Czara goryczy się przelała - Kuba Tabędzki (Teslą P0D Prąd) opowiada o dyskryminacji ze strony Tesli




Czara goryczy się przelała - Kuba Tabędzki (Teslą P0D Prąd) opowiada o dyskryminacji ze strony Tesli

Opublikowano 3 miesiące temu -


Można powiedzieć o Polakach wiele: że jesteśmy pretensjonalni, awanturujący się o byle pierdołę, że zawsze chcemy „więcej” niż inni. Nie zaprzeczę, nie są to bezpodstawne opinie. Niemniej, mimo tych wszystkich negatywnych cech charakteru, zasługujemy na sprawiedliwe traktowanie. Szczególnie jeśli wydajemy na coś 650 000 PLN i los wymusza na nas skorzystanie z obsługi gwarancyjnej. To nie najtańsze coś, to Tesla.

Kuba Tabędzki posiada Teslę od ponad trzech lat. Śmiało można nazwać go propagatorem tej marki w naszym kraju. Autor bloga, ale i – przede wszystkim – fanpejdża „Teslą P0D PRĄD” zakochał się w Tesli, jak tylko pojawiły się jej pierwsze wizualizacje. Zdecydowanie wykonywał w Polsce kawał dobrej roboty, by promować auta elektryczne w naszym kraju. Nie spodziewał się jednak takiego potraktowania, z jakim spotkał się niedawno w serwisie Tesli w Niemczech.

Wszystko jest okej, do czasu

Na wspomnianym fanpejdżu, w czwartek, opisał dość nieprzyjemną sytuację, jaka przydarzyła mu się parę dni temu. Otóż w niedzielę Tesla odmówiła posłuszeństwa, silnik padł na tyle, że auto nie nadawało się do jazdy. Kuba postanowił skontaktować się z Teslą w celu odholowania samochodu z Polski:

„Tesla odmawia holowania uszkodzonego samochodu z Polski dyskryminując obywatela EU ze względu na miejsce zamieszkania mówiąc że Polska jest noncore country, dlatego wybraliśmy się w podróż do Berlina ryzykując ze coś padnie (nie chciało nam się kopać z koniem).”

Nadzieje, że sprawa w miarę szybko zostanie tam rozwiązana, zostały błyskawicznie rozwiane. Właściciel Tesli otrzymał informację, że musi się umówić na serwis za kilka tygodni, wtedy też dostanie auto zastępcze. Niesprawną Teslę może zostawić natomiast na bliżej nieokreślony czas, a do Polski wrócić autostopem. Kuba jednak nie poddaje się:

„Ponieważ Tesla ma gwarancje mobilności będąc niedaleko serwisu dzwonie i mówię ze samochód na gwarancji padł. Pan mówi ze będę czekał na lawetę. Ja mu na to ze ok, ale mogę sam dojechać do serwisu, a od niego oczekuje jedynie zapewnienia możliwości kontynuowania podróży. Pan mówi ze zadzwoni do serwisu i oddzwoni. Poniedziałek godzina 13 pan nie oddzwania, serwis w międzyczasie przyjął samochód i mówi ze nie ma zastępczych. Dzwonie na assistance. Pan zmienia front i mówi że ponieważ nasz samochód jest zarejestrowany w PL, to na terenie Niemiec assistance się nie należy (do tej pory polityka była taka, że jak już się było w Core country to obsługiwali). Na moją informacje, że w polityce assistance jest napisane 500mil/800km pan przysłał dokument który mówi, że w noncore country się nie należy (dyskryminacja potwierdzona na piśmie).”

Na informację, że przecież auto, jak i właściciel znajduje się na terenie „core country”, a z zapisu w przesłanym dokumencie nie wynika, iż zasada ta dotyczy rejestracji auta (a nie miejsca, gdzie przebywa), otrzymuje odpowiedź, że „rozmawiał z managerem i ma pełna świadomość sytuacji i mimo wszystko nie pomoże”. Dodatkowo Kuba otrzymał bardzo cenną i niewątpliwie sugestywną radę, aby – w celu powrotu do domu – kierowca zamówił sobie taksówkę.

W międzyczasie w serwisie zaczęły pojawiać się auta zastępcze, po wielu naciskach Kuba otrzymał propozycję nie do odrzucenia — Fiata Pandę.

„Po chwili serwis wraca i mówi, że to jest odpłatne, ale my jesteśmy winni jeszcze 2000eur wiec nam nie wydadzą (uwaga my jesteśmy winni 2k Eur, bo wstryzmalem płatność gdyż Tesla od półtora roku jest nam winna ok 13kEUR gdyż zapomniała przysłać nagrody z refferala - powerwall2 founders, 21calowe koła kute do S i dwie ładowarki founders series tłumacząc się od półtora roku ze nie maja procedury na Polskę i nie godząc się na odbiór nagród w Berlinie)”

Przez następne trzy dni: wtorek, środę i czwartek, Kuba walczył o jakąkolwiek informacje na temat terminu naprawy swojej Tesli. W środę serwis zamienne części zamówił, natomiast w czwartek w systemie widniała informacja, że data dostawy tychże jest ciągle nieznana.

Tesla — recydywa producenta

To nie pierwsza taka przygoda Kuby z Teslą, a w zasadzie z serwisem Tesli. Historie te pokazują jawną dyskryminację Polski przez tę firmę. Jakiś czas temu właściciel musiał także holować na własną rękę auto z Chorwacji, wtedy również odmawiano mu aut zastępczych. Jak pisze Kuba, otrzymał wtedy auto z limitem prędkości do 127km/h, bo przed wydaniem samochodu „zapomniano ten limit zdjąć”. Taka „wpadka” producenta mogła doprowadzić do poważnego wypadku. Z zamiłowania do elektromobilności Kuba przemilczał kilka takich sytuacji, aby nie zepsuć opinii autom na prąd. Teraz jednak uznał, że granice jego wytrzymałości zostały przekroczone. Końca tej historii nie widać, ale pozwolę sobie zamieścić cytat z Kuby, specjalnie zachowując oryginalną pisownię:

„Jeśli lubisz być dyskryminowany ze względu na kraj zamieszkania, czuć się traktowany jak debil i idiota — wydaj 150.000EUR netto na nowa Tesle. Tesla — pokaże Ci premium FY finger…”

Z zapartym tchem będę śledził historię z serwisem. Jak tylko sprawa wyjaśni się (za co trzymam kciuki) na pewno o tym poinformujemy.

PS. W cytowanych tekstach zachowałem pisownię oryginalną.