Tomasz Kot jednak nie zagra w najnowszym Bondzie. Nie, to żaden clikbait | DailyWeb.pl

Tomasz Kot jednak nie zagra w najnowszym Bondzie. Nie, to żaden clikbait

Opublikowano 3 miesiące temu -


Polski aktor, którego notowania dzięki trafionym decyzjom castingowym wciąż rosną, naprawdę miał zagrać w najnowszej odsłonie filmu o Jamesie Bondzie. No właśnie - miał.

Ja wskazują bowiem napływające z filmowego świata informacje w filmie nie zagra. A wszystko to z sprawą Daniela Craiga. Tomasz Kot miał wcielić się w rolę głównego antagonisty. Danny Boyle wybrał go podobno samodzielnie. Nie da się ukryć, że nastąpiło to trochę "po warunkach".

Tomasz Kot i James Bond

Najnowszy film o agencie 007 koncentrować ma się bowiem wokół napięcia na linii Rosja-Zachód i nowego wymiaru zimnej wojny w XXI wieku. Zapewne Kot zwrócił uwagę słynnego reżysera głośną ostatnio również za granicą "Zimną wojną". Jak się więc okazuje nie tylko Joanna Kulig, o której wspomina się w kontekście oscarowych nominacji, daje nam powody do dumy.

Od siebie mogę dodać w tej sprawie jedynie tyle, że warto zobaczyć "Zimną wojnę", by na własne oczy przekonać się o czym mowa. Niestety, pomysł zawetował Daniel Craig. Aktor, który długo zwodził fanów serii decyzją w sprawie swojej dalszej obecności w historii znanego szpiega, ma ogromny wpływ na dalszy kształt cyklu. Aktor sam wybiera również partnerki Bonda.

Podobno właśnie decyzja o wykluczeniu Kota z obsady wpłynęła na to, że Boyle ostatecznie zrezygnował z kręcenia najnowszego filmu o agencie 007. Dla mnie to podwójnie przykra wiadomość. Już dawno nie mogliśmy podziwiać polskich aktorów w wielkich zagranicznych produkcjach, więc świetnie byłoby zobaczyć Kota, którego darzę ogromną sympatią, w równie ważnej roli.

Poza tym bardzo cenię sobie samego Boyle'a, który wykazał się wielokrotnie ogromnym wyczuciem kompozycji kadrów. Chętnie wracam do jego produkcji, co generalnie zdarza mi się raczej rzadko. A może to tylko próba wywołania medialnego szumu wokół produkcji i już wkrótce otrzymamy inne informacje? Nie byłby to przecież pierwszy tego typu przypadek. Trzeba więc trzymać mocno kciuki za Kota (co jest w sumie o tyle ironiczne, że ma być czarnym charakterem, a ci zwykle raczej nie wzbudzają sympatii).