do tego projektu. Idea, w pierwszej chwili, może wydawać się fajna, ale po dłuższym rozważeniu wad i zalet nie sądzę, aby unidice odniosło spektakularny sukces.

Przekuwanie kości – rozgrywka analogowa zupełnie na nowo