Twórcy "Godhood" walczą z widmem bankructwa

Twórcy "Godhood" walczą z widmem bankructwa

Opublikowano 12.11.2019 11:07 -


Rynek gier komputerowych nie składa się wyłącznie z dużych, łatwo rozpoznawalnych firm. Pewnie z łatwością skojarzycie tytuły takich producentów, jak 11bit Studios, CD Projekt RED lub Epic Games. Wciąż jednak istnieją niewielkie niezależne studia. A jedno z nich postanowiło ograniczyć zatrudnienie. Abbey Games istnieje od 8 lat. Wydało kilka ciekawych produkcji, jedną z nich, „Godhood”, recenzowałem na łamach DailyWeb. Do końca 2019 roku w firmie będzie pracowało 11 osób. Od 2020 zostaną tylko cztery.

Zgodnie z informacjami opublikowanymi na portalu Gamastura będą to założyciele studia. Zostają, bo chcą dokończyć „Godhood” i poszukać sposobu na uniknięcie bankructwa. Przypadek Abbey Games przypomina o tym, że gamedev to także małe studia. Zatrudniające mniej niż 20 osób. Ich pracownicy często pełnią kilka różnych funkcji. Wielokrotnie wspominałem o tym w naszych podcastach.

Pracując w niezależnym studio, rano jest się analitykiem, po obiedzie pracownikiem obsługi klienta, a na koniec dnia marketingowcem. Wchodzi się w różne role, z odmiennymi zadaniami. Podejrzewam, że w przypadku Abbey Games było podobnie.

Sami wydawali swoje produkcje, więc na pewno musieli zajmować się kontaktami z prasą, marketingiem, prowadzeniem mediów społecznościowych, zarządzaniem społecznością i setkę innych spraw, które musi ogarnąć wydawca. Przypominam, że do dyspozycji mieli 11 osób. To nie jest duży skład. A teraz ta sama praca musi zostać rozdzielona na jeszcze mniejszy zespół.

Pisze o Abbey Games, aby przypomnieć o tym, że robienie gier, to nie jest bułka z masłem. Rynek jest bezlitosny. Mamy 2019 rok, setki różnych tytułów walczą o uwagę odbiorcy. Na dodatek pojawiły się usługi subskrypcyjne, które mogą sprawić, że klienci niechętnie będą sięgali po mniejsze, niezależne produkcje. Będą woleli poczekać, aż pojawią się w ramach opłacanego przez nich abonamentu, co wcale nie musi się wydarzyć.

Moim zdaniem rynek gier komputerowych czeka konsolidacja. Coraz większe znaczenie będą mieli wydawcy współpracujący z dużymi platformami takimi, jak Origin, Ubisoft lub Steam.

Dlaczego tak sądzę? Zwróćcie uwagę na to, jak działa 11bit Studios. Jest to polska firma, którą na pewno kojarzycie z takich tytułów jak „Frostpunk” oraz „This War of Mine”. A mówi Wam coś „Moonlighter”? Lub „Children of Morta”? O obu pisałem na DailyWeb, ale łączy je coś jeszcze. W przypadku tych tytułów wydawcą jest 11bit Studios.

Jest to świetny przykład dywersyfikacji przychodów oraz ciekawy model działalności. Wydając swoje produkcje, przetarli wiele szlaków. Mają rozpoznawalną markę i doświadczenie we współpracy z platformami sprzedażowymi.

Działając jako wydawca, są w stanie podzielić się tą wiedzą z innymi studiami. Takie firmy mogą się skoncentrować na innych elementach tworzenia gry.

Na dopracowaniu game designu, wyłapaniu różnego rodzaju błędów, po prostu są w stanie dobrze oszlifować swój produkt. Nie muszą martwić się o promocję, marketing lub zarządzanie społecznością fanów, bo tym zajmuje się wydawca. Dlatego uważam, że na rynku będzie coraz więcej podmiotów oferujących takie usługi dla mniejszych, niezależnych studiów.

Pozostaje tylko mieć nadzieję, że te relacje będą zdrowe.

Wieści z Rozładowani.pl