Jeżeli w Waszych głowach zaczęło już rozbrzmiewać „jeden, by wszystkimi rządzić, jeden, by wszystkie odnaleźć, jeden, by wszystkie zgromadzić”, to zmieńcie nastawienie. Z tym pierścieniem nie udacie się do Mordoru, a ekipa Waszych przyjaciół nie zakrzyknie dziarsko, że macie ich topór, miecz, czy cokolwiek innego. Możecie za to, dzięki temu specjalnie zaprojektowanemu w tym celu urządzeniu, zrobić sobie… grupowe zdjęcie.

The Lord of Rings R51 – specyfikacje

  • Bluetooth 5.0
  • Zasięg transmisji: 20 m
  • Pojemność baterii: 30 mA
  • Czas ładowania: 1 h
  • Czas użytkowania na jednym ładowaniu: 480 h
  • Czas funkcjonowania w trybie Standby przy połączeniu z urządzeniem: 30 dni
  • Czas funkcjonowania w trybie Standby bez połączenia z urządzeniem: 90 dni

The Lord of Rings R51 – co w pudełku?

Pudełko z tak potężnym gadżetem robi bardzo niepozorne wrażenie. Nawet informacja o tym, że to sam The Lord of Rings przyczaiła się tylko nieśmiało w prawym dolnym rogu i to zapisana fontem w mało imponującym rozmiarze. Doprawdy nie rozumiem, dlaczego nie wyeksponowano tej informacji złotymi literami na 3/4 opakowania.

Po otwarciu opakowania oczom ukazuje się piankowa wyściółka, która otula:

  • The Lord of Rings R51,
  • kabelek microUSB typu B,
  • stacja ładująca w formie klipsa (łączy się ją np. z laptopem za pomocą kabelka i wpina w nią pierścień),
  • instrukcja po chińsku i angielsku,
  • zestaw gumek do regulacji rozmiaru pierścienia.

Zaskoczyło mnie przede wszystkim to ostatnie, bo obawiałam się, że władca pierścieni będzie sprzedawany na zasadzie kopciuszkowego bucika — albo pasuje, albo nie jesteś jego godna/godzien. Tymczasem swobodnie można go dostosować do każdego rozmiaru palca.

Pierścień nie sprawia wrażenia bylejakości. Matowy plastik wydaje się całkiem solidny, a regulujące gumki odpowiednio elastyczne i jednocześnie trwałe. Design przypomina mi jednak plastikowe sygnety z automatów, niezwykle popularne w mojej młodości. Dużo gorzej wygląda „ładowarka”, no ale jej nie trzeba nikomu pokazywać.

The Lord of Rings R51

The Lord of Rings R51 – do czego to służy?

Elektroniczny „władca pierścieni” to tak naprawdę po prostu pilot o bardzo ograniczonej funkcjonalności, który można sparować ze smartfonem. Na froncie urządzenia znajdują się cztery fizyczne przyciski oznaczone jako: plus, minus, M i play/pauza. Co można dzięki nim zrobić?

  • plus: długie przytrzymanie przycisku — pogłośnienie; krótkie przytrzymanie przycisku — selfie (o ile mamy włączony aparat); podwójne kliknięcie — dalej;
  • minus: długie przytrzymanie przycisku — ściszenie; krótkie przytrzymanie przycisku — selfie (o ile mamy włączony aparat); podwójne kliknięcie — cofnij;
  • M: długie przytrzymanie przycisku — czyszczenie listy urządzeń; krótkie przytrzymanie przycisku — przejście z trybu video do audio; podwójne kliknięcie — przełączanie trybu audio/video;
  • play/pauza — krótkie przytrzymanie przycisku — selfie lub zdjęcie, pauza, odebranie połączenia.

Pierścień można obsługiwać w dwóch trybach: kontroli audio i video. W poszczególnych trybach funkcjonalności przycisków nieco się różnią, np. w trybie video po wciśnięciu plusa nie pogłośnimy już słuchanego utworu.

The Lord of Rings R51 – Wrażenie z testów

Od momentu, kiedy zobaczyłam The Lord of Rings R51 na AliExpress, wiedziałam, że będzie to gadżet, którego używanie zakończę wraz z testami — w końcu nie potrafi niczego, czego nie potrafiłby przeciętny smartwatch, a nawet smartband. W dzisiejszych czasach urządzenie, które ma tak wąskie możliwości zastosowania, jest po prostu bez sensu. Zwłaszcza że — jak pewnie się spodziewacie — władca pierścieni ma pewne problemy z płynnością i nie zawsze reaguje tak, jak by się tego chciało.

The Lord of Rings R51

Należy jednak pochwalić The Lord of Rings R51 za to, że działa w ogóle. Mam tu na myśli fakt, że daje się bezproblemowo sparować z urządzeniem, a jak już człowiek wczuje się w jego opóźnienie i zrozumie, jakiej siły używać podczas naciskania klawiszy i jak w ogóle prezentują się poszczególne kombinacje przyciskania dla określonych funkcji, to można nawet uznać „władcę pierścieni” za gadżet zaskakująco komfortowy. Jasne, najpewniej nie będziecie chcieli z tym hasać po ulicach, ale być może będziecie mieli frajdę przez dzień lub dwa. Z drugiej strony, jeżeli żywicie jakąś niechęć do smartzegarków, ale przydałby się Wam gadżet do robienia grupowych zdjęć, to The Lord of Rings R51 jest jakąś opcją — tani, nieskomplikowany i prezentujący się całkiem znośnie. No i ten splendor, kiedy zapytani „co to jest?” tłumaczycie, że za jedynie 39 złotych nabyliście na AliExpress samego „władcę pierścieni” ;).

Jesteście ciekawi, jakie jeszcze cuda (albo wprost przeciwnie) znaleźć można na Ali? Śledźcie uważnie nasz nowy cykl „Testujemy z Ali”, a nie ominą Was prawdziwe perełki. Jakiś czas temu Jakub testował słuchawki ANC za jedyne 89 zł. Efekty testów? Zatrważające!