Twórcy gier muszą ujawnić szanse na przedmioty w lootboksie. Jak to wpłynie na branżę?




Twórcy gier muszą ujawnić szanse na przedmioty w lootboksie. Jak to wpłynie na branżę?

Opublikowano 3.06.2019 8:34 -


Temat związków gier komputerowych z hazardem jest wciąż żywy. Lootboksy dalej znajdują się pod lupą. Zresztą sam Google zaostrzył zasady dotyczące monetyzacji i zarabiania na grach. Zgodnie z najnowszymi wytycznymi, twórcy muszą ujawnić szanse na poszczególne przedmioty zawarte w lootboksie. Zastanawiam się, jak to wpłynie na sprzedaż. Czy rekordowe zyski sektora mobilnego choć odrobinę się zmniejszą?

Dlatego, zanim wrzucicie swoją grę do Sklepu Play, zapoznajcie się z tymi zmianami. Warto wiedzieć, na jakich zasadach możecie zarabiać na swoich cyfrowych produktach. Kwestią otwartą pozostaje to, czy Google faktycznie będzie dokładnie weryfikował aplikacje wprowadzane do Sklepu Play. Czas pokaże, być może wkrótce usłyszymy o grach, które zostały zablokowane, ponieważ prowadziły zbyt agresywną monetyzację i podawały błędne opisy w lootboksach. Warto tutaj zaznaczyć, że informacje na temat procentowych szans na zdobycie nagród z płatnych skrzynek podały już takie firmy, jak Valve („DOTA 2”) oraz Electronic Arts („FIFA”). Google dołącza do tej grupy. Decyzja ta najmocniej odbije się najpewniej na sektorze gier mobilnych. Pełno tam lootboksów i nie mam na myśli, tylko produktów od dużych firm, takich jak Supercell lub Zynga.

Zobacz, jakie będą darmowe gry z PlayStation Plus w czerwcu

Warto zadać jeszcze jedno pytanie. Czy twórcy silnika wykorzystywanego do tworzenia cyfrowej rozrywki powinni otwarcie wspierać hazard? Łatwo domyślić się, że grę zachęcającą do ryzykowania prawdziwymi pieniędzy, można napisać w dowolnym frameworku lub wybranym przez siebie silniku. Nie mam na myśli zaimplementowania samych lootboksów albo zaprojektowania postępów w grze tak, aby do jej ukończenia konieczne było dokonanie płatności. Grę hazardową, takiego jednorękiego bandytę lub pokera, napiszecie w każdym popularnym silniku. Jednak tylko Unity postanowiło otwarcie wspierać takie inicjatywy. Wydanie wspierające gry hazardowe ogłosili na Twitterze. Jak zapewne się domyślacie, firma szybko dostała po głowie. Twitt zniknął, ale w Internecie nic nie ginie i Xavier Coelho-Kostoly zdołał uwiecznić tę informację. Na dodatek dołożył wiele interesujących rzeczy na temat tego, dlaczego lootboksy można traktować jako szkodliwe i wykorzystujące ludzkie słabości. Zachęcam do zapoznania się z tym wątkiem.

Poznaj Playdate, nową konsolę do gier. Na korbkę

Czy Unity oberwało słusznie? Na pewno uruchomienie wsparcia dla twórców gier hazardowych jest decyzją czysto biznesową. Stoją za tym pieniądze, które można pozyskać, oferując dodatkowe wsparcie do firm zajmujących się takimi produktami. Czy mogli to zrobić? Mogli, to ich produkt i mogą nim zarządzać, tak jak chcą. Oczywiście muszą się liczyć z reakcjami społeczności twórców. Na przykład z wyrazami niechęci, które pojawiły się po nieszczęsnym twiccie. Jednak zastanawia mnie jedna rzecz: jak wiele z wypowiadających się osób, postanowiło zaimplementować w swojej grze lootboksy? Rozumiem, że tutaj sprawa jest niejasna, ale trudno zaprzeczyć, że pewne podobieństwa pomiędzy płatną skrzynką, a wrzuceniem żetonu do jednorękiego bandyty, istnieją.

Dla mnie to, że Unity zdecydowało się na wsparcie twórców gier hazardowych, nie jest największym problemem. Oczywiście, że jest to branża, która zarabia na ludzkich słabościach, stąd zapewne biorą się różnego rodzaju regulacje prawne, ale czy ktoś ma pretensje do producenta kart o to, że są one wykorzystywane także do grania w pokera? Nie sądzę. Znacznie ważniejsze jest to, że w tym przypadku pojawiło się mnóstwo głosów krytykujących takie podejście, jednak gdy zostaje podnoszony temat lootboksów, to nie zdobywa on takiej popularności. Wielu graczom one przeszkadzają, krytykują je, ale czy twórcy podchodzą do tego problemu z taką samą pasją, jak do wsparcia gier hazardowych przez Unity?

Nie wydaje mi się.